Niemcy w roli ofiary
Próba pisania historii na nowo, przedstawianie Niemców w roli ofiar oraz
chęć obarczenia współodpowiedzialnością za rozpętanie drugiej wojny światowej i
holokaust Polaków – ten realizowany od dłuższego czasu projekt nowej polityki
historycznej Niemiec potwierdza przyjęta 10 lutego 2011 r. przez niemiecki
Bundestag uchwała "60 lat Karty niemieckich wypędzonych ze stron ojczystych".
Szefowa Związku Wypędzonych Erika Steinbach odniosła kolejny sukces – przy
kompletnym milczeniu polskich władz.
Uchwała odwołuje się do deklaracji nazwanej "Kartą niemieckich wypędzonych ze
stron ojczystych", proklamowanej 5 sierpnia 1950 r. w Stuttgarcie. Z treści
Karty przebija obraz, jakoby to właśnie niemieccy osadnicy, którzy w
rzeczywistości uciekali przed nadciągającą Armią Czerwoną, byli głównymi
ofiarami drugiej wojny światowej. Brakuje wskazania na nazistowskie Niemcy jako
państwo winne rozpętania tej wojny i masowych zbrodni popełnionych na milionach
Polaków, Żydów i innych narodowościach. Nie ma również mowy o Generalnym Planie
Wschodnim (Generalplan Ost), który – po odniesieniu "ostatecznego zwycięstwa" –
przewidywał wypędzenie i wyniszczenie milionów "słowiańskich podludzi".
Niemieccy uciekinierzy oznajmiali za to w Karcie, że rezygnują z zemsty i odwetu
za los, jaki ich spotkał. Zadeklarowali również chęć budowy wolnej i
zjednoczonej Europy. Jak wskazują historycy, wśród osób, które tworzyły Kartę,
znalazło się wielu byłych nazistów. Szacuje się, że aż jedna trzecia jej
sygnatariuszy należała wcześniej do NSDAP, SS i SA.
Wybielanie historii
W przyjętej 10 lutego uchwale autorstwa rządzących partii CDU/CSU i FDP
podpisana przed sześćdziesięciu laty deklaracja określona jest jako "kamień
milowy na drodze do pojednania". Oprócz tego została jej nadana ranga jednego z
dokumentów założycielskich Republiki Federalnej Niemiec oraz przypisano ważny
wkład w budowanie pokoju w Europie. Niemieccy parlamentarzyści postulują również
ustanowienie 5 sierpnia ogólnoniemieckim dniem pamięci o ofiarach tzw. wypędzeń.
Profesor Bogdan Musiał, historyk UKSW, ocenia, że uchwała Bundestagu to wynik
zachodzącego w tym kraju, wspieranego przez pewne kręgi procesu, który zmierza
do przedstawienia Niemców w roli ofiar drugiej wojny światowej. W ślad za tym
idzie stopniowe wypieranie się winy, uzasadniane tym, że kolejne pokolenia nie
mogą ciągle tłumaczyć się ze zbrodni dokonywanych przez ich przodków. Zdaniem
prof. Musiała, uchwała świadczy również o politycznych rozgrywkach w kontekście
zbliżających się wyborów. – Partie popierające Związek Wypędzonych poprzez próbę
tworzenia własnej wersji historii chcą pozyskać nowych wyborców – tłumaczy.
Wszystko to prowadzi do zakłamywania historii. Zacieraniu ulega również
rozróżnienie pomiędzy zwykłymi uciekinierami a osobami wchodzącymi w skład
Związku Wypędzonych, stworzonego jako organizacja polityczna, które brały udział
w tworzeniu Karty. Wiele z nich miało zbrodniczą przeszłość w strukturach
nazistowskich, więc nie ma wątpliwości, że jej na pozór łagodny i pokojowy ton
został wymuszony ówczesną sytuacją pokonanych Niemiec. – W rzeczywistości ci
ludzie dyszeli żądzą rewanżu i zemsty. Dlatego przypisywanie Karcie roli
niemalże porównywalnej ze znaczeniem oświadczenia polskich biskupów z 1965 r. to
skandal – ocenia prof. Musiał. Na dodatek Związek Wypędzonych dąży do tego, żeby
przesiedlenie Niemców uznać za drugą po holokauście zbrodnię drugiej wojny
światowej, zaś niemieckich uciekinierów za ostatnie ofiary Hitlera i "polskiego
nacjonalizmu". – W Niemczech nie ma świadomości, że Polska w 1945 roku nie
została wyzwolona, tylko po raz kolejny straciła wolność – wyjaśnia prof.
Musiał. Co gorsza, również wśród polskich historyków jest wielu takich, którzy
twierdzą, że za niemieckie wysiedlenia winę ponosi "polski nacjonalizm". To woda
na młyn dla tych, którzy nie przyjmują do wiadomości, że Niemcy ponoszą
współodpowiedzialność również za zbrodnie Stalina. – Przecież powstanie Związku
Sowieckiego jest produktem niemieckiej Ostpolitik, polegającej na wsparciu
gospodarczym i zbrojeniowym tego kraju – zaznacza prof. Musiał.
Zrzucają winę na Polskę
Także prof. Tadeusz Marczak, pracownik naukowy Instytutu Studiów
Międzynarodowych Uniwersytetu Wrocławskiego, uważa, że uchwała, która jest
skutkiem polityki kreowania Niemiec na ofiarę drugiej wojny światowej,
konsekwentnie prowadzonej przez niektóre wpływowe środowiska, wynika również z
braku zdecydowanych działań ze strony polskiej. – Kompletnie zarzucono sprawę
dochodzenia naszych interesów, a przede wszystkim próbę wyegzekwowania wreszcie
od Niemiec należnych nam odszkodowań wojennych – wytyka prof. Marczak. Wskazuje
również na potrzebę stworzenia w Warszawie historycznego centrum przeciwko
ludobójstwu, które byłoby przeciwwagą dla powstającego w Berlinie Centrum
przeciwko Wypędzeniom. Swego czasu prof. Marczak proponował utworzenie takiego
centrum, którego zadaniem byłoby m.in. pokazanie narodzin i rozwoju ideologii
rasistowskiej w Niemczech oraz wypływającej z niej polityki ludobójstwa
realizowanej przez Niemcy w czasie drugiej wojny światowej. – Trzeba też
wspomnieć, że w sensie liczebnym głównym celem owego ludobójstwa byli Słowianie
– podkreśla. Przyjęta w lutym uchwała nie jest jednak pierwszym przykładem na
manipulowanie problematyką masowych zbrodni. Od kilkunastu lat w Bundestagu 27
stycznia obchodzony jest dzień pamięci ofiar narodowego socjalizmu. Wśród tychże
ofiar wymienia się Żydów, Romów, różne mniejszości, w tym homoseksualistów, nie
ma natomiast ani słowa o ludobójczej polityce wobec Polaków i innych narodów
słowiańskich. – Widać więc bardzo wyraźnie, że mamy do czynienia z ograniczaniem
skali ludobójstwa realizowanego przez III Rzeszę – mówi prof. Marczak. A na
dodatek widoczne są próby "podzielenia się" winą za zbrodnie z okresu drugiej
wojny światowej z resztą Europy. W tym z Polakami, których chce się uczynić
współodpowiedzialnymi za holokaust. – Ta teza jest nieustannie lansowana, na co
najlepszym dowodem są kolejne książki Jana Tomasza Grossa. Niestety, jest ona
kolportowana również w naszym kraju przez "polskojęzyczną" prasę.
Fundament pod nową
historyczną świadomość
– Dziwię się, że współcześni politycy powołują się na Kartę – mówi senator RP
Dorota Arciszewska-Mielewczyk, prezes Powiernictwa Polskiego. – Jej autorzy i
ich potomkowie nie mają prawa mówić o sobie, że są wypędzonymi, bo ich nikt nie
wypędzał. Są to po prostu uciekinierzy, którzy uciekali przed frontem sowieckim
– podkreśla. W obliczu zbliżającego się frontu sowieckiego Niemcy opracowali
plan wywiezienia w głąb Rzeszy 3 mln swoich rodaków. Ci, którzy chcieli,
pozostali, ponieważ nikt ich nie wypędzał. Senator Arciszewska-Mielewczyk
spodziewała się, że Niemcy będą dążyli do ustanowienia "dnia wypędzonych". – Ale
nie przypuszczałam, że to stanie się tak szybko – dodaje.
Przyjęta uchwała to również bardzo wyraźny dowód na to, jak dalece nie mają
racji ci politycy i historycy zarówno w Polsce, jak i w Niemczech, którzy
usiłują wmówić opinii społecznej, że Związek Wypędzonych Eriki Steinbach jest
trzeciorzędną, nieliczącą się i niemającą większej siły przebicia organizacją.
Uchwała Bundestagu pokazuje, jak wielki wpływ na życie polityczne i społeczne ma
Związek Wypędzonych i jak wielkim cieszy się poparciem oraz do czego może
prowadzić bagatelizowanie go.
– Sami po trosze jesteśmy więc sobie winni. A to, co teraz obserwujemy w
Niemczech, to budowanie fundamentów pod świadomość historyczną dla całych
następnych pokoleń – zaznacza senator Arciszewska-Mielewczyk.
Protest historyków
Przeciwko uchwale wystąpiła grupa niemieckich i polskich historyków. W wydanym
przez nich wspólnym oświadczeniu czytamy, że przyjęcie uchwały "60 lat Karty
niemieckich wypędzonych ze stron ojczystych – zakończyć pojednanie" stanowi
"fałszywy sygnał historyczno-polityczny". Zwracają uwagę na fakt pominięcia w
niej przyczyn II wojny światowej, niemieckich masowych zbrodni na Polakach i
Żydach i innych narodowościach, które zgodnie z Generalnym Planem Wschodnim
miały zostać poddane eksterminacji. Zdaniem jednego z sygnatariuszy
oświadczenia, prof. Klausa J. Badego, historyka i specjalisty od migracji na
Uniwersytecie Osnabrźck, Karta ta może być traktowana wyłącznie jako dokument
historyczny i z pewnością nie może być postrzegana jako element służący
pojednaniu Niemiec z innymi narodami poszkodowanymi w wyniku drugiej wojny
światowej, tak jak chcieliby twórcy uchwały. – W Karcie całkowicie przemilczano
historyczny związek przyczynowo-skutkowy. Niemieccy przesiedleńcy myśleli tylko
i wyłącznie o własnym losie, pomijając straszliwe cierpienia innych narodowości,
które były wynikiem wojennej ekspansji i zorganizowanej maszyny zbrodniczej
nazistowskich Niemiec – podkreśla prof. Bade. – To bardzo ważny głos – ocenia
prof. Musiał – niemający jednak większej siły przebicia. Profesor Tadeusz
Marczak zwraca dodatkowo uwagę na to, że po stronie polskiej pod protestem
podpisało się wielu historyków do tej pory wspierających dążenia Eriki Steinbach.
– I to oni również ponoszą dużą część winy za to, co się stało – ocenia.
Skutki historycznych
fałszerstw
– Jesteśmy świadkami ciągłej walki o pamięć – mówi prof. Musiał. Jego zdaniem,
polska strona musi zająć zdecydowane stanowisko w tej sprawie. Potrzebna jest
spójna polityka historyczna i rzeczowa dyskusja polegająca na przeciwstawianiu
się wszelkim kłamstwom i nadużyciom historycznych faktów. Niestety, polscy
politycy i historycy nie mówią jednym głosem, co doskonale wyczuwają i
wykorzystują ich partnerzy do rozmów z krajów, które w 1939 r. w porozumieniu ze
sobą zaatakowały Polskę. W konsekwencji tego historia Polski poza jej granicami
jest postrzegana bardzo negatywnie. A wpływ na to mają niewątpliwie również
takie wydarzenia, jak niedawna uchwała niemieckiego parlamentu.
Bogusław Rąpała
