Dzień Wojny Płci?

Podejrzenia wobec celebrowanego w Europie Dnia Kobiet utrwalają się, a
nawet pogłębiają, kiedy przyglądamy się żądaniom zgłaszanym na tę okoliczność
przez rozmaite wpływowe instytucje. Z racji obchodzonej w tym roku kolejnej
rocznicy tego "święta" przewidziana jest 8 marca w Parlamencie Europejskim
debata nad projektem rezolucji, w której postuluje się, aby kobiety miały
"kontrolę nad swoimi prawami seksualnymi i rozrodczymi, szczególnie poprzez
łatwy dostęp do środków antykoncepcyjnych i możliwość aborcji". Wzywa się też
władze państw członkowskich i Komisję Europejską do "realizacji środków i
działań uświadamiających mężczyznom ich odpowiedzialność w kwestiach seksualnych
i rozrodczych", czyli wzywa się do skutecznego dyscyplinowania mężczyzn.

Ten dokument raz jeszcze potwierdza istnienie i aktywne praktykowanie także w
UE jakiegoś postchrześcijańskiego kultu z in vitro, antykoncepcją, aborcją,
sodomią i eutanazją jako "sakramentami", czyli znakami i narzędziami skutecznego
zjednoczenia z niezdefiniowanym bóstwem, jakoby "nosicielem światła" (Lucyferem)
błądzącej Ludzkości. Takiego sposobu wyrażania się używają najpierw sami
pierwszoplanowi uczestnicy dyskusji, jak to widzimy w monografii profesora
socjologii z Oxfordu, Görana Therborna, pt. "Drogi do nowoczesnej Europy.
Społeczeństwa europejskie w latach 1945-2000" udostępnionej obywatelom III
Rzeczypospolitej przez Wydawnictwo Naukowe PWN. Ubolewa się tutaj nad powrotem
"patriarchalnej nocy" nad Europą, po załamaniu się wpływów świetlanej
marksistowskiej idei "walki klasowej", której pierwszym elementem był postulat
"zrównania" kobiet z mężczyznami.
Tego "światła" jednak nie zabrakło po 1989 roku – za przyczyną także katolickich
intelektualistów, nieraz znakomicie czujących się w nowożytnym garniturze – bo i
pozostała czołówka nowożytnych i współczesnych filozofów głośno konstatuje
istnienie przemocy zastosowanej przez jedną z płci wobec drugiej, a część z tych
filozofów jeszcze postuluje przezwyciężenie tego ucisku. Większość z nich
twierdziła, że to kobiety miały być "w stanie niepełnoletności" (zob. I. Kant
"Co to jest Oświecenie") ciemiężone oczywiście przez mężczyzn (mężów),
trzymających je w "kojcu dla niemowląt". Natomiast niezwykle wpływowy
współcześnie – także w socjologii, za przyczyną Maksa Webera – Fryderyk
Nietzsche (a wcześniej Jan Jakub Rousseau) twierdził, że to raczej mężczyźni
zostali opanowani przez słabsze kobiety, dysponujące jednak wyspecjalizowaną
bronią w postaci "szponu tygrysiego pod rękawiczką", czyli najpierw chytrością i
obłudą. Z tego powodu Zaratustra radził, aby "idąc do kobiety, nie zapomnieć
bata". Jednak Nietzsche prorokował światową rewolucję i przywrócenie właściwej
hierarchii wartości, czyli – jego zdaniem – pierwszeństwa silnych wobec słabych,
a zatem i panowanie mężczyzn nad kobietami. Wszystko to są jednak spory
sąsiedzkie nowożytnych filozofów, bo wspólne jest dla nich założenie, iż o
żadnej osobowej "pomocy" – czyli życzliwości – nie chodzi w relacji obydwu płci,
ale tylko o jakieś własne i częściowo wspólne interesy.
Nie jest zatem ważne rozstrzygnięcie, czy dla interpretacji omawianego dokumentu
PE należy zastosować klucz interpretacyjny myśli Immanuela Kanta, Johna Stuarta
Milla i Karola Marksa czy też raczej Rousseau i Nietzschego, bo w walce
interesów stosuje się przecież rozmaite przepychanki, ciosy poniżej pasa,
zwodzenie minami i hasłami. Wtórną sprawą jest więc rozstrzygnięcie, czy na
postulowanej aborcji i antykoncepcji mają skorzystać kobiety, czy też raczej ma
ona służyć zacieraniu śladów po swojej aktywności przez męskich konsumentów, a
może oboje zrobią na tym jakiś krwawy interes. W każdym z tych przypadków
wykluczona jest jednak relacja "pomocy" mężczyźnie przez kobietę i męska
odpowiedź na ową "pomoc", czyli biblijna logika życzliwej relacji Boga do
człowieka, człowieka do człowieka i małżeńskiego protosakramentu miłości.
Zamiast uszanowania tych respektujących godność człowieka relacji Parlament
Europejski włączony został w światową walkę klasową pomiędzy mężczyznami i
kobietami, czemu ze swojej istoty służą właśnie aborcja, antykoncepcja,
homoseksualizm. Aktywności te – jak każda inna zbrodnia i występek – mogą tylko
ludzi sobie przeciwstawiać, a nie łączyć. Świętowanie w Parlamencie Europejskim
Dnia Kobiet to zatem tak naprawę kolejna okazja, aby kontynuować światową "wojnę
płci", postulowaną już przez Hobbesa, który ostrzegał przed jej zakończeniem.

Marek Czachorowski
 

drukuj