Kontrolerzy zostawili pilotów bez wsparcia
– Wieża w Smoleńsku popełniła wiele błędów, nie dając wystarczająco dużo
wsparcia do lądowania Tu-154 w ekstremalnie trudnych warunkach atmosferycznych i
pozostawiając polską załogę samej sobie. Trudno zrozumieć, dlaczego nie ma mowy
o tym w raporcie MAK – mówił płk Mirosław Grochowski podczas konferencji
polskiej komisji wyjaśniającej katastrofę smoleńską. Wczoraj po raz pierwszy
pokazano publicznie nagrania rozmów rosyjskich kontrolerów, którzy sprowadzali
do lądowania polskiego tupolewa.
Podczas prezentacji eksperci z polskiej Komisji Badania Wypadków Lotniczych
Lotnictwa Państwowego zestawili dwa nagrania: pierwsze – wylot Tu-154 z
warszawskiego Okęcia, drugie – lądowanie Iła-76. – Trzeba Polakom powiedzieć, że
nie mają po co startować – padają w tym samym czasie słowa w wieży kontroli
lotów. Informacja o złych warunkach do lądowania była znana w wieży w Smoleńsku
już podczas próby lądowania rosyjskiego Iła-76. Na nagraniu wideo z lotniska
Smoleńsk widać, że warunki atmosferyczne były bardzo trudne. Z zapisu wynika
też, że również ił, podczas nieudanej próby lądowania (odszedł ostatecznie na
drugi krąg) zszedł poniżej minimum – 100 metrów. Mimo to nie padła komenda
kontrolera – "Horyzont".
Słychać także rozmowę kontrolerów (przetłumaczoną na język polski), z której
wynika, że byli oni bardzo zdenerwowani. – Tupolew startował dopiero o 7.27.
Niebezpieczna sytuacja z lądowaniem iła miała miejsce, gdy prezydencki samolot
stał jeszcze na pasie startowym w Warszawie. Gdyby wtedy była przekazana
bezpośrednio do Polski, na przygotowanie się do tego byłby czas – mówił mjr
Robert Benedict z PKBWL.
Różnice w informacjach podawanych polskiemu Jakowi-40 i rosyjskiemu Iłowi-76
pozwalają wątpić, czy wieża w Smoleńsku przekazywała właściwe dane. Jak
powiedział jeden z polskich ekspertów, ok. godz. 8.00 czasu miejscowego załodze
polskiego jaka kontrola lotów podała, że widzialność wynosi 1500 metrów, a po
minucie rosyjskiemu Iłowi-76 – że niespełna 1000. Podczas filmu pada też
stwierdzenie: "Ten z meteo niepoczytalny czy co, on podaje teraz 800", podczas
gdy – jak zaznaczył w komentarzu jeden z polskich ekspertów – faktyczna
widoczność wynosiła wtedy 200-300 metrów, a kontrolerzy widzieli, że od 7.09
warunki się pogarszają.
Mgła pojawiła się nieoczekiwanie
Mgła w Smoleńsku pojawiła się nieoczekiwanie, a zastępca dowódcy bazy w
Smoleńsku płk Nikołaj Krasnokutski już o godz. 7.41 w rozmowie z oficerem
operacyjnym o kryptonimie "Logika" mówił, że dla polskiego samolotu potrzebne
jest lotnisko zapasowe i że Polacy w Smoleńsku nie mają po co lądować. Z
ujawnionych wczoraj nagrań wynika też, że Krasnokutski, informując o mgle, mówił
do "Logiki", że jej nie przewidywała poranna prognoza meteo. W tym czasie oficer
z operatu o kryptonimie "Logika" informował Krasnokutskiego, że "duża tutka"
[czyli polski tupolew – przyp. red.] wystartowała już z Warszawy. – To trzeba
dla niego szukać zapasowego – mówi Krasnokutski i dodaje, że może to być
podmoskiewskie Wnukowo. Na co "Logika" dodaje, że tupolew zrobi kontrolne
zejście do swojego minimum. Słowa te padają o 7.41; samolot wystartował z Okęcia
o 7.27. Jednocześnie polska komisja stwierdziła, że polski Jak-40, który
wystartował przed tupolewem, otrzymał inne informacje o pogodzie niż te, które
podano rosyjskiemu iłowi. – Niemożliwe jest, żeby pogoda zmieniała się tak
dynamicznie – skomentowali eksperci podczas konferencji. Wieża nie informowała
też samolotu, że schodzi z kursu, podchodzi po innej ścieżce.
Wieża działała pod presją
Jak podkreślił płk Mirosław Grochowski, zastępca przewodniczącego Państwowej
Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego, obsada wieży w
Smoleńsku nie stanowiła wystarczającego wsparcia dla załogi polskiego Tu-154M. –
Działając pod dużą presją, obsada wieży popełniała wiele błędów, nie stanowiąc
wystarczającego wsparcia załogi samolotu Tu-154 podczas podejścia do lądowania w
ekstremalnie trudnych warunkach atmosferycznych – powiedział płk Grochowski.
Zaznaczył, że kontrolerzy nie mieli wsparcia wyższych przełożonych. – Fakt, że
samolot Jak-40 wylądował w warunkach poniżej minimum lotniska, a w trakcie próby
lądowania samolotu Ił-76 nieomal doszło do katastrofy, doprowadził osoby
odpowiedzialne za to przedsięwzięcie do granic wytrzymałości psychicznej.
Świadczy o tym język, jakim się posługują. Podczas rozmów padają liczne
wulgaryzmy – ocenił płk Grochowski. Jego zdaniem, trudno zaakceptować fakt, że w
raporcie końcowym MAK w ogóle nie odniósł się do sytuacji na lotnisku w
Smoleńsku. Według płk. Grochowskiego należałoby to zrobić "w celu wyeliminowania
zagrożenia i podniesienia poziomu bezpieczeństwa lotów, tak aby podobna
katastrofa nie wydarzyła się w przyszłości". Inny z członków polskiej komisji –
Wiesław Jedynak – uważa, że brak odpowiednich informacji z wieży w Smoleńsku nie
pomógł załodze Tu-154M, ale nie można mówić, że był on przyczyną katastrofy. –
Gdy obserwuje się specyfikę pracy załogi statku powietrznego podczas podejścia
do lądowania, widać bardzo wyraźnie, że nie można mówić o tym, że tylko jeden z
elementów jest przeważający w tym całym ciągu wydarzeń. To jest system. Jeżeli
któryś z elementów tego systemu nie działa w sposób właściwy, można mówić o tym,
że bezpieczeństwo takiej operacji jest zagrożone – powiedział Jedynak.
Piloci reagowali właściwie
Załoga Tu-154M zareagowała na komendę "Odchodzimy", wydaną przez dowódcę
samolotu mjr. Arkadiusza Protasiuka. – Jednak ile czasu upłynęło od komendy do
reakcji i dlaczego trwało to tyle, i ile, będziemy nadal badać i na razie nie
możemy tego upubliczniać – powiedział ekspert komisji Maciej Lasek. Z kolei
minister spraw wewnętrznych i administracji Jerzy Miller stwierdził, że komendę
"Odchodzimy" mjr. Protasiuka odczytano w ubiegłym miesiącu. Informację o tym
umieszczono w polskich uwagach do projektu raportu Międzypaństwowego Komitetu
Lotniczego, ale MAK się do niej nie odniósł. – Daty konkretnej nie podam, ale to
był grudzień ubiegłego roku – mówił Miller, pytany, kiedy udało się odszyfrować
wypowiedź pierwszego pilota. Powiedział też, że w polskim raporcie na temat
katastrofy nie znajdzie się informacja na temat ścieżki podejścia Jaka-40.
Wylądował on w Smoleńsku 10 kwietnia rano, przed tupolewem. Na jego pokładzie
przylecieli polscy dziennikarze. Szef MSWiA odniósł się też do tego, że w
raporcie MAK znalazły się informacje, iż we krwi gen. Andrzeja Błasika, dowódcy
Sił Powietrznych, wykryto obecność alkoholu. Adwokat rodziny generała, mec.
Krzysztof Kownacki, zwrócił się wczoraj do premiera Donalda Tuska o
natychmiastowe podjęcie działań mających na celu spowodowanie usunięcia
protokołów sekcyjnych ze stron internetowych MAK. – Generał Andrzej Błasik nie
był członkiem załogi tupolewa, lecz jego pasażerem; nie ma zwyczaju umieszczania
informacji o pasażerach w raporcie z badania wypadku, jak zrobił to MAK – ocenił
Miller.
Miller nie chciał oceniać, kto po stronie rosyjskiej miał decydujący wpływ na
zachowanie kontrolerów ze Smoleńska: czy był to oficer operacyjny z operatu
"Logika", z którym rozmawiał zastępca kierownika bazy płk Nikołaj Krasnokutski,
czy też "towarzysz generał", z którym też rozmawiał. Jak ocenili polscy
eksperci, płk Krasnokutski podczas sprowadzania polskiego samolotu Tu-154 na
lotnisko w Smoleńsku przyjął "bierną postawę", a w pewnym momencie z jego
wypowiedzi wynika, że pozostawia w gestii pilotów, co zdecydować po ewentualnym
nieudanym podejściu do lądowania. Podczas nagrania, które pokazuje lot Tu-154,
padają też niepublikowane dotąd wypowiedzi pilotów. O godz. 8.35 z kokpitu
słychać: "Musimy się na coś zdecydować", a później: "Tam jest obniżenie". Na
zaprezentowanych nagraniach słychać też słowa z kokpitu: "Nic nie widać". Według
polskiej komisji, płk Krasnokutski zostawił załogę samej sobie. Świadczą o tym
jego słowa: "Przede wszystkim przygotuj go na drugi krąg. A… na drugi krąg i
koniec". A dalej: "Sam podjął decyzję… niech sam dalej…".
Nagrania z wieży eksperci zdobyli, przegrywając je osobiście, na własne nośniki
– laptopy – z zapisu źródłowego. Prezentację symulacji lotu Tu-154M zakończono
przed zderzeniem z pierwszą przeszkodą.
Anna Ambroziak
