Antydatowany „sztorm”

Prognozy warunków meteorologicznych na lądowanie Tu-154M na Siewiernym
przekazane załodze na Okęciu zawierały precyzyjniejsze informacje niż dane z
biura meteo w Twerze. Rosjanie jeszcze w nocy przewidywali najmniejszą
widzialność poziomą w zakresie 3000-4000 km, a najniższe podstawy chmur w
granicach 600-1000 metrów. Rano wprowadzili poprawkę – podstawa chmur 150-200 m
oraz widzialność 1500-2000 km. Co istotne, w tym czasie na lotnisku docelowym
występowały już warunki znacznie poniżej prognozowanych. Mając do czynienia z
taką ścieżką działań wojskowych służb meteo Federacji Rosyjskiej, antydatowanie
ostrzeżenia "sztorm" już nie dziwi.

10 kwietnia 2010 roku, jeszcze przed wylotem z Warszawy, załoga Tu-154M od służb
meteorologicznych na Okęciu otrzymała informację dotyczącą prognozowanych
warunków atmosferycznych zarówno na trasie przelotu, jak i na lotnisku Smoleńsk
Północny (Siewiernyj). Dyżurny meteorolog lotniska o godz. 6.10 przekazał
nawigatorowi dokumentację lotniczo-meteorologiczną na wylot, a o godz. 6.20
zapoznał drugiego pilota z prognozą pogody na lądowanie na lotnisku Smoleńsk
"Północ". Przewidywano występowanie chmur o podstawie 200-300 m oraz widzialność
poziomą 3000-5000 m, przy zamgleniu. Mimo popełnienia błędu w tej prognozie (z
powodu braku prognoz z Siewiernego dane faktycznie odnosiły się do lotniska
Smoleńsk Południe) polskie służby meteo przewidywały wystąpienie chmur niskich
warstwowych, czego w ogóle nie prognozowało biuro meteorologiczne w Twerze,
które miało aktualne dane o warunkach atmosferycznych w rejonie Smoleńska. Mimo
to zarówno kierownik stacji meteorologicznej lotniska Smoleńsk Północny, jak i
nadzorująca jego pracę zmiana dyżurna biura meteorologicznego w bazie lotniczej
w Twerze opracowały prognozy pogody, które nijak się miały do rzeczywistości. Co
prognozowali Rosjanie? Jeszcze w dniu wylotu o godz. 3.30 biuro w Twerze dla
lotniska Siewiernyj przewidywało (w chwili lądowania Tu-154M) najmniejszą
widzialność poziomą w zakresie 3000-4000 m, a najniższe podstawy chmur w granicy
600-1000 m. Jak zauważyła polska komisja, gdyby taka prognoza pogody dotarła do
załogi samolotu Tu-154M przed jej startem, "to i tak nie zapewniłaby załodze
właściwej wiedzy o niebezpiecznych zjawiskach pogody, jakich powinna się
spodziewać. Co więcej, prognoza ta mogłaby tylko uspokoić załogę, że będzie
znacznie lepsza pogoda niż prognozowana przez meteorologów w Warszawie". Nad
ranem w Smoleńsku warunki pogodowe zaczęły się pogarszać i o godz. 7.09 były już
poniżej minimum lotniska. Tym samym służby meteo w Twerze dokonały korekty
prognozy i o godz. 7.12 sygnalizowały, że warunki mogą być gorsze, niż sądzono,
tj. podstawa chmur 150-200 m przy widzialności 1500-2000 m. W tym czasie na
lotnisku występowały już znacznie gorsze warunki. Z ustaleń polskiej komisji
wynika jednoznacznie, że rosyjskie służby lekceważyły swoje obowiązki. Wprawdzie
kierownik stacji meteorologicznej lotniska Siewiernyj o godz. 7.40 wystawił
ostrzeżenie prognostyczne "sztorm" obowiązujące od 7.40 do 9.00, w którym
prognozował wystąpienie niskich chmur o podstawie 50-100 m oraz silne zamglenie
przy widzialności poziomej 1000-1500 m oraz pojawiającą się falami mgłę przy
widzialności 600-1000 m, ale ostrzeżenie to zostało wydane o 7.40 tylko na
papierze. Taka godzina widnieje na dokumencie. Jednak faktycznie – co wynika z
zapisu magnetofonowego na stanowisku kierowania lotów z rozmowy z meteorologiem
– kontroler jeszcze około godz. 8.05 nic nie wiedział o ostrzeżeniu i dopiero
pytał o jego wystawienie. – Zgodnie z rosyjskimi przepisami KL był głównym
adresatem takiego ostrzeżenia. Świadczyć to może, że ostrzeżenie powstało
później, po zapytaniu KL – zauważyli polscy eksperci. Jednak w związku z
występującymi warunkami atmosferycznymi ostrzeżenie było już nieaktualne. Także
prognozowane warunki były bardzo zawyżone. To efekt m.in. złego usytuowania
stacji meteorologicznej na lotnisku – w miejscu uniemożliwiającym prowadzenie
jakichkolwiek miarodajnych obserwacji i pomiarów meteorologicznych. W efekcie
przynajmniej część pomiarów nie odzwierciedlała rzeczywistych warunków
panujących w rejonie pasa startowego i podejścia do lądowania.
Jak uznali polscy eksperci, zabezpieczenie meteorologiczne lotu szczególnie
ważnego "było zorganizowane niedostatecznie nie tylko przy starcie z Warszawy
[co wytykał stronie polskiej w swoim raporcie MAK – red.], ale także podczas
lotu w przestrzeni powietrznej Federacji Rosyjskiej, w tym podczas
zabezpieczania lądowania samolotu Tu-154M" w Smoleńsku. Dowodzi temu brak pełnej
informacji o pogodzie ze smoleńskiej wieży po nawiązaniu łączności z Tu-154M, w
tym brak danych o widzialności pionowej. Jak oceniono, organizacja
zabezpieczenia meteorologicznego na lotnisku Smoleńsk Północny była
nieprawidłowa "nie tylko dla szczególnie ważnego lotu, ale także zwykłego
zabezpieczenia lotów". Niedopuszczalne jest bowiem, by na stacji
meteorologicznej lotniska był tylko jeden specjalista, z którym nie można
nawiązać kontaktu, gdyż ten przez prawie połowę czasu swej służby dokonuje
pomiarów i obserwacji meteorologicznych na zewnątrz budynku. Wiele do życzenia
pozostawiał też poziom prognoz z biura meteo w Twerze. Nie było ono w stanie
przekazać precyzyjnej informacji o aktualnych warunkach pogodowych w zakresie
widzialności i podstaw chmur, choć już wcześniej stacje meteorologiczne w
rejonie Smoleńska obserwowały wystąpienia mgieł. Takie informacje powinny być
dostępne specjalistom tegoż biura jeszcze przed startem Tu-154M z Warszawy.

Katastrofa bez wniosków
W dniu katastrofy strona polska nie posiadała dostępu do danych
meteorologicznych z lotniska Smoleńsk Północny. Znajdowały się one jedynie w
rosyjskiej wojskowej służbie meteorologicznej, na smoleńskiej "wieży" kontroli
lotów i w biurze meteorologicznym w Twerze. Załoga Tu-154M otrzymała dostępne w
Polsce informacje pogodowe z lotniska Smoleńsk Południowy, błędnie przypisane do
lotniska Smoleńsk Północny. Pomyłka to efekt braków w wymianie międzynarodowej
informacji meteorologicznych z Rosją, szczególnie w zakresie lotnisk wojskowych
– o czym "Nasz Dziennik" już informował ("Prognoza z Siewiernego tylko na
telefon", 23 listopada 2010 r.).
Wiele do życzenia pozostawia też system prowadzenia obserwacji meteorologicznych
na Siewiernym i przekazywania prognoz do nadrzędnej komórki wojskowej służby
meteorologicznej. Odbywa się to drogą telefoniczną, bez zapisu danych w postaci
depesz METAR czy TAF. To uniemożliwia międzynarodową wymianę danych. Sytuacji
nie zmieniła nawet katastrofa Tu-154M. W efekcie na realizowane po 10 kwietnia
2010 r. loty na Siewiernyj dane meteorologiczne z tego obiektu wciąż były
niedostępne w Polsce.

 

Marcin Austyn

drukuj