Panteon medialny czy narodowy?

Manipulacje wokół funkcjonowania mediów mają wpłynąć na wynik zbliżających
się wyborów parlamentarnych. Służą jednak także osłabianiu wymowy narodowych
symboli oraz kreowaniu innych "autorytetów" i całych pozornych "panteonów" dla
poszczególnych dziedzin kultury.

"Wajcha" – potoczne określenie dźwigni lub korby, którego użył premier Tusk w
kontekście środków społecznego przekazu, spopularyzowało się bardzo w języku
debaty publicznej. Nic dziwnego. W ostatnim czasie przy medialnych "wajchach"
rzeczywiście sporo się działo. Najpierw, w wyniku pata między SLD i PO w KRRiT,
mniejsza "wajcha" regulująca polityczny profil telewizji publicznej została
przesunięta na pozycję "lewica". Następnie dużą "wajchą" – ustawiającą szeroko
rozumiany główny nurt mediów – szarpnięto w taki sposób, aby otworzyć możliwość
krytyki Platformy, a zwłaszcza samego premiera. Rządząca partia zdecydowała się
więc wreszcie na dostrojenie "wajchy" od mediów publicznych w sposób najczęściej
występujący w historii III RP – biorąc TVP do spółki z PSL i SLD. W ostatnich
zaś dniach pojawiają się widoki na odwojowanie przez Donalda Tuska "głównego
nurtu" mediów (przywrócenie dużej "wajchy" na pozycję, na której rdzewieje od
czterech lat). Premier napisał dwa artykuły dla "Gazety Wyborczej", a komentator
dziennika powrócił do pochwalnego tonu. Jak widać, medialne "wajchy" mają bardzo
wąską skalę możliwych pozycji. Wszelkie ich przesunięcia poza zakres
lewicowo-liberalny uważane są za awarię, za "upolitycznienie".

Bajka o "odpolitycznieniu mediów publicznych"
Mamy ją już z głowy. Piękna księżniczka o tym imieniu, do której wdzięczyli się
politycy, okazała się fatamorganą, która rozwiała się wraz z przejęciem Krajowej
Rady Radiofonii i Telewizji oraz Rady Nadzorczej TVP przez nową-starą koalicję
medialną. "Odpolityczniające" ambicje mieli autorzy tzw. projektu twórców ustawy
medialnej. Jednak główny promotor tego przedsięwzięcia Jacek Żakowski, jak się
wyraził, "odpuścił sobie na razie". Prezes KRRiT Jan Dworak przyznał się przed
sejmową komisją, że "się nie udało". Zrobił to w samą porę, bo niedługo później
okazało się, że gremia kierownicze TVP stały się scenerią nowej wersji "Kariery
Nikodema Dyzmy". Dwudziestopięciolatek załatwił sobie posadę w telewizji
publicznej, podszywając się pod Kancelarię Prezydenta. Kilka dni wcześniej
minister Tomasz Arabski dał popis "odpolitycznienia", dzwoniąc do PAP z
instrukcją, o co ma nie pytać premiera dziennikarz tej agencji podczas wizyty
zagranicznej.
Kiedy na naszych oczach dokonuje się przełożenie medialnej "wajchy", skłonni
jesteśmy interpretować to w krótkofalowej perspektywie zbliżających się wyborów
parlamentarnych. Takie zapewne są często motywacje politycznych aktorów
oglądanych przez nas w codziennych relacjach prasowych. Wydaje się jednak, że
nad zasadniczym tonem mediów w Polsce czuwają inne osoby mające ambicje i
narzędzia pełnienia roli reżyserów.

Strategia "podstawiania" autorytetów
Często zwracamy uwagę na fakt, że przekazy medialne skupiają się na kreowaniu
emocji w celu sterowania biegiem bieżącej polityki. Luźno związane z poważnymi
problemami politycznymi PR-owskie "narracje" zapełniają przekaz mediów "głównego
nurtu". To jednak nie cała prawda o sferze medialnej w Polsce. Mamy także do
czynienia z ośrodkiem, który w komunikacji społecznej stawia sobie znaczniejsze,
długofalowe cele. Mam na myśli konsekwentny wysiłek – uwidaczniający się
najbardziej na łamach "Gazety Wyborczej" – w kierunku kreowania autorytetów,
symbolicznych postaci i całych "panteonów narodowych" dla poszczególnych
dziedzin kultury. By nie opisywać całości tych działań, wystarczy przypomnieć
symboliczne spory: o krakowską Skałkę dla Miłosza, o Wawel (w którym nie
powinien spocząć Lech Kaczyński, skoro nie leżą tam Bronisław Geremek i Jacek
Kuroń), a także wysiłek włożony w wyeksponowanie filozoficznych dokonań Leszka
Kołakowskiego. Od dwudziestu lat konsekwentnie realizowana jest strategia
"podstawiania" ważnych dla tego skrajnego środowiska postaci za narodowe
autorytety w dziedzinie sztuki, polityki i nauki. Ta metoda postępowania nie
sprawdziła się jak dotąd w stosunku do jednej, ostatniej dziedziny kultury
polskiej – religii. Potwierdzeniem tej tezy były ostatnio groteskowe wysiłki
tworzenia szumu medialnego i poruszenia społecznego, zakłócające godny pochówek
zaprzyjaźnionego z tym środowiskiem hierarchy.

"Unieszkodliwianie" autorytetu Papieża Polaka
Odporność na "podstawianie" postaci-symboli w dziedzinie religii jest w dużej
mierze zasługą jednego człowieka i jego gigantycznego osobistego autorytetu:
Sługi Bożego Jana Pawła II. Mimo jawnej sprzeczności między ewangelizacyjnym
przesłaniem Papieża Polaka a liberalną linią salonu i jego "Gazety" (co miało
swoją szczególną manifestację podczas pielgrzymki w 1991 r.) redakcja
"Wyborczej" i inne media "głównego nurtu" musiały poprzestać na próbach
"unieszkodliwienia" autorytetu Ojca Świętego. Od lat nie kwestionuje się
znaczenia jego niezwykłej osoby, lecz wyinterpretowuje ją w sposób możliwy do
przyjęcia przez środowiska laickie. Warto o tym przypomnieć w przededniu
beatyfikacji.
Jan Paweł II nie tylko sam pozostawał autorytetem, ale zabiegał o wyeksponowanie
w polskim dziedzictwie prawdziwie symbolicznych postaci-wzorców, choćby przez
liczne beatyfikacje i kanonizacje. Ciekawą ilustracją omawianego sporu o wzorce
osobowe jest kwestia pamięci o księdzu kardynale Stefanie Wyszyńskim. Przy
okazji toczącej się obecnie dyskusji nad PRL-owską historią "Tygodnika
Powszechnego" jedna z publicystek przypomniała, iż to eksponowane obecnie przez
media "głównego nurtu" środowisko z niechęcią odnosiło się do Prymasa
Tysiąclecia. Ten powracający w kręgach inteligenckich dystans do prawdziwie
opatrznościowego Męża Stanu i Księcia Kościoła był przełamywany właśnie poprzez
świadectwo i namysł Jana Pawła II nad postacią i dziedzictwem ks. kard.
Wyszyńskiego. Osobisty autorytet Papieża Polaka także w tej kwestii
przezwyciężył zakusy manipulacji pamięcią religijno-historyczną Narodu.

Siła i słabość medialnego walca
W kontekście sporu o symbole mamy naprawdę drastyczne przekładanie "wajchy"
medialnej. Szokująca zmiana tonu prasy, radia i telewizji w związku ze śmiercią
Jana Pawła II czy tragedią smoleńską i równie gwałtowny powrót do laickiego i
kosmopolitycznego przesłania po tych wydarzeniach ujawniają siłę, ale i słabość
czwartej władzy. Siła przejawia się nie tylko w ciągłym podbijaniu chwilowych
masowych emocji na potrzeby sterowania społecznego, ale także w codziennym
utwierdzaniu sztucznie skonstruowanych panteonów. Przez takie działanie mediów
zmuszeni jesteśmy nieustannie przebywać w "zanieczyszczonym środowisku"
kulturowym, żyć w traumie "katastrofy ekologicznej" Narodu. Słabość medialnego
walca ujawnia się jednak w ostatecznej nieskuteczności tych zabiegów. Święci, a
nade wszystko sam Zbawiciel (choćby poprzez książkę "Jezus z Nazaretu" Benedykta
XVI), ciągle odnajdują drogę do tak wielu osób i stają się punktem odniesienia w
życiu indywidualnym i społecznym.

Spór o postaci-symbole wciąż aktualny
Mobilizacja społeczna na rzecz reagowania na ideologiczny przechył mediów,
zwłaszcza publicznych (por. B. Bubula, "Czyja jest TVP", "Nasz Dziennik" z
7.03.2011), powinno dotyczyć w szczególności sporu o postaci-symbole. Jego
przestrzenią jest także internet. Silne komercyjne instytucje w nim
funkcjonujące są dostrojone odpowiednią "wajchą" w równej mierze co media
tradycyjne. Najnowszy przykład stanowi spór z portalem YouTube (własność
amerykańskiej korporacji Google) o filmy znieważające Jana Pawła II. Monity w
tej sprawie nie przyniosły efektu. Internauci związani z serwisem Wykop.pl
zapowiedzieli więc złożenie doniesienia do prokuratury.
W najbliższym czasie, zwłaszcza w związku z beatyfikacją Jana Pawła II,
operatorzy medialnych "wajch" będą znów podejmować decyzje: na ile pozwolić na
ekspresję w środkach przekazu kultu Polaków względem nowego błogosławionego? Jak
strywializować temat, zwłaszcza osłabić społeczno-moralne skutki przywoływania
osoby Papieża Polaka? Jaki nowy antykościelny przekaz nagłośnić po tym
wydarzeniu? Tej operacji nie wolno nam będzie pozostawić bez odpowiedzi.

Oczyszczanie "narodowego ekosystemu"
Społeczne zaangażowanie i głośne protesty mogą być skuteczne także w odniesieniu
do pamięci narodowej. Dowodzi temu przełamanie oporów i ustanowienie Narodowego
Dnia Pamięci "Żołnierzy Wyklętych" oraz towarzyszące mu inicjatywy medialne.
Równie ważne zmaganie dotyczy sporu o wzorce w życiu społecznym w czasie pokoju.
Także z tej perspektywy postaci Jana Pawła II i księdza kardynała Stefana
Wyszyńskiego (którego 30. rocznicę śmierci będziemy wkrótce obchodzić) są tak
ważne. To oni byli przywódcami zniewolonego przez komunizm Narodu. Ich przykład
oraz wzory przywódców politycznych, które możemy odnaleźć w dziedzictwie II RP
oraz tradycjach przedrozbiorowych, mają szansę stać się punktem zwrotnym w
procesie oczyszczania "ekosystemu narodowego". Bieg dziejów Polski to przecież
nie tylko zwykłe następstwo pokoleń, ale także żywa relacja pomiędzy
współczesnymi Polakami i ich najwybitniejszymi poprzednikami. Jej pielęgnowaniu
służy narodowy panteon.
 

Radosław Brzózka
 

Autor jest teologiem i filozofem, redaktorem naczelnym lubelskich "Zeszytów
Społecznych KIK" oraz wortalu Realitas.pl. W latach 2004-2008 był członkiem Rady
Programowej TVP Lublin i Rady Programowej Radia Lublin.

drukuj