Uczenie, tworzenie, modlitwa
To, co naprawdę piękne i wartościowe, rodzi się w ciszy, w wewnętrznym
skupieniu i pokoju, w modlitwie. Polscy rodzice i wychowawcy otrzymali prawdziwy
skarb, owoc myśli i wieloletniej pracy prowadzonej w takiej właśnie atmosferze.
Bez rozgłosu, bez napięcia. W ciszy. Początki dzieła na rzecz rozwoju i edukacji
dzieci prowadzonego od lat już kilkudziesięciu, którego najbardziej znaną
przedstawicielką jest pani Ewa Hanter, sięgają lat 60. i 70. XX wieku. W
Warszawie istniał i działał – pod opieką naukową prof. Kazimierza Dąbrowskiego –
Instytut Higieny Psychicznej i Polskie Towarzystwo Higieny Psychicznej. Znalazło
w nim możliwość prowadzenia twórczych badań niewielkie grono osób, których
podejście do pracy z człowiekiem ukształtowała antropologia chrześcijańska, myśl
katolicka oraz jeszcze "przedpeerelowska" głęboka humanistyczna kultura.
Centralną ideą tego dzieła był integralny rozwój osobowości dziecka i jej
ochrona przed zagrożeniami, a także pomoc rodzicom w prowadzeniu go do Boga.
Wśród tych osób były panie: Janina Magnuska, Teresa Danielewicz i Anna
Koźmińska, które koncentrowały się na problemach całościowego rozwoju dziecka,
pedagogiki dziecięcej. Dołączyła do nich autorka znanych dziś i bardzo cenionych
przez katolickie rodziny – choć chyba niedocenianych przez szerszą opinię –
książek formacyjnych dla dzieci, pani Ewa Hanter. Powstał zespół unikalny w
swoim charakterze. Wszystkie jego członkinie łączyła nie tylko pasja naukowa,
ale przede wszystkim głębokie spojrzenie na dziecko. Rozumienie zmian
zachodzących w jego środowisku – nie zawsze sprzyjających jego rozwojowi –
rozeznawanie niebezpieczeństw duchowych, na jakie jest narażone, pragnienie
służenia swoimi kompetencjami jego prawidłowemu rozwojowi psychicznemu,
intelektualnemu i religijnemu. Patrzenie na dziecko jako na dzieło Boże, któremu
trzeba przyjść z pomocą, bo warunki zewnętrzne często chcą popsuć, zaburzyć,
zniekształcić ukryte w nim potencjalne bogactwo, możliwość osiągnięcia ludzkiej
i chrześcijańskiej dojrzałości.
Połączenie tratwy ratunkowej ze wspaniałym, zakrojonym na szeroką skalę,
laboratorium naukowym, gdzie każda nowa inicjatywa, najczęściej oryginalna,
nowatorska – choć bez udziwnień i zgubnego efekciarstwa – połączona była z
wysiłkiem duchowym. Omadlana, okupowana cierpieniem.
Plon pracy tego zespołu, do którego dołączały na każdym etapie jeszcze inne
osoby – godne uwagi są tu postacie artystów, autorów ilustracji do książek
historycznych i religijnych, ujmujących kulturą, urodą i wdziękiem – jest
doprawdy imponujący. Są to dziesiątki tomów: książek beletrystycznych, biografii
świętych, pomocy metodycznych, poradników, wydawanych aż do dziś, nieprzerwanie,
stale pogłębiających zagadnienia pracy z dzieckiem, szukających wciąż nowych
metod – najlepszych, najatrakcyjniejszych, a przy tym urzekająco prostych, bo
mądrość prawdziwa zawsze przejawia się w prostocie. Jest tu prezentowana
głęboka, wieloaspektowa wiedza dotycząca rozwoju osobowości dziecka od
najwcześniejszych lat. Wiedzą tą chętnie dzieli się na organizowanych przez
siebie warsztatach pani Ewa Hanter, przedstawicielka tej grupy wspaniałych
kobiet, których mottem życiowym była służba dziecku i jego rodzinie. (Ostatnio
udało się wydać znakomite pomoce metodyczne do nauki języka polskiego i
matematyki dla najmłodszych dzieci, np. uczących się w domu, pod okiem
rodziców.) Ten imponujący dorobek pracy niewielkiego zespołu oddanych polskim
dzieciom świeckich osób – świeckich, ale pracujących z takim poświęceniem, jakby
motywowała je praca dla Boga – mógłby stanowić z pewnością zalążek ambitnej
placówki naukowej. Dziś – w dobie szalejącej na uczelniach i w szkolnictwie
antypedagogiki – placówki potrzebnej jak nigdy dotąd. Dzieciom, wychowawcom,
nauczycielom i rodzicom.
Wiedza z obserwacji i doświadczenia
Tym, co urzeka w efektach pracy całego dawnego zespołu oraz pani Hanter,
kontynuatorki tego dzieła, animatorki wielu metodycznych działań oraz autorki
książek, jest wnikliwa umiejętność obserwacji dzieci i ich potrzeb. Ten dar
wyróżnia się tak bardzo na tle całego oceanu dzisiejszych propozycji
metodycznych, podręczników szkolnych, pomocy naukowych, filmów etc., całkowicie
chybionych z punktu widzenia jego dobra. Traktują one dziecko jako teren do
eksploatacji – chodzi o to, by jak najszybciej wyuczyć je pewnych pożądanych
umiejętności, wytresować je jak zwierzątko, by potrafiło reagować na określone
bodźce, nie licząc się z kosztami psychicznymi, nie myśląc o tym, że w ten
sposób łamie się zasady wiedzy naukowej o człowieku i popełnia się moralne
nadużycia. W założeniach reformy edukacji nawet się nie ukrywa, że celem
"zreformowanej szkoły" ma być "zmiana świadomości", a nie rozwój dziecka,
zdobywanie przez niego wiedzy, doskonalenie w cnotach moralnych. "Zmiana
świadomości" to kategoria stricte medyczna (podkreślono to niedawno trafnie w
Radiu Maryja w "Poradach psychologa i pedagoga"), to zaprogramowana patologia!
Szkoła zawsze – odkąd istnieją szkoły – pogłębiała świadomość młodego człowieka,
rozwijała ją, ugruntowywała. Ale nie zmieniała! Bo to łączy się z poważnym
naruszeniem jego osobowości, z zaburzeniami struktury psychicznej młodego
człowieka. Podmiotem tego nowego rodzaju oddziaływania szkoły – choć chyba
trafniej byłoby określić ją mianem szpitala specjalistycznego, i to takiego,
który nie leczy, przeciwnie… – nie jest wcale człowiek, uczeń, ale jego
umiejętności. Określone bardzo wąsko, z punktu widzenia przyszłych ról, ról już
z góry zaplanowanych. Warto, by z tego zdali sobie sprawę rodzice, odpowiadający
przed Bogiem za wychowanie dzieci, by zainteresowali się rzeczywistością
"reformy edukacji" – a nie tylko sloganami o niej – Kościół, wychowawcy z
prawdziwego zdarzenia i wszyscy ludzie sumienia w Polsce.
Wróćmy jednak do Ewy Hanter i jej współpracowniczek. Zanikająca obecnie
klasyczna myśl pedagogiczna podkreślała, jak cenne i niezbędne w pracy
pedagogicznej jest obserwowanie dziecka. O jednym ze wznowionych ostatnio
zeszytów "Terapii uspokajającej i rozwijającej dla dzieci" Teresy Danielewicz,
Anny Koźmińskiej i Janiny Magnuskiej napisano we wstępie, że praca ta "jest
wynikiem autentycznego i ogromnego zaangażowania autorek w pracę z dziećmi oraz,
co bardzo ważne, powstała we współpracy z nimi, to znaczy z wnikliwej i pełnej
zainteresowania ich obserwacji". "Dzięki temu nie odnosi się ona do dziecka
abstrakcyjnego, tak naprawdę nieistniejącego, ale takiego, jakim ono
rzeczywiście jest" (dr Ewa Łatacz z UŁ).
Z obserwacji rodzi się wiedza pewna, którą można zweryfikować, i praktyczna
zarazem. Panie z zespołu istniejącego niegdyś przy THP mogły bez trudu zauważyć,
że to, co przed laty, gdy działała ich placówka, było czymś na szerszym tle
społecznym wyjątkowym, zjawiskiem odbiegającym od normy – a mianowicie dzieci z
rozchwianą sferą emocjonalną, nadpobudliwe, rozkojarzone nadmiarem bodźców,
dyslektyczne – dziś staje się nieomal "normą", jest zjawiskiem masowym. A zatem
to, co wówczas było leczeniem (terapia uspokajająca), dziś ma o wiele szersze
zastosowanie, staje się niezbędne niemal w każdym domu, bo psychika
współczesnego dziecka jest inna.
Prace pań z zespołu noszą piętno typowo polskiej pomysłowości. Wnikliwa
obserwacja – i pilna potrzeba – jest zawsze matką wynalazku. Ilość propozycji w
zeszytach prezentujących metody, których celem jest terapia uspokajająca i
rozwijająca – gier, układanek, loteryjek, jest zaskakująca. Dobierane kolory,
kształty, cały układ graficzny nie razi nadmierną różnorodnością barw, nie
rozprasza, nie przytłacza agresywnością kreski, jest pociągający, świeży,
pobudzający, ale i kojący. Bo tu myśli się o człowieku! Szeroko, także w
kontekście jego życia duchowego, jego chrztu, jego powołania. Traktuje się go
integralnie, bo człowiek jest niepodzielną całością. Wszystkie elementy jego
struktury psychicznej, jego zmysły, praca umysłu, życie moralne, otwarcie się na
potrzeby społeczne, są ze sobą połączone i nie można ich rozdzielać. Ich rozwój
także musi być rozwojem integralnym, całościowym.
W wydanej kilka lat temu książce "Młode wino w starych bukłakach. Zajęcia i
rozmowy z dziećmi w domu, w świetlicy, na obozie" autorstwa Ewy Hanter i Anny
Koźmińskiej udało się połączyć treść chrześcijańską, ducha łacińskiej Europy z
odwołaniem się do form dostosowanych do współczesnej psychiki dziecka. Książka
adresowana jest nie tyle do specjalistów od wychowania, ile do rodzin. Nieco
teorii uzupełnia atrakcyjne, przemyślane propozycje spędzania czasu razem, tak
by dzieci mogły uczyć się i rozwijać w najbardziej bezpiecznym i uważnym
środowisku. (Znakomita pozycja dla rodziców uczących dzieci w domu!) Kluczem
jest rozmowa, opowiadanie, przez które poznaje się świat, przyrodę. Ale nie w
oderwaniu od ich Autora, od Boga Stwórcy. Układanki, gry, wspólne drobne prace
(zielnik, papeterie, pisanki etc.) są pretekstem do rozmowy o sprawach
najważniejszych, najświętszych, ale niejako mimochodem, naturalnie wplecionych w
temat zajęć manualnych, w obserwację przyrody, w poznawanie tajemnic świata. W
trakcie wspólnych zajęć, rozmów dziecko się otwiera, można do niego łatwo
dotrzeć z ważnym przekazem. Autorki są tu delikatnie naprowadzającym
przewodnikiem, taktownym, uważnym, niezarzucającym potokiem słów. Kimś, kto
umiejętnie rozbudza zainteresowanie, dyskretnie rozstawiając znaki: "Uwaga! Tu
kopcie, tu może być żyła złota…". W jednym z rozdziałów przedstawione są ptaki
– ich charakterystyka, zwyczaje – i ich gniazda. Na końcu dziecko znajduje
piękne plansze z ich wizerunkami (oprócz ptaków są motyle, rośliny, grzyby…).
Dziecko, ucząc się obserwować szczegóły, poznając np., jak zbudowany jest dziób
ptaka, ma szanse zachwycić się nie tylko urodą stworzeń, ale i uświadomić sobie
celowość przyrody. To pierwszy krok, by zachwycić się Stwórcą i uwielbiać Go.
Wspólnie z najbliższymi.
W ciszy rozpoznać prawdę
Autorki zaznaczają, że pragną w tej książce ukazać świat widzialny, który staje
się "pomostem do rzeczywistości duchowej". Temat jest rzeczywiście niezwykle
aktualny. "Obecnie wiele dzieci ma nadmiernie rozbudzoną wyobraźnię", komentują
autorki "Młodego wina…". "Granica między rzeczywistością a fantazją jest u
nich słabo zarysowana. Niekiedy nawet nie rozróżniają dokładnie, co jest prawdą,
a co wytworem wyobraźni. Żyją w fikcyjnym świecie zaczerpniętym z programów
telewizyjnych, gier komputerowych, filmów, książek. System nerwowy dziecka jest
nieodporny, a wrażliwość znacznie większa niż u dorosłego (brak mu należytego
dystansu do podawanych treści). To wszystko może spowodować zaburzenia w
poczuciu rzeczywistości… Istnieje także niebezpieczeństwo, że dziecko zacznie
traktować rzeczywistość nadprzyrodzoną jak bajkę. Często staje się to przyczyną
trudności w uwierzeniu w prawdy duchowe, których nie można poznać zmysłami (np.
skutki sakramentów świętych)".
Z tych m.in. powodów autorki preferują w swojej pracy tematy przyrodnicze,
geograficzne, etnograficzne, historyczne. "Kontakt z rzeczywistością – to nauka
życia w prawdzie i zbliżenie do Prawdy Odwiecznej – Boga. Świat fikcji
przyzwyczaja do kłamstwa i uczy dzieci zmyślać, fantazjować, a nawet oszukiwać
(…). Zachwyt pięknem i harmonią przyrody jest tak bardzo potrzebny dzisiejszym
dzieciom, które stykają się na co dzień z krzykliwą, agresywną brzydotą i
dysharmonią. Chociaż wydaje się to paradoksem, współczesna pseudokultura narzuca
opinię i przekonanie, że brzydota, dysharmonia, hałas i agresja, brutalność,
zło, grzech są bardziej atrakcyjne od piękna, harmonii, dobra, pokoju, ciszy,
miłości (…) Trzeba nauczyć dzieci dostrzegać piękno, bo narażone na nadmiar
bodźców związanych z cywilizacją zwykle patrzą, a nie widzą, słuchają, a nie
słyszą (…) Św. Bazyli powiedział, że 'przyroda jest przedszkolem religii
objawionej’. To jest wielka prawda. W przyrodzie zawartych jest tyle tajemnic, a
uznanie istnienia tajemnicy to już znak pokory. Człowiek widzi wtedy wielkość
Boga i swoją zależność od Niego".
Opracowana w zespole reprezentowanym przez panią Ewę Hanter metoda pozwala też
wprowadzać dzieci w dzieje Kościoła na tle historii powszechnej. Jakież tu pole
do popisu dla znawców dziejów ojczystych. Ile barwnych historii, ile
nieprawdopodobnych opowieści, głęboko poruszających wyobraźnię i uczucia, da się
przytoczyć! Nasza historia jest wręcz poprzetykana cudownością. Tą prawdziwą,
nie jarmarczną, nie wymyśloną. Pani Ewa Hanter jest też autorką jednej z
najlepszych – z wyjątkowo staranną szatą graficzną – książek dla dzieci pt.
"Zwycięstwa różańcowe".
Wychowawca narzędziem w ręku Boga
"Twórczość to odkrywanie natchnień, to współpraca z Duchem Świętym. Gdy dzieci
wyczują w wychowawcy, w tym, kto ich prowadzi, bezinteresowną miłość, będą go
słuchały", mówi autorka. W innych opracowanych lub napisanych przez siebie
książkach (m.in. "Dar Niepokalanej, Cudowny Medalik", "Mali przyjaciele Jezusa
Eucharystycznego", "Przyjdź do mnie, Jezu") ukazuje wartość wczesnej pierwszej
Komunii Świętej, nabożeństwa do Matki Bożej, piękno i moc Różańca. Te książki są
konkretnym realistycznym przedstawieniem prawdy katolickiej, że celem mojego
życia jest zbawienie wieczne i że warto, że trzeba wiele się natrudzić,
nacierpieć, by ten cel osiągnąć.
Ewa Hanter jest realistką. Jej – i jej współpracowniczek – metody pracy z
dziećmi nie są ideą fix. To konkret. Dzieło oparte na bardzo dobrym
wykształceniu, rozeznaniu duchowym i praktyce wielu lat. Integralne wychowanie
dziecka i młodego człowieka w jej programie musi prowadzić od harmonijnego
rozwoju wszystkich sfer: zmysłów, umysłu, woli, nadnatury, czyli życia duchowego
– także poprzez uspokajanie, stymulowanie aktywności, rozwijanie logicznego
myślenia – do coraz większej koncentracji uwagi, samokontroli i kształtowania
postaw twórczych. Nie ma innej drogi. Inne koncepcje są pomyłką lub oszustwem.
"Kto umie myśleć logicznie i samodzielnie, znajdzie prawdę u Boga", mówi ta
niezwykła osoba. "Koncentracja uwagi to niezbędne podłoże do rozwoju życia
modlitwy". Dziś wręcz plagą staje się to, że wielu ludzi nie myśli samodzielnie.
Tymczasem w atmosferze, którą buduje jej twórczość, pełnej spokoju i mądrości, a
zarazem wdzięku, ciepła, akceptacji i zachęty dla człowieka, który podejmuje
wielką podróż w nieznane, można łatwiej osiągnąć umiejętność głębszego
spojrzenia na rzeczywistość, a także nawyk dociekania istoty rzeczy. A gdy to
zostanie osiągnięte, w umyśle dziecka, młodego człowieka będą powstawały
głębokie pojęcia nadprzyrodzone. Pojawi się myślenie symboliczne, będą mogły być
przywoływane analogie, konieczne do zrozumienia języka Pisma Świętego i języka
liturgii. Myśleniu zacznie towarzyszyć działanie. Pojawią się postawy społeczne,
np. umiejętność przyjaźni, wyższe motywacje do prawdziwych zmagań ze sobą, do
ofiarności. Pojawią się intuicje nadprzyrodzone. Człowiek stanie się dojrzałym
chrześcijaninem.
Trzeba w tym miejscu wyrazić wielką wdzięczność dla tej dzielnej wychowawczyni
młodych Polaków. W atmosferze, którą buduje jej twórczość, pełnej spokoju i
mądrości, czerpiącej z dziedzictwa polskiej historii i najlepszej, nigdy
nieprzedawnionej myśli pedagogicznej, dzieci mogą dorastać bezpiecznie. Dla
Boga. Dla Polski.
Ewa Polak-Pałkiewicz
