Będziemy skuteczniejsi

Z wiceprezes PiS, poseł Beatą Szydło rozmawia Mariusz Bober

Wkrótce czekają nas wyższe podatki. Czy są jeszcze szanse na odrzucenie
rządowego projektu ustawy o finansach publicznych, zwiększającego m.in.
maksymalną stawkę VAT do 25 procent?

– Nie mam złudzeń, że zostanie on przyjęty. Udało nam się doprowadzić do
usunięcia zapisów dotyczących włączenia Lasów Państwowych do sektora finansów
publicznych. Pozostał jednak bardzo zły zapis dotyczący podniesienia podatku
VAT. Poza tym kuriozalne jest umieszczanie w takiej ustawie konkretnych stawek
podatkowych. Przecież jest specjalna ustawa o VAT. Jeżeli rzeczywiście – jak
zakłada ustawodawca – zostałyby przekroczone progi ostrożnościowe [określają
dopuszczalne poziomy zadłużenia sektora finansów publicznych oraz nakładają
obowiązek określonych interwencji władz w takiej sytuacji – przyp. red.] i
byłaby konieczność podniesienia stawek podatku od towarów i usług, to powinno
się to odbywać każdorazowo poprzez debatę sejmową i zmiany ustawy o VAT. Jeśli
zaś rząd zdecydował się na to w formie zapisu w ustawie o finansach publicznych,
według mnie oznacza to, że podniesienie podatku od towarów i usług do
maksymalnej, 25-procentowej stawki, jest przesądzone. Widać wyraźnie, że rząd
nie ma długofalowego planu obniżenia deficytu finansów publicznych i zadłużenia
państwa, więc będzie próbował zwiększyć dochody poprzez podwyżkę podatków. Co
prawda w ustawie znajduje się zapis, że od 2014 r. będzie powrót do niższych
stawek VAT, ale pytam: a co się stanie, jeśli do tego czasu sytuacja finansowa
państwa nie poprawi się?

A PiS ma na to pomysł?
– Przede wszystkim do problemu należy podejść systemowo. Przez trzy lata nie
doczekaliśmy się ze strony obecnego rządu żadnej systemowej próby reformy
finansów publicznych. Dyskutowany obecnie projekt ustawy o finansach publicznych
minister finansów Jan Vincent-Rostowski nazywa konsolidacją finansów
publicznych, ale to nieprawda. O jakiej konsolidacji możemy mówić, gdy rządowy
projekt opierał się jedynie o włączenie Lasów Państwowych do systemu finansów
publicznych? A przecież poza tym systemem wciąż pozostaje ogromna liczba
rządowych agencji, funduszy, do których jest wypychane zadłużenie budżetu
państwa. Najlepszym przykładem jest Fundusz Drogowy…

Jak ograniczyć zadłużenie i deficyt? Wyborcy będą oczekiwać przedstawienia
konkretnych pomysłów, tym bardziej że zbliżają się wybory parlamentarne.

– Na pewno potrzebna jest konsolidacja finansów publicznych, ale nie w takiej
formie, jaką proponuje minister Rostowski, tylko w postaci zmiany systemowej.

Co to w praktyce oznacza?
– Możemy rozmawiać o tym, mając szczegółowe dane. Ogólnodostępna wiedza na temat
stanu finansów publicznych jest niewystarczająca. Potrzebne są szersze
informacje o realnej kondycji finansowej państwa. Na pewno w ramach konsolidacji
finansów należałoby ograniczyć liczbę funduszy i agencji finansowanych z
budżetu…

Czyli zlikwidować większość z nich lub wstrzymać dla nich finansowanie?
– Zapewne tak. Ważne byłoby jednak również zwiększenie przejrzystości wydawanych
przez nie środków publicznych. Ponieważ aż 80 proc. naszego budżetu stanowią
tzw. wydatki sztywne, należy przede wszystkim skupić się na zmianach
systemowych, ponieważ tylko one pozwolą na zaoszczędzenie naprawdę dużych
pieniędzy. Dlatego obecne działania rządu przypominają raczej "gonienie
króliczka" w postaci nagłaśniania niewielkich oszczędności, bo rząd nie chce się
zdobyć na zmiany systemowe.

Jakie fundusze czy agencje rządowe należałoby pozbawić publicznych pieniędzy?
– To właśnie dyskusja na temat zmian systemowych w finansach publicznych.
Najlepszym przykładem jest tzw. Fundusz Drogowy. Tak naprawdę to po prostu
rachunek bankowy, na którym księgowane są pieniądze przeznaczane na inwestycje
drogowe, w tym oczywiście kredyty. Wynik tego funduszu nie wpływa na stan
zadłużenia budżetu państwa, ale to tylko pozory. W rzeczywistości zadłużenie
funduszu jest spłacane z pieniędzy podatników. Tym samym ulegamy złudzeniu, że
deficyt budżetu jest niższy niż w rzeczywistości. Zaburza to przejrzystość
finansów publicznych. Takich przykładów można podawać dużo więcej. W naszym
kraju musi się odbyć rzeczowa dyskusja na temat tego, w jaki sposób zreformować
finanse publiczne.

Gdzie jeszcze można znaleźć realne oszczędności?
– Należy dokonać przeglądu wszystkich zadań, które obecnie są zapisane w
budżecie państwa. Czas też pomyśleć o budżecie zadaniowym, który będzie jasno
określał cele i pozwalał na rzetelne planowanie wydatków państwa, dokonanie
realnych oszczędności, ale też sprawdzanie efektywności jego realizacji.
Kolejna, ale ściśle związana z tym sprawa, to reforma systemu emerytalnego.
Obecnie staje się on coraz większym naszym problemem z dwóch powodów: problemów
budżetowych oraz niepewności co do możliwości jego utrzymania. Polacy coraz
częściej zastanawiają się – co się stanie z naszymi emeryturami.

Nad przygotowaniem konkretnych propozycji w tej sprawie pracuje dwoje
ministrów obecnego rządu – Michał Boni i Jolanta Fedak, proponując całkowicie
różne pomysły. Jakie stanowisko w tej sprawie ma PiS?

– My już ponad rok temu zaproponowaliśmy, by Polacy sami mogli wybierać, czy
chcą być w ZUS, czy w OFE…

To samo mówi minister Fedak…
– Nasze pomysły są zbieżne w wielu momentach i można szukać wielu punktów
wspólnych. Różnimy się jednak w pewnych szczegółach i założeniach.

Nie uważa Pani, że realizacja tych pomysłów mogłaby oznaczać koniec OFE, jak
ostrzega część ekspertów? Ich zdaniem, to nieporozumienie i trzeba raczej
dokończyć reformę emerytalną niż ją zakończyć.

– Zgadzamy się: reforma nie została dokończona i stąd bierze się wiele obecnych
problemów naszego systemu emerytalnego. Ale dziś Polaków nie stać już na to, aby
pójść drogą określoną ponad 10 lat temu. To, co proponuje minister Boni, jest
dla nas zbyt kosztowne. Jednak zdajemy sobie sprawę, że powrót do poprzedniego
systemu – oszczędzania jedynie w ZUS – nie ma uzasadnienia. Jeśli zaś chodzi o
OFE, zwracamy uwagę, że należy wzmocnić bezpieczeństwo zgromadzonych tam
funduszy na nasze przyszłe emerytury. Będziemy na ten temat wkrótce rozmawiać z
minister Jolantą Fedak. Niedługo złożymy też nasz projekt ustawy w sprawie
reformy emerytalnej. Mam nadzieję, że zostanie przeprowadzona dyskusja w tej
sprawie.

Liberalna PO chce załatać dziurę budżetową i dług, przede wszystkim
zwiększając podatki. PiS ma lepsze pomysły?

– Tak. Musimy w inny sposób doprowadzić do wzrostu dochodów państwa. Sposobem na
to jest m.in. uproszczenie i ujednolicenie systemu podatkowego oraz poprawienie
ściągalności podatków. Rząd chce zwiększyć stawki podatku VAT, który jest jednym
z najsłabiej ściągalnych obciążeń fiskalnych. Kolejny sposób to polepszenie
warunków prowadzenia działalności gospodarczej w Polsce.

Poprzez jakie mechanizmy?
– Poprzez poprawę opłacalności prowadzenia działalności gospodarczej zwłaszcza
dla małych i średnich firm. Chodzi o to, by zmniejszyć koszty zatrudniania
pracowników.

W jaki sposób?
– Być może należałoby rozważyć obniżenie wysokości niektórych składek na ZUS.
Jeśli małym i średnim przedsiębiorcom łatwiej będzie zatrudniać pracowników, to
jednocześnie zwiększymy wpływy z PIT i CIT, a także składki na ZUS i obniżymy
bezrobocie! Ta machina będzie też nakręcała koniunkturę. Wszyscy wiedzą, jak to
można zrobić. Rząd jednak nie zdecydował się na to, bojąc się zrazić do siebie
pewne grupy społeczne. Z drugiej strony chodzi o to, by poprawić egzekwowanie
przestrzegania prawa pracy, np. poprzez wzmożenie kontroli. Według naszych
danych, ok. 30 proc. pracowników w Polsce nie otrzymuje na czas wynagrodzenia.
Co prawda minister Rostowski twierdzi, że problem ten dotyczy jedynie 10 proc.
pracowników. Ale ta liczba nie obejmuje Polaków zatrudnionych "na czarno", a
jest ich bardzo dużo. Przygotowujemy obecnie program gospodarczy oparty na
przyjętym podczas ubiegłorocznego kongresu PiS w Krakowie. Na wiosnę ogłosimy go
oficjalnie. Mogę już jednak powiedzieć, że będzie zawierał trzy podstawowe
elementy: poprawę warunków prowadzenia w Polsce działalności gospodarczej,
wzmocnienie polityki prorodzinnej oraz uzdrowienie finansów publicznych.

Tnąc wydatki budżetowe, można podciąć zdolności Polski do wykorzystania
funduszy unijnych. Jak tego uniknąć? To sprawa ważna, tym bardziej że za kilka
lat mogą się one znacznie zmniejszyć, bo UE nie przyjęła budżetu 7-letniego…

– To bardzo zła wiadomość dla Polski, bo będziemy mieli problem z realizacją
unijnego programu spójności, który jest dla nas najistotniejszy, a z drugiej
strony uderzyłoby to np. w dopłaty dla rolników. To spowoduje, że nasz budżet
może znaleźć się w jeszcze trudniejszej sytuacji niż obecnie. Dlatego uważam, że
może dojść do przekroczenia progów ostrożnościowych. Poważnym problemem dla nas
będzie też wzrost zadłużenia samorządów. Bo jeśli będą chciały wykorzystać
fundusze z UE (co wymaga zapewnienia wkładu własnego), zostaną zmuszone do
ograniczenia innych wydatków. W efekcie albo będą ograniczały wydatki sztywne –
np. oświatowe, albo będą rezygnowały z realizacji inwestycji. Aby tego uniknąć,
należałoby dokonać reform, o których mówiłam, a których ciągle nie ma. Uważam,
że konieczna jest zmiana ustawy o dochodach jednostek samorządu terytorialnego
oraz stworzenie mechanizmu pozwalającego pozyskiwać samorządom fundusze na
realizację inwestycji. Takie rozwiązania funkcjonują w wielu krajach, np. we
Francji samorządy mogą odliczać VAT ze zrealizowanych inwestycji, pod warunkiem
że te pieniądze przeznaczą na kolejne inwestycje. Rząd zaczął wypowiadać się o
tym, że chciałby je omówić z opozycją. Byłoby dobrze, gdyby tak się stało, tym
bardziej że zbliżają się wybory parlamentarne.

Jakie kroki należy podjąć, by ofiarą wojny z zadłużeniem nie padła polityka
prorodzinna?

– Jesteśmy przeciwni oszczędzaniu na polityce prorodzinnej i społecznej. To nasz
priorytet. Wkrótce przedstawimy konkretne rozwiązania podatkowe dla rodzin.
Wzorując się trochę na modelu francuskim, chcemy dać rodzinom możliwość
rozliczania się z podatku wspólnie z dziećmi. Musimy w Polsce zmienić sposób
myślenia. Wsparcie rodziny, postawienie na rozwój gospodarczy, w którym ważnym
elementem jest przedsiębiorczość Polaków, to właśnie te elementy, które w
dłuższej perspektywie mogą okazać się dla naszego kraju zbawienne.

Ale wtedy zniknęłaby ulga na dzieci?
– Obecnie prowadzimy konkretne wyliczenia, ponieważ musimy także uwzględniać
sytuację budżetu państwa.

Konkretny program wymaga konkretnych ludzi, którzy wcielaliby go w życie.
Którzy politycy PiS odpowiadają za poszczególne dziedziny i mogliby być
potencjalnymi ministrami w przypadku zwycięstwa w wyborach?

– Sądzę, że w tym momencie nie tyle ważne są nazwiska, co właśnie program.
Program Prawa i Sprawiedliwości przyjęty na kongresie w Krakowie daje Polsce
dobrą perspektywę rozwoju. Jesteśmy przygotowani do rządzenia. Nasi eksperci
pracują nad szczegółowymi rozwiązaniami. Prawo i Sprawiedliwość jest gwarantem
dobrych zmian w Polsce i dla Polaków. Nazwisk potencjalnych ministrów wymieniać
nie będę, bo to przywilej przyszłego szefa rządu. Jedno nazwisko podam –
premierem będzie Jarosław Kaczyński.

Czym PiS zamierza przekonać do siebie wyborców?
– Właśnie programem. Wiadomo, że PiS jest partią, dla której zasady, szacunek
dla uczuć religijnych, rodzina i gospodarka są bardzo ważne. Już podczas wyborów
samorządowych byliśmy jedynym ugrupowaniem, które pokazywało program, choć może
w związku z różnymi wydarzeniami umknęło to niektórym mediom, a niektóre zapewne
specjalnie go przemilczały.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj