Santo subitoI w życiu, i w śmierci
Z s. dr Bernadetą Lipian ze Zgromadzenia Sióstr Służebniczek NMP,
postulatorem na szczeblu diecezjalnym w procesie beatyfikacyjnym Sługi Bożej
Anny Jenke, rozmawia Mariusz Kamieniecki
W jakich okolicznościach spotykała się Siostra z Janem Pawłem II?
– Pierwszy raz Ojca Świętego spotkałam w drugim roku Jego pontyfikatu, podczas
audiencji ogólnej na placu św. Piotra. Kiedy mijał nasz sektor, półgłosem
powiedziałam, że jestem z Polski. Papież zrobił krok do tyłu, zatrzymał się i
pobłogosławił, czyniąc mi znak krzyża na czole. To pokazuje, jak bardzo był
czuły na to, co kto mówi, i jak reagował. Drugi raz spotkałam się z Janem Pawłem
II, kiedy byłam w Kongregacji ds. Świętych w sprawie Sługi Bożej Anny Jenke. Po
środowej audiencji ogólnej dołączyłam do grupki sióstr, z którymi mogłam
przybliżyć się do Papieża. Ucałowałam Jego pierścień, a On zapytał, skąd jestem.
Był zaciekawiony, kiedy wyjaśniłam, że przyjechałam do Rzymu w sprawie Sługi
Bożej Anny Jenke. Chwilę pomyślał i powiedział: "To niech ci Bóg błogosławi w
tej twojej pracy". Udzielił mi także swojego błogosławieństwa.
Papież interesował się osobą Sługi Bożej Anny Jenke?
– Jako młody ksiądz prowadził duszpasterstwo akademickie w Krakowie przy
kościele św. Floriana. Drugi ośrodek był przy kościele św. Anny, którym kierował
późniejszy biskup Jan Pietraszko. Przyszły Papież spotykał się ze studentami,
m.in. z Anną, która jako studentka UJ zaangażowała się w pracę duszpasterską w
tych dwóch ośrodkach, organizowała m.in. adoracje pierwszopiątkowe i Drogi
Krzyżowe. Nierzadko też kontaktowała się z ks. Wojtyłą, ale przede wszystkim
była wierną słuchaczką Jego konferencji. Myślę, że Ojciec Święty, który miał
doskonałą pamięć, zapamiętał Annę. Kiedy w 1995 r. ks. prof. Henryk Misztal,
znany polski kanonista, wręczył Papieżowi książkę – monografię Anny Jenke
swojego autorstwa, wspominając, że była studentką UJ i należała do
duszpasterstwa akademickiego, które ks. Wojtyła prowadził, Ojciec Święty chwilę
się zamyślił, po czym dodał, że sobie ją przypomina jako dobrą organizatorkę.
Napisał też krótki list z podziękowaniem: "W jej osobie może wiele wychowawczyń
i wychowawców odnajdzie wzór dla swej pracy z młodzieżą współczesną. Duch Święty
czuwa w Kościele i powołuje do świętości ludzi na aktualne czasy". Do ks. prof.
Misztala dodał też: "Śpieszcie się z tym procesem, póki ja żyję". Ojciec Święty
odszedł, ale proces Anny Jenke się toczy i mamy nadzieję, że z Nieba błogosławi
tej sprawie Jan Paweł II.
Co łączy te dwie postaci?
– Najkrócej mówiąc, ogromna żarliwość w zdobywaniu dusz dla Chrystusa. Ojciec
Święty jako ksiądz, biskup i Papież ciągle był zatroskany o prowadzenie ludzi do
Boga. Anna jako wychowawca, nauczyciel nie ograniczała się jedynie do
przekazywania wiedzy z języka polskiego, ale organizując z księżmi dni skupienia
czy rekolekcje, troszczyła się o kształtowanie postaw młodzieży. Te dwie postaci
łączy także bezgraniczne zaufanie Matce Bożej. "Totus Tuus" odzwierciedlało
życie Jana Pawła II, który wszystko oddał w ręce Maryi. Z kolei dewizą i treścią
przewodnią życia Anny było: "Bez Matki Najświętszej nic nie zaczynać, z Nią
wszystko się uda".
Co to znaczy dotykać tajemnicy świętości Papieża?
– Źródłem świętości jest Bóg. Dotykać tajemnicy świętości, to dotykać daru Boga,
Jego łaski, która działa w duszy człowieka. Każdy z nas, mając wolną wolę, może
odrzucić ten dar, ale może go przyjąć i współpracować z łaską. W tym wypadku
Sługa Boży całkowicie oddał się, podporządkował działaniu łaski Bożej,
dokładając swój wysiłek. To otwarcie się na Pana Boga bez najmniejszych
zastrzeżeń, gotowość pełnienia Jego woli zawsze i we wszystkim: w powodzeniach,
sukcesach, ale i w cierpieniach, czyli i w życiu, i w umieraniu, to jest to
całkowite oddanie się Bogu.
Czy jest jakieś słowo, gest Papieża, który Siostra wciąż pamięta?
– Trudno wskazać na jeden gest czy słowo, bo było ich tak wiele. Jednak to, co
przykuło moją uwagę od początku, to fakt, że Ojciec Święty miał dar zauważania
drugiego człowieka. Zatrzymywał się przy każdym, skupiał uwagę, wzrok na
konkretnym człowieku, jakby on był jedyny. Mało tego – promieniował swoją
osobowością na drugiego człowieka.
Dziękuję za rozmowę.
