Dokąd zmierza Bliski Wschód?
Media i analitycy polityczni są podzieleni w ocenach rewolty w Egipcie. Jedni
przepowiadają rewolucyjne zmiany demokratyczne w całym regionie ("przebudzenie
Arabów") na wzór przemian w Europie Środkowo-Wschodniej dwadzieścia lat temu.
Inni przestrzegają przed apokalipsą, falą islamizmu, który zaleje Bliski Wschód,
doprowadzi do odwrócenia sojuszy i światowego krachu gospodarczego. Pewne jest,
że tych wydarzeń nie możemy lekceważyć. To, co dzieje się w Egipcie, to nie
spektakularne widowisko na ekranach naszych telewizorów rozgrywające się w
egzotycznym, dalekim kraju pod palmami. To poważny kryzys. Jeśli zostanie źle
rozwiązany, jego skutki odczuje nie tylko region Bliskiego Wschodu, ale i Europa
zależna od dostaw surowców energetycznych i narażona na migracje ludności.
Zapaść regionu
Kryzys świata arabskiego nie jest wynikiem jakiegoś krachu w ostatnich dniach.
Od wielu już lat raporty ONZ (UN Arab Development Reports) oceniały, że region
jest zapóźniony w rozwoju nie tylko w stosunku do Europy i Ameryk, ale i Azji.
Przedstawione w raportach dane przez specjalistów z państw arabskich (!)
ujawniały przepaść naukową, technologiczną, edukacyjną, wydawniczą etc.,
dzielącą region od reszty świata. Tych statystyk nie poprawiały nawet bogate w
ropę i gaz kraje Półwyspu Arabskiego. Ich państwa bogacą się na sprzedaży
surowców, ale nie rozwijają gospodarczo. Dochody są konsumowane lub inwestowane
właśnie w przedsięwzięcia służące dalszej konsumpcji.
W ostatnim roku bieda regionu została obarczona dodatkowymi obciążeniami. Świat
przeżywa od kilku lat braki żywności. Przyczyną tych niedoborów są liczne klęski
i katastrofy. Jednak w ostatnim czasie dodatkową przyczyną braku żywności stało
się przeznaczanie znacznych ilości plonów (zbóż i wszelkich olejów roślinnych)
na produkcję biopaliw. Co więcej, rozwinięte gospodarczo państwa europejskie i
USA nawet subsydiują ten proces. W rezultacie coraz mniejsza ilość zbiorów
przeznaczana jest na konsumpcję ludności. Zgodnie z ocenami FAO (Organizacji NZ
ds. Wyżywienia i Rolnictwa) oraz Banku Światowego, aż 75-procentowy wzrost cen
żywności jest wynikiem wzrostu produkcji biopaliw. Istotnym czynnikiem wzrostu
cen żywności jest też spekulacja giełdowa. Żywność i produkty rolne dołączyły do
innych surowców, którymi gra się na światowych giełdach. Światowe domy
maklerskie interesują się już nie tylko złotem, papierami wartościowymi, akcjami
koncernów, ropą i węglem, ale również zbożem, mięsem, kawą i innymi produktami
rolnymi. W rezultacie tych procesów ceny nominalne żywności w ostatnich kilku
latach gwałtownie rosły. Dla społeczeństw, gdzie przeciętne dochody miesięczne
na osobę wynoszą równowartość ok. 100 dolarów amerykańskich, tak duży wzrost cen
żywności musiał wywołać szok i otwarty bunt na ulicach. Miliony biednych ludzi,
zabiegających ciągle o pracę, która przynosi coraz mniejszy dochód, wydawany
prawie w całości na drożejącą żywność, nie mogą dostrzec tych światowych
przyczyn kryzysu produkcji rolnej. Dostrzegają ponadto w swoim najbliższym
otoczeniu dysproporcje w poziomie życia z otaczającym światem, państwami
europejskimi oraz odwiedzającymi ich turystami. Naturalnym kandydatem na
winowajcę w zaistniałej sytuacji są władze kraju, tym bardziej kiedy są to
władze niedemokratyczne, które swoją polityką przyczyniają się do nierównej
redystrybucji dochodów kraju.
Rewolta egipska
Opisana sytuacja wystąpiła właśnie w Egipcie. Bieda, drożyzna i autorytarna
władza prezydenta Mubaraka, potocznie określanego faraonem, wyprowadziła setki
tysięcy zdesperowanych Egipcjan na ulicę. Media i liczni analitycy usilnie
doszukują się głębokiego sensu w tej rewolcie. Skrupulatnie analizuje się hasła
skandowane przez tłumy. Poszukuje się liderów demonstracji oraz ugrupowań
politycznych organizujących protesty. Spekuluje się, czy protestujący zadowolą
się odejściem Mubaraka i przetasowaniem na szczycie wojskowej władzy, czy też
będą zabiegać o dalej idące rozwiązania. Dywaguje się następnie, czy ewentualny
nowy system władzy będzie hybrydą, czy do starych struktur i polityków
wojskowych dokooptowani zostaną nowi, bardziej demokratyczni i liberalni
politycy. Czy też rewolta przemieni się w rewolucję, która pójdzie zupełnie
demokratyczną drogą i przez rozwiązania "okrągłostołowe" i "plan Balcerowicza"
doprowadzi Egipt do demokratycznej i wolnorynkowej transformacji. Wydaje się, że
te optymistyczne oczekiwania nie mają żadnego uzasadnienia. Jak dotąd w żadnym
kraju arabskim nie udało się wprowadzić trwałych rozwiązań demokratycznych. Nie
ma też podstaw, aby oczekiwać, iż obecna rewolta zmierza do demokratycznych
przemian na wzór europejski.
Obecny reżim egipski zaczął się kształtować na początku lat 50., kiedy to wojsko
obaliło monarchię. Po Naserze i Sadacie Mubarak jest trzecim prezydentem
wywodzącym się z wojska i na wojsku opierającym swoje panowanie. System ten
stworzył wielusettysięczne siły bezpieczeństwa, olbrzymią armię i jeszcze
większe zastępy urzędników państwowych. Wszystkie te grupy zależą od tego
systemu. Również świat biznesu jest głęboko powiązany z państwem. Nie można było
w Egipcie zbudować i prowadzić zakładu, warsztatu, sklepu, a tym bardziej
luksusowego hotelu dla turystów zagranicznych bez współpracy z państwem. Nie
można zatem oczekiwać, iż te grupy społeczne poprą daleko idące zmiany
polityczne, które podważyłyby ich status.
Świat muzułmański a demokracja
W ubiegłej dekadzie, po zwycięstwie nad talibami w Afganistanie, a następnie nad
Saddamem w Iraku, toczyły się rozważania, czy świat muzułmański może pójść w
kierunku przemian demokratycznych na wzór Europy i Ameryki. Wskazuje się
demokratyczne sukcesy Turcji i Indonezji. Jednak doświadczenia większości krajów
muzułmańskich są negatywne. Mimo usilnych wysiłków i pomocy demokratycznego
świata Afganistan staje się raczej państwem modelowej korupcji i nepotyzmu.
Niewielkie postępy demokratyzacyjne zaszły w Iraku. Odsunięcie gen. Musharafa od
władzy w Pakistanie spowodowało, iż demokratyczne władze nie panują nad
znacznymi obszarami państwa i nie radzą sobie z falą fundamentalizmu
islamskiego. Demokratyczny eksperyment w Palestynie zakończył się zwycięstwem
fundamentalistycznego Hamasu w Gazie. Zaś demokracja libańska wpada w ręce
terrorystów z Hezbollahu.
Istotną przyczyną niepowodzeń na drodze do demokracji w świecie muzułmańskim
jest odmienna historia i rozwój tej cywilizacji. Kiedy w naszej części świata
rozwijała się demokracja grecka, w Azji kwitło imperium perskie. Nasze systemy
prawne oparły się na prawie rzymskim. Przeżyliśmy odrodzenie i reformację,
epoki, które ułożyły relacje między sacrum i profanum. Wreszcie czasy oświecenia
i dziewiętnastowiecznych rewolucji zdefiniowały rolę jednostek w naszych
społeczeństwach. Rozwój świata arabskiego i – szerzej – muzułmańskiego poszedł
inną drogą. W rezultacie hołdujemy innym wartościom. To my stworzyliśmy
społeczeństwa obywatelskie i usilnie zabiegamy o respektowanie praw i wartości.
Nie podważając roli i mocy państwa, naczelną wartością jest u nas zrównoważony
rozwój obywatela. Na Bliskim Wschodzie ciągle przeważa skłonność do umacniania
władzy państwa kosztem swobód obywatelskich. Z trudem przebija się koncepcja o
równości wszystkich, a szczególnie kobiet i dzieci. Nie ma zatem żadnych
przesłanek, aby zakładać, iż na Bliskim Wschodzie, w państwach arabskich
rozwinie się demokracja w stylu europejskim w dającym się przewidzieć czasie.
Przez lata polityczna poprawność nie pozwalała porównywać i wartościować naszych
cywilizacji. I ja się przed tym powstrzymam. Ale wskaźniki gospodarcze i
społeczne oraz obrazy w mediach jednoznacznie pokazują różnicę.
Quo vadis, Egipcie?
Jeśli historia Bliskiego Wschodu ma być dla nas wskazówką, to można oczekiwać,
że mamy do czynienia z dwoma rozwiązaniami. Po pierwsze, jest wielce
prawdopodobne, iż reżim egipski przetrwa. Zapewne odbędzie się to kosztem samego
Mubaraka, który deklaruje chęć odejścia. Dla dalszego uspokojenia sytuacji reżim
może dokooptować lub przekupić umiarkowanych polityków, którzy stworzą wrażenie,
iż reżim poszerzył bazę polityczno-społeczną, iż stał się bardziej
reprezentatywny. Taka władza podejmie też ograniczone reformy, które nieznacznie
złagodzą trudne warunki życia biedoty. Tak można przetrwać kilka, kilkanaście
lat, aż kolejne pokolenie uzna, że stan korupcji państwa jest przekroczony, i
wymusi kolejną zmianę establishmentu. Jeśli jednak armia żołnierzy, policjantów
i urzędników państwa nie wytrzyma naporu demonstrantów, możliwy jest drugi
scenariusz. Na gruzach reżimu wojskowego powstanie hybryda demokracji. Szerokie
porozumienie różnych ugrupowań, które przez miesiące będzie próbowało naprawiać
system państwa i podejmować reformy gospodarcze. Biorąc pod uwagę stan
gospodarki egipskiej, kondycję społeczeństwa oraz wspomnianą odmienność
kulturową, wysiłki te nie przyniosą szybkich rezultatów pozytywnych. W takiej
sytuacji wytworzy się klimat do powrotu władzy autorytarnej. Powrotu reżimu
wojskowego, który przez lata zapewniał relatywną stabilność, lub eksperymentu z
władzą fundamentalistów islamskich, na wzór Iranu czy państwa Hamasu w Gazie.
Spokojne wyczekiwanie Bractwa Muzułmańskiego wskazuje na to, że ugrupowanie to
liczy, iż ich czas jeszcze nadejdzie.
Witold Waszczykowski
Autor jest ekspertem Instytutu Sobieskiego, dyplomatą, byłym zastępcą szefa
Biura Bezpieczeństwa Narodowego (2008-2010); w latach 2005-2008 pełnił funkcję
podsekretarza stanu w MSZ.
