Priorytety przyśle Bruksela?

Im bliżej połowy roku, a więc momentu, gdy Polska obejmie przewodnictwo w
Unii Europejskiej, tym coraz częściej pojawiają się pytania o priorytety naszego
przywództwa w Unii. Oficjalnie priorytetów jeszcze nie ma. Rada Ministrów
dopiero za kilka tygodni zamierza się tym zająć. Niepokoić mogą jednak
wypowiedzi członków rządu, że Polska skoncentruje się przede wszystkim na
administrowaniu i nie będzie forsować spraw dla naszego kraju najważniejszych.

Pojawiające się w mediach wypowiedzi członków rządu są bardzo niepokojące.
Wskazują bowiem, że rząd nie zamierza na forum Unii poruszać kwestii, z punktu
widzenia Polski jako członka Wspólnoty, najistotniejszych – choćby zrównania
praw polskich rolników z prawami rolników w Europie Zachodniej – a zamierza
skupić się na administrowaniu. Wiceminister spraw zagranicznych Mikołaj
Dowgielewicz, odpowiadając w Sejmie pod koniec listopada na pytania o polskie
priorytety, zaznaczył, że "chcemy mówić o priorytetach, które są ważne przez te
6 miesięcy" dla całej Unii Europejskiej. W ostatnią środę z posłami do
Parlamentu Europejskiego spotkał się w Strasburgu – opowiadając o priorytetach –
szef MSZ Radosław Sikorski. Co dla Polski podczas naszej prezydencji
przypadającej na drugie półrocze ma być najważniejsze? Między innymi:
Partnerstwo Wschodnie, Bałkany i krzewienie demokracji w Egipcie i Tunezji.
Sikorski podczas spotkania z europarlamentarzystami do najważniejszych spraw
zaliczył m.in.: współpracę i wsparcie państw powstałych po rozpadzie Związku
Sowieckiego w ramach Partnerstwa Wschodniego, postęp negocjacji rozszerzeniowych
z krajami zachodnich Bałkanów, promocję demokracji w sąsiedztwie Unii,
negocjacje nowego budżetu Unii, bezpieczeństwo energetyczne i rozwój polityki
obronnej.

Garść ogólników
Zapowiedzi ministra zaniepokoiły europosłów PiS. – Usłyszeliśmy bardzo dużo
ogólników, a przede wszystkim wreszcie dowiedzieliśmy się, że Polska w ramach
prezydencji nie zamierza robić niczego innego poza administrowaniem działaniami,
programami Unii Europejskiej. Krótko mówiąc, będziemy się wpisywać w istniejącą
agendę Unii Europejskiej, w istniejące już programy UE, natomiast sami nie
zamierzamy przedstawić żadnego celu, który mógłby być z taką prezydencją
identyfikowany – mówił europoseł Tomasz Poręba. Zaznaczył, że posłowie
dowiedzieli się przede wszystkim, iż nie ma jeszcze nawet ostatecznej liczby
priorytetów polskiej prezydencji. Według europosła Ryszarda Czarneckiego, każdy
kraj w okresie półrocza swojej prezydencji zabiega o własne interesy regionalne.
– W tej chwili Węgry jako jeden ze swoich priorytetów mają Strategię Dunajską.
Francja niedawno dopięła swego i w czasie swojej prezydencji zostało ostatecznie
zatwierdzone powstanie Unii Morza Śródziemnego, gdzie oczywiście w wymiarze
politycznym i ekonomicznym Paryż rozdaje karty. Polska nie ma żadnego priorytetu
regionalnego. Nie ma żadnego pomysłu. Ewidentnie Polska odbiega od pewnych
standardów europejskich, gdzie poszczególne kraje mogą mówić ładnie o integracji
europejskiej, ale każdy walczy o swoje, każdy walczy o własne interesy narodowe
i państwowe – stwierdził Czarnecki. Zaznaczył, że nie do przyjęcia jest, byśmy
na czas prezydencji zawiesili walkę o własne interesy i zajęli się jedynie
administrowaniem.

Porozmawiajmy o dysproporcjach w dopłatach
Jedną z istotniejszych spraw, którą należałoby poruszyć podczas naszej
prezydencji, na pewno jest rażąca dysproporcja w dopłatach, jakie otrzymują
polscy rolnicy i rolnicy państw Europy Zachodniej. Wiceszef komisji rolnictwa w
Parlamencie Europejskim Janusz Wojciechowski wylicza, iż w ciągu pierwszych
dziesięciu lat nasi rolnicy stracą na tej nierówności 20 mld euro, a podczas
kolejnych siedmiu lat – następne 10 miliardów. – W prawdziwe osłupienie wprawiła
mnie odpowiedź ministra Sikorskiego na moje pytanie dotyczące tego, co pan
minister już zrobił i co podczas prezydencji zamierza zrobić dla polskich
rolników i dla Polski w kwestii wyrównania dopłat. (…) Najpierw wygłosił kilka
propagandowych sloganów o tym, jak to dobrze jest w tej chwili polskim rolnikom
– "jest im tak dobrze, że już w ogóle nie potrzeba, żeby im było lepiej". A poza
tym powiedział: "To nie ja, to kolega", i wskazał na ministra Sawickiego, który
w tej sprawie, jego zdaniem, działa bardzo energicznie – powiedział
Wojciechowski. Zaznaczył, iż w Unii Europejskiej podział ról jest jasny: jeżeli
jest jakiś problem z uprawą buraków, to tym się zajmuje minister rolnictwa, a
jeśli jest problem z uprawianiem wspólnej polityki rolnej, to tym się zajmują
prezydenci i premierzy, a także minister spraw zagranicznych.

 

Artur Kowalski

drukuj