Czas na chrześcijańskich rycerzy
Z prof. Roberto de Matteim, włoskim historykiem i politologiem, rozmawia
Agnieszka Żurek W swojej książce "Dyktatura relatywizmu" opisuje Pan
proces tworzenia się systemów totalitarnych. Czy można powiedzieć, że jego
początkiem jest zanegowanie istnienia prawdy obiektywnej?
– Tak uważam. Tam, gdzie w porządku filozoficznym, rozumowym, religijnym
istnieje prawda, istnieje także bariera przed przemocą. Przemoc jest brakiem
prawdy. Jest chęcią władzy. Jeśli siła nie zostanie podporządkowana wartościom,
prawdzie w rozumieniu religijnym lub moralnym, staje się ślepa – przekształca
się w chęć władzy realizowaną przez pojedyncze osoby bądź określone grupy czy
partie. W społeczeństwie pozbawionym prawdy rządzi przemoc. Może to być siła
większości, siła mass mediów, potęga militarna – jest wiele rodzajów przemocy.
Siła pozbawiona prawdy staje się przemocą, ale siła poddana prawdzie może być
zdrowa, użycie siły może być sprawiedliwe – na przykład wobec świata
przestępczego. Jest to jednak siła oparta na prawie. Jeśli eliminuje się prawdę,
razem z nią upada także prawo – nie może istnieć prawo, które nie jest oparte na
prawdzie. W ten sposób otwiera się drogę do królestwa przemocy.
Sformułował Pan Profesor bardzo interesującą tezę: "Instytucjonalizacja
dewiacji moralnych przejawia się w zamianie tego, co złe w życiu prywatnym, w
cnotę w życiu publicznym". Czy we współczesnej Europie mamy do czynienia z tym
zjawiskiem?
– Tak. Trzeba w sposób wyraźny rozróżnić zło w życiu prywatnym od zła
istniejącego w życiu publicznym. Obecnie we Włoszech wiele mówi się na przykład
o prywatnym życiu Silvio Berlusconiego, o różnych skandalach. Jako katolik nie
mogę oczywiście zaakceptować stylu życia naszego premiera, ale sąd nad życiem
prywatnym należy do Boga, nie do ludzi. Do mnie należy natomiast osądzanie jego
życia politycznego. Jeśli Berlusconi w swoich decyzjach politycznych broni praw
rodziny, jest to dla mnie ważniejsze niż jego zachowanie w życiu prywatnym. Moim
ideałem jest oczywiście polityk święty, taki jak św. Ludwik, król Francji.
Człowiek, którego życie prywatne jest spójne z aktywnością polityczną. Jest to
jednak trudne i rzadkie w dzisiejszym świecie. Wolę więc polityka, który ma wady
w życiu prywatnym, ale publicznie broni wartości chrześcijańskich, wartości
rodziny, niż polityka, który w życiu prywatnym jest ideałem, natomiast w życiu
publicznym promuje naruszanie porządku moralnego i naturalnego. Na przykład we
Włoszech poprzedni premier, Romano Prodi, w życiu prywatnym zachowywał się z
pewnością lepiej niż Berlusconi, natomiast w życiu publicznym, mimo że uważał
się za katolika, otwierał drogę do legalizacji zawierania związków "małżeńskich"
przez pary homoseksualne, do zanegowania tradycyjnych wartości. Uważam, że
obowiązkiem polityka jest dbanie o dobro wspólne społeczeństwa. Dziś istnieje
tendencja odwrotna – przekształcania tego dobra wspólnego we "wspólne zło".
Zinstytucjonalizowanie zła następuje poprzez ustanowienie złego prawa – na
przykład pozwolenia na aborcję, czyli na zabójstwo, lub na "małżeństwa" wbrew
naturze. Ma to konsekwencje znacznie poważniejsze niż grzechy poszczególnych
ludzi. Istnieje także "grzech publiczny", zło społeczne, które nie jest
arytmetyczną sumą grzechów poszczególnych ludzi, ale pojawia się wtedy, kiedy
społeczeństwo w stanowionych przez siebie prawach zapisuje antywartości, które
negują porządek ustanowiony przez wartości chrześcijańskie.
Możemy powiedzieć, że chrześcijanie bywają obecnie w Europie
prześladowani?
– Dzisiaj chrześcijanie są prześladowani nie tylko z powodu obrony wiary, ale
także z powodu obrony wartości. Kościół jest strażnikiem wiary i moralności, są
to dwa aspekty ze sobą powiązane. W historii Kościoła było wielu wyznawców
wiary, męczenników, a także wyznawców, którzy nie zostali męczennikami. Myślę,
że dzisiaj zagrożona jest nie tylko wiara, ale także moralność. Stąd potrzeba
obecnie wyznawców moralności. Są to ci, którzy bronią wartości moralnych,
porządku chrześcijańskiego. Przeciwko nim skierowane są różne formy
prześladowania. Istnieją szykany wymierzone nie w wyznawców wiary, ale w
wyznawców moralności. Nie przybierają form okrutnego męczeństwa krwi, ale formy
bezkrwawe, takie jak wykluczenie społeczne czy deprecjonowanie. Dziś ten, kto
broni tradycyjnych wartości moralnych, jest odsunięty na margines społeczeństwa,
jest mu trudno zajmować ważne miejsce w życiu publicznym, kulturalnym, na
uniwersytetach czy w mediach, ponieważ jest uważany za osobę zacofaną, za
obskuranta, fanatyka. Są to sposoby deprecjonowania, które przypominają
prześladowania z pierwszych wieków istnienia Kościoła. Nie są oparte na przemocy
fizycznej, ale mogą być bardziej niebezpieczne. Prześladowania fizyczne
niszczyły ciało. Te podejmowane obecnie niszczą duszę i umysł. Pokusa kompromisu
ze złem jest bardzo silna. Katolicy są kuszeni, żeby porzucić wartości, w które
wierzą, i dostosować się do współczesnego świata. Znajdujemy się w momencie
walki. Potrzeba psychologicznej dyspozycji – do bycia prawdziwymi milites
christiani.
Dyskryminacja chrześcijan często występuje pod szyldem "rozdzielenia
państwa od Kościoła".
– Jest to zjawisko, które dotyczy całej Europy. Pod hasłem "rozdzielenie" nie
jest obecnie rozumiane "rozróżnienie" w rozumieniu ewangelicznym – "oddajcie
Bogu, co boskie, a cesarzowi, co cesarskie". Takie ujęcie tego zagadnienia
oznacza, że życie religijne i tworzenie struktur państwowych to dwie różne
sfery. Na bazie postulatu o ich rozgraniczeniu próbuje się obecnie zepchnąć
Kościół do roli instytucji zajmującej się jedynie prywatną sferą życia. Cała
wielka przestrzeń, jaką stanowi życie społeczne, ma pozostać w gestii państwa. W
istocie jest całkiem inaczej. Kościół ma prawo zajmować się wszystkim, co
dotyczy moralności, nie tylko w życiu prywatnym, ale także w życiu publicznym.
Podam przykład: jeśli mówimy o prawie do życia, o aborcji, nie jest to problem
pojedynczych jednostek, nie jest to problem prywatny, ale mający oddźwięk w
życiu publicznym i społecznym. Można ustanawiać prawa za życiem bądź przeciwko
niemu. Wszystko to, co dotyczy wiary i moralności, leży w kompetencjach
Kościoła, nie państwa. Separatyzm, tak rozprzestrzeniony dziś w Europie, jest
formą laicyzmu, próbą zawłaszczenia przez instytucje państwowe całej przestrzeni
życia publicznego.
Czy zatem w imię wolności budowany jest rodzaj totalitaryzmu?
– Dokładnie tak. Współczesna forma totalitaryzmu jest gorsza od poprzednich,
ponieważ rządy absolutne, dyktatury, niszczyły przede wszystkim ciało.
Nowoczesny totalitaryzm pozostawia pewną wolność "fizyczną", ale zabiera
ważniejszą sferę wolności. Najważniejsza sfera wolności nie dotyczy prawa do
życia, jedzenia, prokreacji, ale do publicznego wyrażania swoich przekonań.
Żyjemy w społeczeństwie – wystarczy poczytać gazety, nie mam tu oczywiście na
myśli "Naszego Dziennika" – w którym mamy bardzo ograniczony dostęp do prawdy. W
większości najważniejszych zachodnich mass mediów znajdziemy wszystko, z
wyjątkiem prawdy wyrażonej wprost. Prawda nigdy nie jest przedstawiana jako
prawda. W najlepszym razie przytaczana jest jako opinia – jedna z wielu. Jest to
bardzo znamienne. Znaczy to, że nie ma dziś prawdziwej wolności. Jeśli istnieje
wolność, ludzie nie są oddzieleni od prawdy. Nie ma dziś wolności publicznego
wyrażania prawdy religijnej i moralnej.
Ksiądz kardynał Stefan Wyszyński mawiał: "Kocham Ojczyznę bardziej niż
własne serce i wszystko, co czynię dla Kościoła, czynię także dla niej". Obecnie
patriotyzm bywa wyśmiewany także przez tych, którzy deklarują się jako katolicy.
Czy może to być uzasadnione chęcią postawienia Kościoła na pierwszym miejscu i
nieprzywiązywania się nadmiernie do swojej Ojczyzny?
– Ojczyzna jest ziemią ojców. Idea ojczyzny odsyła do idei rodziny – ojczyzna
to rodzina rodzin. Jest związana z pojęciem narodu. Łacińskie słowo "natio"
pochodzi od słowa "nascere", to jest "rodzić się". Naród i ojczyzna są to
rzeczywistości naturalne, takie jak rodzina, własność prywatna, państwo.
Wszystko, co stanowi rzeczywistość naturalną, jest zapisane przez Boga w ludzkim
sumieniu. Ojczyzna nie jest rzeczywistością historyczną, która może istnieć bądź
nie, ale jest rzeczywistością wpisaną w samą naturę rzeczy. Obrona ojczyzny, tak
jak obrona rodziny, jest dla chrześcijanina sprawą fundamentalną, tak jak obrona
religii. We Włoszech znane jest hasło: Bóg, Ojczyzna i Rodzina. Są to trzy
filary życia społecznego. Nie są to konstrukcje intelektualne, ale rodzą się z
samej natury rzeczy. Człowiek rodzi się w rodzinie, rodzi się w ojczyźnie, jest
stworzony do celów nadprzyrodzonych. Miłość do własnej rodziny, do własnej
ojczyzny, do Boga – są to trzy różne aspekty tej samej miłości. Wyśmiewanie
patriotyzmu jest głęboko antychrześcijańskie.
Jakie pozytywne zjawiska możemy zaobserwować dziś wśród młodych
chrześcijan w Europie?
– We Włoszech jest sporo młodzieży, która odwraca się od Kościoła, ale
istnieje także spora grupa, która powraca do tradycyjnych wartości. Istnieje
ruch odnowy moralnej w Europie, ale młodzi ludzie mało o tym wiedzą. Trzeba ich
informować i także formować. Jest to bardzo ważne zadanie, jakie stoi przed
pasterzami Kościoła. Ewangelizacja istnieje w dwóch ważnych wymiarach – pierwszy
to mówienie do serca i intelektu pojedynczych osób, drugi – ewangelizacja
poprzez stanowienie odpowiednich praw. Jest ona bardzo ważna.
W wielu krajach europejskich Boże Narodzenie coraz częściej określa się
mianem "świąt" albo "wakacji". Z czego to wynika?
– Są dwie przyczyny. Pierwsza z nich to sekularyzacja, druga – obecność coraz
większej liczby emigrantów z krajów muzułmańskich. Nie używa się wyrażeń
odnoszących się bezpośrednio do świąt chrześcijańskich w trosce o to, aby nie
naruszyć uczuć religijnych muzułmanów. Jest to według mnie głębokie
nieporozumienie. Uważam, że przed współczesną Europą pojawiają się obecnie trzy
główne zagrożenia. Pierwsze z nich to zagrożenie zewnętrzne spowodowane
imigracją muzułmanów. Idzie ono w parze z głębokim kryzysem demograficznym, jaki
dotyka obecnie Europę. W niektórych krajach – na przykład we Włoszech – liczba
muzułmanów przekroczy niedługo liczbę katolików. Drugim zagrożeniem – jeszcze
poważniejszym – jest sekularyzacja. Kryzys demograficzny odzwierciedla także
kryzys wartości wypływający właśnie z mentalności i kultury zsekularyzowanej i
zrelatywizowanej. Ostatnim, najgorszym z trzech zagrożeń jest natomiast
relatywizm w obrębie samego Kościoła katolickiego, ukryty pod nazwą
"postępowości". Można to nazwać sekularyzmem katolickim. Gdyby nie to zjawisko,
gdyby Kościół pozostał zjednoczony w wierności Ewangelii i Tradycji, byłby siłą
niezwyciężalną. Kościół zewangelizowałby Europę. Europa byłaby silna wobec
każdego zewnętrznego zagrożenia. Rozwiązanie każdego problemu znajduje się w
Rzymie, tam gdzie jest Bazylika Świętego Piotra, w diecezjach, w głosie
pasterzy, w głosie sukcesorów apostołów. Bardzo ważna jest tu rola świeckich.
Powinni wywierać presję na swoich biskupów.
Jaka jest nasza rola jako świeckich, jak powinniśmy działać?
– Akcją i modlitwą. Ora et labora. Europa została zbudowana na tych
fundamentach i musi do nich powrócić.
Dziękuję za rozmowę.
