Rosyjskie sprawy Turowskiego

Tomasz Turowski nie jest już szefem wydziału politycznego ambasady RP w
Moskwie. Po poprzednim odejściu z MSZ w 2007 r. pracował dla firmy
konsultingowej w branży farmaceutycznej. Nie będąc zatrudniony w MSZ, mieszkał
na terenie ambasady i swobodnie się po niej poruszał, co jak podkreślają nasi
rozmówcy, nie jest zwyczajową normą. Wciąż nie ma odpowiedzi na pytanie, kto
personalnie stał za decyzją wysłania Turowskiego do Moskwy na stanowisko szefa
wydziału politycznego Ambasady RP w Moskwie, albo dokładniej, kto go na
stanowisko polecił.

Nasuwa się także pytanie: kto w polskim rządzie wiedział, kim naprawdę jest
Tomasz Turowski? – Ministerstwu Spraw Zagranicznych nie były znane tego typu
fakty – tłumaczy rzecznik resortu Marcin Bosacki. Dlaczego dymisja nie nastąpiła
od razu po ujawnieniu szokujących informacji o agenturalnym uwikłaniu dyplomaty
przez media? Nieoficjalnie mówi się, że w MSZ można wyróżnić kilka grup
interesów, które mocno walczą o wpływy. Zapewne za Turowskim stoi jedno z lobby,
które działają w resorcie. – Nie chcę mówić o żadnych szczegółach. Ale gdy
wracam do czasów, gdy byłam ministrem, i wspominam niektóre konkretne sytuacje,
to dostrzegam, że były osoby czy grupy osób, które chciały i próbowały sterować
wydarzeniami. Przyjdzie czas, że ktoś pewnie będzie musiał oczyścić ministerstwo
z takich grup – mówi "Naszemu Dziennikowi" była minister spraw zagranicznych
Anna Fotyga. – Mam nadzieję, że kiedyś media zajmą się szczegółowo
funkcjonowaniem różnych lobby w polskim Ministerstwie Spraw Zagranicznych –
zauważa osoba od kilku lat współpracująca z MSZ. Jakie to grupy interesów? –
Wyraźne jest lobby niemieckie i rosyjskie, jeśli chodzi o siłę działania, mocna
jest grupa związana ze służbami – wyjaśnia.

Tajemnicza firma

– Na początku 2008 r. usłyszałem, że Turowski jest w Moskwie i przebywa na
terenie ambasady. Przyjechał w ramach swojej ówczesnej pracy, a pracować miał w
firmie konsultingowej działającej w obszarze handlu z Rosją, w branży
farmaceutycznej. Zapytałem go o tę firmę, ale nic nie odpowiedział. W ogóle nie
zwierzał się ani słowem na temat swojej pracy. Dziwiliśmy się nawet, skąd taka
zmiana – relacjonuje nam nasz informator z kręgu MSZ, który spotykał się z
Turowskim w Moskwie. Praca w tej firmie to praktycznie jedyny wyłom w karierze
Turowskiego jako dyplomaty. – Jeśli to prawda, to wszedł w sferę dużych
rosyjskich interesów, które obecnie są często związane z nowym układem
mafijno-wywiadowczym – ocenia znawca służb specjalnych dr Tadeusz Witkowski,
były pracownik Służby Kontrwywiadu Wojskowego. Jak się dowiedzieliśmy, Turowski
podczas pobytu w Moskwie w ramach pracy w firmie konsultingowej żalił się
głośno, że minister spraw zagranicznych w rządzie PiS Anna Fotyga zablokowała
jego kandydaturę do polsko-rosyjskiej Grupy do Spraw Trudnych. Anna Fotyga nie
przypomina sobie sytuacji, o której opowiadał Turowski. – W ogóle z Grupą ds.
Trudnych postępowałam bardzo ostrożnie. To ciało dopiero tak naprawdę zaczynało
funkcjonować. Dla mnie było jasne, że muszą tam być sprawdzeni eksperci.
Ponieważ nie kojarzę Turowskiego, to mogłam w sposób naturalny wstrzymać jego
kandydaturę do tej grupy – tłumaczy minister. – Chciał zbudować legendę o swoim
odejściu z ministerstwa, bo jakoś to musiał wytłumaczyć. Po jego zwolnieniu z
ministerstwa słyszałem, jak sam mówił, że w firmie konsultingowej zarabia lepiej
i chwali sobie tę zmianę – mówi osoba, która miała kontakt w latach 90. z
Tomaszem Turowskim w obszarze relacji polsko-rosyjskich. Opowiadał o tym również
Janusz Bazydło, znajomy Turowskiego od lat 80., gdy funkcjonowało opozycyjne
środowisko "Spotkania".

Faworyt na następcę ambasadora

Próbowaliśmy się dowiedzieć więcej na temat tego, czym w Moskwie zajmował się
dyplomata Turowski. Chodzi o czas, gdy wrócił do MSZ w 2010 r. i od lutego
kierował Wydziałem Politycznym ambasady RP w Moskwie. – Wydział spina całość
spraw w stosunkach bilateralnych polsko-rosyjskich, w tym większość spotkań na
wysokim szczeblu – tłumaczy osoba pracująca w MSZ. Kariera Turowskiego
postępowała. – Szykowano go na głównego ambasadora – mówi Ryszard Czarnecki,
poseł Parlamentu Europejskiego (Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy). Z
naszych informacji wynika, że starał się o to aktywnie sam Turowski. – Zabiegał
o to u Bronisława Komorowskiego w trakcie kampanii wyborczej – mówi nasz
informator z kręgów dyplomacji. – Wiem, że w MSZ istniało silne lobby, które
powstało w czasie, gdy rozważano kolejnego ambasadora w Moskwie i zastanawiano
się, czy Turowski, czy Zajączkowski [Wojciech Zajączkowski, obecny ambasador RP
w Moskwie – przyp. red.] – wskazuje Ryszard Czarnecki. Jakie były argumenty na
korzyść Tomasza Turowskiego? – Koronnym argumentem był fakt jego świetnych
układów towarzyskich i politycznych wśród rosyjskich elit władzy.
Przeciwstawiano to doświadczeniu i umiejętnościom innych osób, które do
dyplomacji weszły po 1990 roku – twierdzi w rozmowie z nami Czarnecki.
Dowiedzieliśmy się, że Turowskiego jako swojego prawdopodobnego następcę miał
przedstawiać poprzedni ambasador Jerzy Bahr, którego kadencja na moskiewskiej
placówce skończyła się we wrześniu 2010 roku. Nasi rozmówcy podkreślają, że
wyraźnie można było zauważyć szczególne względy, jakimi ambasador Bahr darzył
Turowskiego. Przyczyny tej łaskawości są niejasne. Z kolei w kraju na rzecz
kandydatury Turowskiego zabiegał jego kolega z czasów działalności w środowisku
"Spotkań" Janusz Bazydło, uważając niedoszłego jezuitę za znawcę stosunków
polsko-rosyjskich. Bazydło uczestniczył w ślubie Turowskiego, o którym
pisaliśmy. Jego znajomi widzieli na uroczystości funkcjonariuszy bezpieki. To
wtedy, jak mówili nasi rozmówcy, zaczęły się podejrzenia wobec Turowskiego. –
Mówił o tym Janusz Krupski, było to kilka miesięcy przed katastrofą smoleńską.
Wydaje mi się, że wtedy słyszałem to po raz pierwszy, wcześniej nie przypominam
sobie – mówi "Naszemu Dziennikowi" pracownik Urzędu ds. Kombatantów i Osób
Represjonowanych Janusz Bazydło. Jego znajomość z Turowskim ciągnie się od lat
80. Bazydło mieszkał w domu Turowskiego, gdy ten wyjechał objąć stanowisko
ambasadora na Kubie. I podkreśla, że do momentu ogłoszenia wyroku sądu
lustracyjnego oskarżenia wobec ambasadora tytularnego w Moskwie będzie traktował
w kategorii "niespodzianki, zaskoczenia i niewiary". Czy teraz mają ze sobą
kontakt? – Nie za bardzo. Po Smoleńsku nieczęsto się kontaktowaliśmy. Czasami
prosiłem Tomasza o coś. Kontaktowałem się z nim ostatnio, bo chciałem zrobić
wywiad z dziekanem Wydziału Dziennikarstwa Moskiewskiego Państwowego Instytutu
Stosunków Międzynarodowych (MGIMO) Władimirem Legojdą. Tomasz miał mi pomóc do
niego dotrzeć – mówi "Naszemu Dziennikowi" Bazydło. 35-letni Legojda jest
pierwszą od 1917 roku osobą świecką, która pokieruje jedną ze struktur
rosyjskiej Cerkwi prawosławnej. Chodzi o utworzony w 2009 r. przez patriarchę
Cyryla wydział informacyjny Patriarchatu Moskiewskiego. Nasi rozmówcy, którzy w
latach 90. spotykali się z Turowskim na płaszczyźnie dyplomacji, mówią, że
oskarżany o kłamstwo lustracyjne ambasador tytularny zawsze starał się błyszczeć
w towarzystwie. – Dawał mocno odczuć, że robi ważne rzeczy, jednocześnie nigdy
nic do końca nie dopowiadał. Często wyciągał z marynarki pióro i dodawał, że to
od Papieża. Dziś taka historia może śmieszyć, ale na niektórych naprawdę robiło
to wrażenie – mówi były pracownik MSZ. Janusz Bazydło, jak sam mówi, "zawiesza
sąd". Po objęciu funkcji szefa MSZ przez Radosława Sikorskiego Turowski, według
naszych informacji, miał zasadniczy wpływ na proces zbliżenia
polsko-rosyjskiego. – Pamiętam go z przełomu 2007 i 2008 roku. Często gościł u
ministra i coś tam dla niego przygotowywał – mówi "Naszemu Dziennikowi" osoba
pracująca wówczas w otoczeniu szefa MSZ.

"Nielegał" na całe życie

– Należy pytać o lojalność pana Turowskiego jako dyplomaty w okresie III RP.
Wiadomo, że należał do tzw. nielegałów, a z tej służby się nie wychodzi –
podkreśla ekspert w dziedzinie służb specjalnych Antoni Macierewicz. W IPN
zachowały się tylko zapisy ewidencyjne Turowskiego i dane paszportowe, jego
teczki nie ma w zbiorach jawnych Instytutu, może znajdować się w zbiorze
zastrzeżonym. Wiadomo, że do kartoteki kluczowego dla peerelowskiego wywiadu,
elitarnego Wydziału XIV I Departamentu MSW swobodny dostęp miała Moskwa. –
Trzebapamiętać, że zarówno nielegałowie cywilni, jak i wojskowi (chodzi
ojednostkę w Zarządzie II Sztabu Generalnego) należeli do najbardziejcennej i
sprawdzonej agentury komunistycznych służb. Z talentów nielegałówkorzystali
często – jak to się określało w dokumentach wywiadu PolskiLudowej – "PR", czyli
"przyjaciele radzieccy", a więc także KGB i GRU – tłumaczy historyk dr Sławomir
Cenckiewicz. Nerwowej reakcji MSZ nie ma się co dziwić. Na rozpatrzenie w
warszawskich sądach czeka sześć spraw lustracyjnych przedstawicieli MSZ.

Mariusz Majewski

drukuj