Czas budowania w Znamieńsku
Po prawie trzech latach procesów sądowych, po latach bieganiny po wszystkich
możliwych urzędach – z Dumą Państwową włącznie, 24 lutego ub.r. my, katolicy
znamieńscy, oficjalnie otrzymaliśmy dawny budynek kościelny oraz przyległą
działkę w dzierżawę na 49 lat. Bogu niech będą dzięki za to, że mogliśmy kolejny
raz doświadczyć tak niezwykłej, przedziwnej sytuacji, która wyraźnie przypomina,
iż tak naprawdę losem Kościoła kieruje Opatrzność.
Był czas, że już straciłem wiarę, iż kiedyś to nastąpi, dlatego jeszcze w
ubiegłym roku rozpocząłem zbierać fundusze na zakup działki pod budowę nowej
kaplicy… Aż tu, zupełnie niespodzianie, nastąpił przełom w naszych stosunkach
z miejscowymi władzami. Nagle ci sami urzędnicy zaczęli z nami rozmawiać
zupełnie innym językiem. Patrzyliśmy zdumieni na to niezwykłe nawrócenie –
prawie takie, jakiego doznał święty Paweł. Co się stało…?
Po pierwsze, Pan Bóg ma swoje plany. Po drugie, sprawa jasna – zbliżają się
wybory, a katolików jest coraz więcej i – chcąc nie chcąc – władze rosyjskie
muszą zacząć się z nimi liczyć.
Ach, jakaż wielka w tym momencie stała się nasza radość…! Niektórzy
parafianie, starym, sowieckim zwyczajem pobiegli po szampana… Niestety,
świętowanie szybko się skończyło i przed oczyma stanął nam konieczny remont.
W zniszczonym budynku jest wiele śmieci i gruzu, ale dość sucho, co nieźle
rokuje, jeśli chodzi o fundamenty. Poza tym ściany z cegły są niemalże
kompletne. No i tylko to jedno dodatkowe piętro… Zwykle sowieccy gospodarze
"ulepszali" takie budowle rozdziałem nawet na wiele pięter. A tutaj – sama
radość. Nie trzeba bowiem – jak w większości podobnych "przystosowań" – usuwać
kilku zbytecznych stropów. I to jest nasze szczęście.
Jesteśmy zgodni co do tego, że jako pierwsza powinna pojawić się kaplica pamięci
wszystkich pochowanych na zbezczeszczonym cmentarzu, także tych, których
przywykliśmy nazywać nowymi męczennikami. Sama logika podpowiada, że właśnie tu
winny być zanoszone szczególne modły, zwłaszcza za tych, którzy tworzyli zręby
życia katolickiego w tym nadbałtyckim mieście; za tych, którzy w nieludzkich
okolicznościach dochowali wierności Chrystusowi. Także za tych, którzy w jakimś
szalonym zaślepieniu targali się na świętości i wiarę, a wreszcie także za nas
samych, którzy z tak wielkim trudem, ale uparcie przebijamy się z ciemności
niepamięci do Bożego przedziwnego światła…
Słowo o historii
Na początku 1945 roku podczas zażartych walk o zdobycie miasta kościół św.
Jakuba w Znamieńsku szczęśliwym trafem ocalał. Fakt ten uznany był za cud, bo
jak inaczej wytłumaczyć to, że dokoła, w samym centrum, nic nie ostało się z
przedwojennej, solidnej pruskiej zabudowy tego dość znaczącego miasta w
dawniejszych Prusach Wschodnich. I tak jedynie kościół jest dzisiaj niemym
świadkiem historii tego miejsca.
Prusowie, będąc pierwotnymi gospodarzami na tych ziemiach, zbudowali w widłach
rzek Pregoły oraz Łyny obronny fort, któremu dali nazwę Velove. Potem przybyli
tu Krzyżacy i miejsce to wybrali na swój zamek i gród. Odtąd dzisiejszy
Znamieńsk nosił nazwę Wehlau, a po polsku Welawa… Kiedy elektor brandenburski
od 1657 r. stał się zwierzchnikiem całych Prus, w tej miejscowości podpisano
tzw. Pakt Welawski, który stanowił układ pomiędzy Polską a elektorem. Krzyżacy,
zgromadzeni w zakonie katolickim, już w 1260 r. rozpoczęli budowę pierwszego
kościoła. Zajęła im ona prawie 20 lat. Jednak w okresie reformacji, czyli od XVI
wieku, ten pokrzyżacki kościół stał się zborem luterańskim.
Tutejsi katolicy, nie mając gdzie się modlić, mimo iż byli stosunkowo niewielką
grupą wyznaniową, liczącą nieco ponad pięciuset wyznawców, w początkach XX wieku
zaczęli wznosić swoją świątynię. Większość z nich stanowili Niemcy, lecz byli
również parafianie polskiego oraz litewskiego pochodzenia. Gdy w 1914 r.
wybuchła pierwsza wojna światowa, budowa została wstrzymana z powodu skromnych
sił oraz niewielkich środków, jakie tutejsi katolicy mieli do dyspozycji. Jednak
po wojnie wierni, którzy przeżyli działania zbrojne, ofiarowali na budowę
wszystko, co tylko mogli. I tak, powoli, krok po kroku, doprowadzili swoje
dzieło do szczęśliwego końca. W 1928 r. świątynia pod wezwaniem Matki Bożej
Bolesnej została poświęcona. Niestety, znów służyła ludziom tylko do wybuchu
kolejnej wojny – tym razem drugiej wojny światowej, straszliwszej od
poprzedniej…
Po wojnie wszystko uległo zmianie
Najpierw Wehlau stał się Znamieńskiem i wnet przybyli nowi ludzie i nowi władcy
tych terenów, a z nimi nowy język i obyczaje, które niszczyły wszystko, co
wiązało się z Panem Bogiem. Nowy kościół również musiał podzielić dolę
wszystkich budynków sakralnych… W pierwszym rzędzie zburzono wieżę, by ta
budowla nigdy już niczym nie mogła przypominać świątyni katolickiej. Sam kościół
wewnątrz podzielono na dwa piętra, lokując w nim na długie lata warsztaty
szkolne. Kiedy budynek został zdewastowany, a nie było pieniędzy, by go
wyremontować, szkoła odżegnała się od takiego balastu. W posiadanie wzięli go
miejscowi wandale i bezdomni włóczędzy. Ale katolikom nie chciano oddać ich
własności… Tym większa jest nasza radość, że po tylu latach udało się
przywrócić kościół wspólnocie wiernych. Nikt nie ma wątpliwości, że kościoła w
Znamieńsku nie uda się odtworzyć ani jutro, ani pojutrze. Przed nami ogrom pracy
i konieczność szukania środków. Jednak wierzymy, że i to będziemy w stanie
rozwiązać. Bo trzeba odnotować, że w samej Rosji coraz więcej ludzi pojmuje, iż
ten kraj potrzebuje Kościoła katolickiego – choćby po to, żeby dopomóc samemu
sobie w "powrocie do rodziny krajów cywilizowanych". Znamieńsk – gdzie trudno
byłoby uprawiać mitologię o etnicznej i wyznaniowej "czystości" i jedności Rosji
– może skutecznie zintegrować w jednej wspólnocie katolickiej zróżnicowanych
pochodzeniem mieszkańców tego miasta. Doprawdy, trzeba rzeczywiście mocno
przymykać oczy, by tego nie dostrzegać…
Trzeba jednak dołożyć starań, by Kościół katolicki w Rosji był rzeczywiście
mocny, gotowy dać świadectwo prawdzie, tak jak to czyni w innych krajach i w
różnych częściach świata. Na szczęście i tu są werbiści, których charyzmat rodzi
nadzieję na to, że z pomocą Bożą i dobrych ludzi możliwe będzie dokonanie tego,
co niemożliwe.
Nadzieja na nieludzkiej ziemi
Mnie osobiście bardzo leży na sercu, aby ten niemalże cudem odzyskany kościół w
Znamieńsku znowu ożył i służył miejscowej wspólnocie, która tak prężnie się
rozwija i wciąż przygarnia pod swe skrzydła nowych parafian, zwłaszcza Polaków z
Kazachstanu, którzy coraz odważniej zasiedlają te ziemie… Serce mi rośnie,
kiedy widzę entuzjazm, z jakim się odnoszą miejscowi katolicy do prac, które
czekają ich przy odbudowie kościoła. To bowiem jest dowodem na to, że
opowiadania pesymistów, iż świat jest nieczuły i zły, w naszej rzeczywistości są
zupełnie bez pokrycia. Jakże często takie myśli burzą pokój w sercach ludzi
żyjących tu – na "nieludzkiej ziemi". Tu, gdzie jeszcze do niedawna słowo "Bóg"
było pisane małą literą, a "rewolucja" wielką; gdzie w cerkwiach i kościołach
były magazyny, publiczne toalety, bary, sale sportowe; gdzie przewóz obrazków o
treści religijnej, Pisma Świętego i dewocjonaliów przez granicę był traktowany
jako próba propagowania… pornografii! Trzy pokolenia czyniono wszystko, by
Boga zepchnąć w niepamięć, lecz wszystkie te wysiłki zakończyły się klęską… Od
kilkunastu lat (od 1990 roku) Rosjanie na nowo wracają do religii. Jeszcze jest
w duszach wiele bałaganu, a w głowach wielki zamęt, powoli jednak, krok za
krokiem, ustala się na nowo, prawie zupełnie zapomniana kościelna tradycja.
Ileż tej ziemi potrzeba miłości, aby mogła wyzdrowieć? Czasem nawet jej własne
dzieci zupełnie nie potrafią okazać tej miłości. Trzeba więc ją ukochać nam,
obcym, pomimo historycznych krzywd, o których tak trudno jest zapomnieć. Dlatego
zakładamy Kościół, szczęśliwi, że nasze misyjne zaangażowanie nie idzie na
marne. Pełni nadziei, że nasze potrzeby rozszerzenia bazy materialnej trafią do
ludzi dobrej woli jako żywe świadectwo, mocniejsze niźli słowa, że wkrótce nawet
sceptycy będą mogli naocznie przekonać się o wymiernych efektach naszej pracy…
A co ze starym pokrzyżackim kościołem świętego Jakuba? Przynajmniej dwa razy w
ciągu dnia przechodzę obok tej budowli i patrzę z sentymentem na jej leciwe
mury. Nie zniszczyły jej wojny, nie zniszczyły pożary, przetrwała reformację i
szumne "wyzwolenie" – niezwyciężona, dumnie spoglądająca w niebo. Chociaż nowi
władcy tej ziemi skazali historyczny budynek na zagładę, jako że nie był nawet
na tyle godny, by przemianować go na archiwum czy na miejscowe kino lub choćby
na magazyn, to jednak jest nadzieja… Wczoraj bowiem zauważyłem, jak na
wierzchołku więźby dachowej para bocianów pracuje nad budowaniem gniazda.
Zrobiło mi się ciepło na sercu. Uznałem to za dobry znak nowego życia. Pierwsi
"parafianie" już są…
O. Jerzy Jagodziński SVD
Ojciec Jerzy Jagodziński SVD jest proboszczem katolickiej parafii w Znamieńsku.
