Misjonarze w centrum wojny

Z dnia na dzień sytuacja na Wybrzeżu Kości Słoniowej staje się coraz
bardziej dramatyczna. Narastający od grudnia podział kraju wskutek nieuznania
wyniku wyborów prezydenckich przerodził się w wojnę domową. Coraz bardziej na
niebezpieczeństwo narażeni są misjonarze udzielający w tym afrykańskim kraju
pomocy uchodźcom, w tym polscy pallotyni.

Oczy świata skierowane są na Libię, jakby wszyscy zapomnieli o Wybrzeżu Kości
Słoniowej. W wyniku trwających tam samych działań zbrojnych zginęła ogromna
liczba ludzi. Nikt już nawet nie liczy codziennie umierających w związku z
rozprzestrzenianiem się licznych chorób, do których przyczynia się brak
lekarstw, na które embargo nałożyła Unia Europejska. Kilka dni temu uzbrojona
grupa uprowadziła dyrektora tamtejszej Caritas, na szczęście ks. Richard Kissi
został już uwolniony. Ostrzelano również samochód innego kapłana. Papież
zapowiedział, że na Wybrzeże Kości Słoniowej uda się jego wysłannik, by w ten
sposób wyrazić solidarność z cierpiącym ludem. Walki toczą się w bardzo wielu
miejscach kraju.
– Pod koniec zeszłego tygodnia byłem w Abidżanie. Kiedy opuszczałem to miasto,
na ulicach była strzelanina. Gdy wróciłem do Yamoussoukro, również słychać było
strzały. Na szczęście udało mi się dotrzeć do bazyliki. Sytuacja jest bardzo
poważna – podkreśla w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" ks. Stanisław Skuza SAC,
rektor sanktuarium Matki Bożej Królowej Pokoju w Yamoussoukro na Wybrzeżu Kości
Słoniowej, w którym również schronili się uchodźcy. Na agresję narażeni są także
księża. – Na autostradzie w Abidżanie zablokowano i następnie ostrzelano
samochód ks. Norberta Abekana, iworyjskiego kapłana. Przestrzelili mu nogę na
wylot. Na szczęście udało się go ewakuować do szpitala – relacjonuje ks.
Stanisław Skuza.
Wcześniej walki trwały przede wszystkim w Abidżanie, stolicy ekonomicznej kraju,
teraz przeniosły się również do Yamoussoukro i innych miast, np. San-Pédro,
Soubré, Daloa. Zagrożone jest również Grand Beréby (ok. 50 km od San-Pédro),
gdzie także działa misja katolicka. – Naszym współbraciom skradziono samochód,
który jest tak bardzo potrzebny do przemieszczania się np. po żywność. Księża
Klaretyni (również Polacy), którzy pracują w Soubré, kilka dni temu też stracili
samochód – mówi ks. Stanisław Skuza. Grand Béréby wraz z parafią prowadzoną
przez polskich pallotynów zajęły siły republikańskie wierne nowemu prezydentowi
Alassane Ouattarze. Na szczęście żaden z zakonników nie ucierpiał. Parafia
została przeszukana. Siły republikańskie przejęły również Yamoussoukro.
Żołnierze chcą zrewidować prowadzoną tam przez polskich pallotynów placówkę. Jak
się dowiedzieliśmy, trwają rozmowy w tej sprawie.
Na zachodzie kraju w Duékoué schroniło się tysiące Iworyjczyków, którzy
wcześniej porzucili swoje domy z obawy o życie własne i swoich najbliższych.
Jednak jak się okazuje, i tam nie jest już bezpiecznie. W Duékoué zostało
zabitych około tysiąca osób (cywilów). W Abidżanie sytuacja jest bardziej
skomplikowana, liczba zabitych nie jest znana. Ludzie szukają pomocy w
placówkach misyjnych. Polscy pallotyni prowadzą tam parafię pw. Jezusa Chrystusa
Miłosiernego Zbawcy. Coraz więcej osób znajduje u nich schronienie. Brakuje
jedzenia, nie ma bieżącej wody. W Abobo, dzielnicy Abidżanu, na skutek działań
zbrojnych uszkodzony został budynek klasztoru Sióstr Klarysek. W Abidżanie na
linii frontu znalazło się międzynarodowe seminarium duchowne. Jego mieszkańcom
udało się ewakuować.
Podczas ostatniej audiencji ogólnej Ojciec Święty Benedykt XVI zapewnił o
solidarności z doświadczanym ludem Wybrzeża Kości Słoniowej, apelując o pokój na
tej ziemi. Zapowiedział, że niebawem do tego afrykańskiego kraju uda się kard.
Peter Turkson Kodwo, przewodniczący Papieskiej Rady Iustitia et Pax. Jego
obecność ma być wyrazem papieskiej solidarności oraz całego Kościoła z ofiarami
konfliktu. – Jeśli idzie o wysłannika Papieża, to w aktualnej sytuacji nie jest
on w stanie dojechać do Yamoussoukro. Jeśli mu się uda dotrzeć na Wybrzeże Kości
Słoniowej, to pozostanie zapewne w Abidżanie – podkreśla ks. Stanisław Skuza.
Konflikt, który przerodził się w wojnę domową, wybuchł na Wybrzeżu Kości
Słoniowej na skutek nieakceptowanych przez część społeczeństwa wyników wyborów
prezydenckich przeprowadzonych pod koniec ubiegłego roku. Nowo wybranego
Alassane Ouattarę poparła niezależna komisja wyborcza, natomiast dotychczasowego
prezydenta Laurenta Gbagbo rada konstytucyjna oraz narodowe siły zbrojne. Obaj
utworzyli swoje rządy.

 

Małgorzata Bochenek

 

Obecność i pomoc

Ks. Jerzy Limanówka SAC, prezes Pallotyńskiej Fundacji Misyjnej Salvatti.pl:


Niebezpieczeństwo dla misjonarzy w takiej sytuacji zawsze istnieje. Na
szczęście rzadko stają się oni bezpośrednim obiektem ataku, jednak nikt nie może
im zagwarantować bezpieczeństwa przed zabłąkanymi kulami, pociskami.
Misjonarze w obecnej sytuacji mają do spełnienia trzy zadania. Pierwsze z nich
to obecność i trwanie, tego oczekuje od nich miejscowa ludność. Dla ludzi z
terenów dotkniętych konfliktem ogromne znaczenie ma świadomość, że misjonarze są
z nimi. Gdyby wyjechali, ci ludzie mieliby poczucie, że świat o nich zapomniał.
Drugie bardzo ważne zadanie to organizowanie bezpośredniej pomocy, przede
wszystkim schronienia. Kościoły i parafie mimo wszystko są azylami. W miarę
uspokojenia sytuacji konfliktowej do danego kraju docierać też zacznie pomoc
humanitarna, która jednak zazwyczaj kończy się na lotnisku. Zadanie
rozprowadzenia kilku tysięcy ton żywności, ubrań i innych bardzo często spoczywa
na misjonarzach. Podejmują to wyzwanie, znając środowisko, docierają do
potrzebujących.

 

not. MB

drukuj