Atrofia pamięci
Z Andrzejem Melakiem, bratem zmarłego w katastrofie smoleńskiej Stefana
Melaka, członkiem Stowarzyszenia Katyń 2010, rozmawia Paulina Jarosińska
Jak ocenia Pan – jako brat jednej z ofiar katastrofy – organizację
oficjalnych uroczystości obchodów rocznicy tragedii smoleńskiej?
– Można odnieść takie wrażenie, że te obchody zostały celowo rozdrobnione i
zorganizowane chaotycznie. Nie ma żadnych centralnych uroczystości. Przecież
można byłoby zorganizować je na jakiejś otwartej przestrzeni tak, aby ludzie
mogli się zebrać i razem uczcić ofiary. Takie obchody zgromadziłyby na pewno
Polaków i byłyby okazją do ponownego zjednoczenia Narodu. Tak jednak się nie
dzieje. To jest część kampanii prowadzonej w celu zatarcia pamięci o ofiarach
katastrofy i próba zamknięcia oczu na prawdę. Wciąż mamy do czynienia z
szykanowaniem tych, którym zależy na upamiętnieniu ofiar i na poznaniu prawdy.
Władze państwa odcięły się od uroczystości – nie widać w nich prawdziwego
zaangażowania. Jest wiele różnych inicjatyw, które rozbijają jedność. Natomiast
rodziny ofiar spotkają się na lotnisku na modlitwie ekumenicznej. Inną sprawą,
zupełnie oczywistą, jest to, że wśród bliskich ofiar katastrofy są ludzie
mieszkający w różnych częściach Polski, a większość z nich pragnie być tego dnia
przy grobach swych najbliższych w rodzinnych miastach. Nasza prośba, aby
politycy nie przeszkadzali nam w pójściu na groby naszych bliskich na Powązkach,
nie doczekała się pozytywnej odpowiedzi. Właściwie to ją zignorowano. Na różne
sposoby próbuje się blokować nasze inicjatywy. Odbieram to działanie jako
narzucanie nam, co mamy robić.
Tak jak Pan powiedział – nie ma zaplanowanego jednego miejsca, w którym
ludzie mogliby się zebrać i zjednoczyć, by wyrazić swoją pamięć o ofiarach. Były
inicjatywy, na które nie wydano zgody. Stołeczni radni PO nie zgodzili się nawet
na to, żeby zawyły syreny w Warszawie w godzinę katastrofy.
– Władza realizuje jeden cel swoimi decyzjami: chce stłumić, a właściwie
uniemożliwić ponowne zjednoczenie się Polaków. Byłoby to rządzącym bardzo nie na
rękę, gdyby kilka, a może nawet kilkadziesiąt tysięcy ludzi przyszło w jedno
miejsce i oddało hołd tym, którzy zginęli. Nie było zgody na zorganizowanie
koncertu ku czci ofiar, w ogóle postanowiono podjąć szereg działań
instytucjonalnych, które miałyby na celu zmarginalizowanie naszej pamięci.
Ludzie i tak się zmobilizują, i tak się zbiorą. Ale proces gaszenia pamięci trwa
i będzie tak długo trwał, póki będzie ona solą w oku rządzących.
Trudno nie pamiętać obrazu gaszenia zniczy, brutalnego niszczenia pamiątek i
wyrzucania kwiatów w nocy z 10 na 11 marca…
– To był właśnie przykład bezpardonowej walki, jaką podjęto z pamięcią. To jest
przejaw największego barbarzyństwa, jakie można sobie wyobrazić. Tak jak już
powiedziałem: upamiętnienie ofiar katastrofy, jak również poznanie prawdy o niej
i rozliczenie odpowiedzialnych jest solą w oku obecnej władzy. Będzie ona dalej
blokować wszelkie wyrazy i przejawy hołdu dla wszystkich, którzy ponieśli śmierć
rok temu w Lesie Katyńskim.
Dziękuję za rozmowę.
