Wygrała demokracja
Szacunki szacunkami, ale warto pamiętać również o spiżowym spostrzeżeniu
Józefa Stalina, że mniej ważne jest – kto głosuje, a ważniejsze – kto liczy
głosy. Zatem kiedy po wyborach samorządowych głosy zostały już policzone, możemy
powiedzieć, że wszyscy wygrali i każdemu należy się nagroda. Oczywiście wedle
stawu grobla – jednym prawdziwa, a drugim – co najwyżej nagroda pocieszenia – że
przynajmniej posmakowali sobie demokracji, jako że na tym świecie pełnym złości
nie tylko nie ma rzeczy doskonałych, ale również – co przenikliwym umysłem
spenetrował filozof Tadeusz Kotarbiński – wiele rzeczy w ogóle nie istnieje.
Jako ateista, czyli teofob, prof. Kotarbiński twierdził nawet, że nieistnienie
jest atrybutem zaszczytnym, przysługującym m.in. Bogu i sprawiedliwości.
Myślę, że Pan Bóg ma z tych wszystkich filozofów sporo uciechy, ale i oni nie
są tak całkiem pozbawieni racji, bo sprawiedliwość rzeczywiście nie istnieje.
Istnieją tylko niezawisłe sądy i niezależna prokuratura, które ze
sprawiedliwością nie mają oczywiście nic wspólnego. Więc wygrali przede
wszystkim ci, którzy na najbliższe cztery lata przejdą na utrzymanie
Rzeczypospolitej i w zamian za to będą przychylać nam nieba. Niebo, jak wiadomo,
jest bezcenne, więc nawet jego chwilowe przychylenie wyjaśnia przyczyny, dla
których samorządy terytorialne zadłużają się w takim samym tempie jak nasz
nieszczęśliwy kraj, na którego czele postawiony został przez Siły Wyższe pan
prezydent Bronisław Komorowski. Co to będzie, jeśli unijni płatnicy netto,
którzy już dzisiaj, tzn. po ratyfikacji traktatu lizbońskiego, "nie chcą w ogóle
rozmawiać o finansowaniu rozmaitych europejskich polityk", zamkną kurek z
pieniędzmi? Pan minister Mikołaj Dowgielewicz buńczucznie twierdzi, że Polska na
to "nie pozwoli", ale myślę, że ta opinia ma mniej więcej taki sam ciężar
gatunkowy, jak zapewnienia prof. Kotarbińskiego, że Pan Bóg nie istnieje.
Jeszcze na ratowanie Irlandii 100 miliardów euro się znalazło, ale jeśli o
podobną pomoc poprosi Portugalia i Hiszpania, to dla naszego nieszczęśliwego
kraju może już nie wystarczyć.
Wszystko to, ma się rozumieć, zostanie nam objawione w stosownym czasie, a na
razie cieszymy się, że "wygrała demokracja", to znaczy – że wygrały cztery
partie tworzące coraz lepiej uszczelnianą przez pierwszorzędnych fachowców
fasadę naszej młodej demokracji. Wygrała Platforma Obywatelska, bo uzyskała
najlepszy wynik w wyborach do sejmików wojewódzkich. Wygrało PiS, bo wprawdzie
uzyskało wynik gorszy od PO, ale uzyskałoby znacznie lepszy. "Gdyby nie ta
zaplanowana, perfidna, przeprowadzona z premedytacją akcja, my byśmy te wybory
wygrali. Gdyby nie ci ludzie, mielibyśmy zwycięstwo" – powiedział prezes
Kaczyński. Kto perfidną akcję zaplanował, kto się "tymi ludźmi" posłużył –
możemy się domyślać, że Siły Wyższe, które naszą polityczną sceną zza kulis
sterują, ale przecież na tym pytania się nie kończą, bo skąd właściwie "ci
ludzie" w Prawie i Sprawiedliwości się wzięli? Kto ich porobił ministrami,
posłami, europosłami? Pozory wskazywałyby na prezesa Kaczyńskiego, którego
przywództwo w PiS było i jest niekwestionowane, ale czyż to w ogóle być może?
Już prędzej, no i oczywiście uprzejmiej przypisać ich obecność i karierę w
Prawie i Sprawiedliwości intrydze tych samych Sił Wyższych. A to ci dopiero
siurpryza! Ciekawe, ilu "tych ludzi" jeszcze w PiS pozostało i czy na przykład w
imię zwycięstwa demokracji zagłosują za nowelizacją Konstytucji, zgłoszoną przez
prezydenta naszego nieszczęśliwego kraju. Bo co do tego, że wygrało Polskie
Stronnictwo Ludowe, nie może być najmniejszych wątpliwości. Nawet samemu
prezesowi Pawlakowi zaparło dech z wrażenia. Domyślam się, że zwłaszcza w
momencie, gdy uświadomił sobie korzyści płynące ze stuprocentowej zdolności
koalicyjnej Stronnictwa, co znakomicie wyraża ludowe przysłowie, iż pokorne
cielę dwie matki ssie. Te "dwie matki" to oczywiście nasz nieszczęśliwy kraj, no
i Unia Europejska – dopóki cokolwiek będzie tam z niej ciurkało. A tuż za
szerokimi plecami PSL – Sojusz Lewicy Demokratycznej – Wielka Nadzieja
Czerwonych, bez którego realizacja strategicznego partnerstwa NATO z Rosją, w
którym siłą rzeczy będzie musiał uczestniczyć i frycowe zapłacić nasz
nieszczęśliwy kraj. I który lepiej od innych nadaje się do przeforsowania
również nad Wisłą ideologii, w pozostałych krajach Unii Europejskiej już od
dawna obowiązującej powszechnie i bez zastrzeżeń – niczym marksizm w Związku
Radzieckim.
Stanisław Michalkiewicz
