Konieczny jest ruch oporu

Z Gabriele Kuby, niemiecką socjolog, autorką publikacji na temat religii i
problemów zachodniej cywilizacji, pracującą na rzecz obrony życia i rodziny,
rozmawia Mariusz Kamieniecki

Czy w liberalnej demokracji, dominującej dziś w Europie i świecie, jest
jeszcze miejsce na wartości rodzinne?

– Tego miejsca faktycznie jest coraz mniej. Liberalne demokracje bardzo często
powołują się na tzw. wolność, która ponieważ jest źle pojmowana, coraz częściej
obraca się przeciwko chrześcijaństwu i de facto służy temu, by chrześcijan
prześladować. Oznacza to również dyskryminację wartości rodzinnych. Polityka
Unii Europejskiej jest polityką antyrodzinną. Każda polityka poparcia dla
układów jednopłciowych jest wymierzona przeciw rodzinie. Jest to równoznaczne z
rozpadem rodziny i sprawia, że dotychczasowe powołanie rodziny również ulega
degradacji. Tymczasem małżeństwo i rodzina to podstawy porządku społecznego z
dwóch powodów: owocem miłości małżeńskiej mężczyzny i kobiety są dzieci, ponadto
– co udowodniono naukowo – rodzina to jedyne naturalne miejsce, w którym zdrowo
dorastają dzieci.

Co należy do czynników destabilizujących wartości rodzinne?
– Czynnikiem, którego nie można pominąć, jest seksualizacja młodzieży
upowszechniana m.in. przez lekcje wychowania seksualnego w szkołach i za
pośrednictwem mediów. W polskich szkołach lekcje te nie są jeszcze aż tak daleko
posunięte jak w krajach starej UE. Przykładowo w Niemczech uczniom proponuje się
orientację homoseksualną jako jedną z możliwych. Nie wspomnę już o instruktażach
dla dzieci dotyczących używania prezerwatyw. Do Polski jeszcze to nie dotarło,
ale kto wie… Do tego dochodzą media, internet, który daje nieograniczony
dostęp np. do pornografii, a temu nie sposób postawić granic. Przez taką wczesną
seksualizację młodzi stają się ludźmi niezdolnymi do stworzenia głębszej więzi i
do założenia własnej rodziny. Kiedy burzy się pojęcie rodziny, chociażby poprzez
zrównywanie praw małżeństw heteroseksualnych z homoukładami, w takich sytuacjach
młodzi tracą orientację. Stąd bezwzględnie konieczny jest tutaj ruch oporu,
który stanowczo sprzeciwi się rozwojowi tego typu sytuacji. Życzylibyśmy sobie,
żeby na czele tego ruchu obrony małżeństwa i rodziny stał Kościół. Chodzi tu
bowiem o przyszłość chrześcijańskiej Europy, którą coraz bardziej dotyka kryzys
demograficzny zagrażający naszej egzystencji.

W jaki sposób zatem możemy odbudować fundament wartości, który – jak wynika z
Pani wypowiedzi – zaczyna się kruszyć?

– Potrzeba wspólnej wytężonej pracy nas wszystkich na rzecz budowania wartości
moralnych w społeczeństwie, począwszy od najmłodszych. Nie wolno nam szczędzić
sił na tej niełatwej drodze, ale tak naprawdę to, czy odniesiemy sukces, jest w
ręku Boga. Pierwszym krokiem do celu nie jest jednak oglądanie się na innych;
każdy musi zacząć od siebie i żyć zgodnie z Bożymi przykazaniami.

Jak Polska z tradycyjnym jeszcze podejściem do wartości, do rodziny jest
postrzegana w Europie?

– W dużej mierze zależy to od mediów, które w takim bądź innym świetle
przedstawiają Polskę. Trzeba jednak pamiętać, że większość mediów stoi po
stronie sił, które nie uznają tradycyjnych wartości. W tej sytuacji mniejsze
kraje, jak Polska, Węgry czy Litwa, które mają krytyczne podejście do globalnej
polityki unijnej, przedstawiane są jako arcykonserwatywne. Często są ośmieszane
czy zniesławiane jako bardzo fundamentalistyczne, czy wręcz antydemokratyczne.
Nierzadko pokazuje się Polskę i Polaków jako tych, którzy chcieliby założyć
państwo religijne. Tak Polska była przedstawiana szczególnie za rządów PiS i
premiera Jarosława Kaczyńskiego. Ale takie ośmieszanie dotyczy każdego
chrześcijanina.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj