Poszlakowy, ale dowód

Z mec. Rafałem Rogalskim reprezentującym część rodzin ofiar katastrofy
smoleńskiej rozmawia Anna Ambroziak

Od ponad 9 miesięcy prokuratura nie jest w stanie wykluczyć hipotezy zamachu
na rządowy samolot. Czy to trochę nie za długo?

– Taka wersja jest badana przez polskich śledczych zgodnie z wszelkimi zasadami
prowadzenia śledztwa. Nie wyobrażam sobie, by taka wersja nie powstała – doszło
przecież do katastrofy, w której zginął prezydent Rzeczypospolitej Polskiej oraz
osoby zajmujące najwyższe stanowiska publiczne państwa polskiego. Gdyby doszło
do katastrofy samolotu z prezydentem USA, to najważniejszą wersją byłaby właśnie
wersja zamachu. Stąd dziwi mnie, dlaczego ta właśnie wersja budzi zdziwienie.
Jest zbierany materiał dowodowy w ramach weryfikacji tej wersji, przy czym na
teraz nie została ona udowodniona ani też wykluczona. W procesie dowodzenia
należy rozróżnić podział dowodów na bezpośrednie i pośrednie, czyli poszlaki. W
tym momencie brak jest dowodów bezpośrednich, a więc takich, które wprost
potwierdzają fakt A, czyli zamach. Jednakże należy zauważyć, że zgodnie z
orzecznictwem Sądu Najwyższego dowód poszlakowy może być podstawą udowodnienia
faktu A, byleby doszło do zebrania zespołu poszlak, które tworzą określoną
wersję zdarzenia, a ta wersja wyklucza jakąkolwiek inną. Innymi słowy, z faktu B
wnioskujemy o fakcie A. Bardzo wiele procesów karnych opiera się wyłącznie na
dowodzie poszlakowym i dochodzi do skazania oskarżonego, a więc uznania jego
winy. Na ten moment w ramach wersji o zamachu możemy mówić jedynie o pewnych
poszlakach. Jednakowoż mamy do czynienia z zadziwiającym podobieństwem losu
polskiego tupolewa z katastrofą z 19 października 1986 r. Tu-134 na terenie RPA,
kiedy zginął m.in. prezydent Mozambiku Samora Machel.

Jednak w przypadku katastrofy z 10 kwietnia poszlak trochę by się uzbierało –
błędne naprowadzanie pilotów, zaskakująca zmiana zeznań kontrolerów, niszczenie
wraku samolotu, przejęcie czarnych skrzynek, opóźnianie przez stronę rosyjską
dostarczenia nam materiałów kluczowych lub w ogóle ich nieprzesłanie stronie
polskiej…

– To prawda, że nie mamy bardzo wielu dowodów, które pozwoliłyby na
zweryfikowanie wersji zamachu, jak choćby wraku samolotu, który był niszczony w
obecności kamer. Eksperci ani prokuratorzy nie mieli jakiegokolwiek dostępu do
wraku Tu-154. Jednak bezpośrednich dowodów na to, że był to zamach, w tym
momencie nie ma i nie możemy tego kategorycznie stwierdzić. W trakcie
prowadzenia śledztwa prokurator tworzy wersje śledcze, zwłaszcza w
skomplikowanych sprawach, a taką niewątpliwie jest śledztwo smoleńskie. Wersje
tworzy się m.in. w oparciu o regułę siedmiu złotych pytań i pięciu pytań
wykrywczych. Przykładowo: Dlaczego? – pytanie to odnosi się zarówno do motywu
działania sprawcy, jak i roli ofiary w określonym przestępstwie. Jakimi
środkami? – jakimi narzędziami oraz przy czyjej pomocy dokonano określonego
czynu. Kto? – kto jest sprawcą, a kto ofiarą zdarzenia. Jeśli postawimy te
pytania i stworzymy teoretyczne odpowiedzi, to stwierdzimy, że motywacja, środki
były, ale to są teoretyczne przesłanki. Konieczny jest materiał dowodowy. Ale na
ten moment nie mogę kategorycznie stwierdzić, że mieliśmy do czynienia z
zamachem. Mogę tylko powiedzieć, że taka wersja jest badana przez polskich
śledczych. Pewne poszlaki są, ale nie są to dowody bezpośrednie. Trudno mi
stwierdzić, żebyśmy mieli do czynienia z zespołem poszlak. Zastanawiające jest
jednak, że np. brakowało korygowania błędów w ścieżce zejścia samolotu, co
więcej, wieża wręcz utwierdzała polskich pilotów, że są na właściwych ścieżkach
zejścia, że komenda "horyzont", notabene dwuznaczna, padła zdecydowanie za
późno; że nie wydano zakazu lądowania na lotnisku Siewiernyj, a tzw. logika w
Moskwie nakazała dopuszczenie polskiego tupolewa do podejścia do lądowania, mimo
pełnej wiedzy o tragicznych warunkach atmosferycznych. Nie przekazano również
zapisów z radarów, karty podejścia były wadliwe, tj. z błędnymi parametrami
naprowadzającymi na oś pasa startów i lądowań. Najprawdopodobniej odległość
między bliższą a dalszą radiolatarnią nie odpowiadała podanym przez Rosjan
parametrom.
Dla ścisłości, a także by zachować tajemnicę śledztwa i dla jego dobra,
abstrahuję od podania konkretnej liczby poszlak, a wymienione są jedynie
przykładami.

To nie są wystarczające poszlaki?
– Teraz mamy do czynienia z poszlakami, ale nie składają się one na dowód
poszlakowy, tj. zespół poszlak, który tworzy jedną wersję zdarzenia, a ta
wyklucza jakąkolwiek inną. A więc nie możemy w sposób kategoryczny wnioskować z
faktu B o fakcie A. Wielu poszlakom od strony podmiotowej niekoniecznie możemy
na teraz przypisać umyślność. Musimy brać pod uwagę także nieumyślność
zachowania, a więc lekkomyślność lub niedbalstwo. Przykładowo, brak wydania
zakazu lądowania teoretycznie mógł być nieumyślny. Dlatego też jest to
przedmiotem śledztwa polskiej prokuratury, a na wyniki musimy poczekać.
Konieczne staje się wzięcie pod uwagę całokształtu ostatecznie zgromadzonego
materiału dowodowego w sprawie i jego rzetelna ocena. Nie da się ocenić w sposób
właściwy oderwanych od siebie dowodów, gdyż wnioski mogą być wadliwe.

Czy błędne naprowadzanie przez wieżę można traktować w kategoriach zamachu?
– Działanie kontrolerów lotów jest badane. Jest rozpatrywane, czy popełnili oni
tylko błąd, a więc było działanie lub zaniechanie nieumyślne, czyli po prostu
mieliśmy do czynienia z lekkomyślnością lub niedbalstwem, czy też było to
działanie celowe, a więc umyślne. Nie budzi jednak wątpliwości, że kontrolerzy
obiektywnie naprowadzali samolot w taki sposób, że doszło do katastrofy.
Upewniali polskich pilotów, że są na właściwej ścieżce, nie korygowali odchyleń.
Komendy "horyzont" zostały wydane za późno. W mojej ocenie, bardzo poważne
wątpliwości budzi stan zdrowotny kontrolerów w chwili przyjmowania polskiego
samolotu, w szczególności, czy nie byli pod wpływem alkoholu. W tej materii
wiele kwestii jest niezrozumiałych, i dlatego zachowania kontrolerów są
przedmiotem zainteresowania polskich prokuratorów. Co więcej, kluczowym punktem
obecności polskich prokuratorów w Moskwie będzie właśnie przesłuchanie
kontrolerów.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj