Łączy nas kultura
Poza granicami Polski żyje około 15 milionów Polaków. To blisko jedna trzecia
całego Narodu. Poza Irlandią i państwem Izrael żaden naród – w stosunku
procentowym – nie ma takiego wychodźstwa, takiej diaspory. Od końca XVIII w.
krwiobieg Narodu Polskiego obejmował wiele krajów. Nasz hymn narodowy to pieśń
wojska utworzonego za granicą, zmierzającego z ziemi obcej do Polski. Kultura
polska od przeszło dwóch wieków oddychała dwoma płucami: kraju i emigracji.
Całymi latami – pełniej i swobodniej na emigracji.
Emigracja stała się kondycją, etosem, losem tysięcy, a potem milionów Polaków.
Losem często trudnym, bolesnym, przeżywanym wśród rozterek, a nawet wyrzutów
sumienia. Długi jest wykaz kolejnych fal emigracji, wśród których przeplatały
się fale emigracji żołnierskich, zarobkowych, politycznych. Pewne jest, że i
najwybitniejsi emigranci, i emigranci jako zbiorowość uczestniczyli przez wieki
w określaniu, co jest istotą polskości. Uczestniczyli w narodowej kulturze.
Przechowywali ją i tworzyli. Ci ludzie, i miliony innych, nie uciekali od
Polski, od polskości. Oni ją zabierali ze sobą. W stałym dążeniu, aby Polsce
nadal służyć. Aby pomnażać jej kulturę. Aby ją budować politycznie i
gospodarczo.
Cele, blaski i cienie tworzenia na emigracji
Emigracyjni twórcy i działacze kulturalni czują się częścią materii polskiej
kultury i sztuki, i rzeczywiście do niej należą. Wynika z tego, że pragną
czynnie uczestniczyć w jej dziejowym rozwoju przez swoje dzieła, chcą być
traktowani jako jej część, bez podziałów – tu kraj, a tu emigracja. Pragną
przekazywać wartości polskiej kultury i sztuki swoim środowiskom polonijnym,
zwłaszcza młodemu pokoleniu. Zwracają się do widowni, która składa się z
Polaków, z ludzi identyfikujących się jako obywatele jakiegoś kraju, ale
polskiego pochodzenia, oraz z obcokrajowców zainteresowanych Polską i jej
kulturą. Zarazem pragną dzielić się polskimi wartościami, ideami i dziełami z
obcymi – z czytelnikami, widzami, słuchaczami w krajach swego osiedlenia. To
ogromny, trudny, a zarazem bardzo konkretny program.
W trakcie jego realizacji napotykamy liczne trudności, ograniczenia i bariery.
Należy je wymienić, choć uczynię to z pewnym zażenowaniem, ale trzeba się
dzielić informacjami.
Po pierwsze, należy powiedzieć coś, co jest oczywiste na emigracji, ale może nie
jest tak jasne w kraju. Cała praca, jaką wykonujemy, zarówno w ramach różnych
organizacji czy stowarzyszeń, jak i nasza praca indywidualna, własna – to jest
praca bezpłatna wolontariuszy, hobbystów; praca miłośników kultury i twórców
sztuki przekonanych o obowiązku pomnażania danego od Boga talentu. Niezmiernie
rzadko otrzymujemy wynagrodzenie, stanowiące raczej niewielki zwrot poniesionych
przez nas kosztów, a już zupełnie wyjątkowo coś na tym zarabiamy. Przeważnie
sami płacimy za artystyczne i społecznikowskie pasje – jak np. poeci sami
finansujący wydawanie własnych tomików albo instruktorzy tańca, którzy dokupują
w czasie wizyty w kraju kostiumy dla zespołu. Bardzo rzadko ktoś nam zwróci za
benzynę na dojazd na próby, a zupełnie wyjątkowo znajdziemy sponsora podróży
lotniczej, aby pokazać gdzieś nasze przedstawienie.
Takim sponsorem bywa "Wspólnota Polska" – wiemy o tym i wyrażamy jej gorącą
wdzięczność. Pamiętamy wszyscy miłość i pomoc, jaką otaczali kulturę emigracyjną
prezesi Stowarzyszenia "Wspólnota Polska", nieodżałowanej pamięci profesor
Andrzej Stelmachowski i poległy pod Smoleńskiem Maciej Płażyński. Mecenasem,
zwłaszcza uczonych i pisarzy, bywa Fundacja Kościuszkowska. Szczodre są liczne
instytucje i stowarzyszenia emigracyjne. Pomocy organizacyjnej i lokalowej, a
także – w miarę środków – finansowej, udzielają twórcom emigracyjnym także
polskie placówki dyplomatyczne i Instytuty Kultury Polskiej. Wiemy o tym.
Pamiętamy. Wyrażamy im wszystkim gorącą wdzięczność.
Po drugie, trzeba jasno poinformować o czymś zresztą również oczywistym, że z
reguły nasze prace twórcze, nasze działania na polu kultury wykonujemy po
godzinach, jako zajęcia dodatkowe w codziennych zawodowych obowiązkach.
Wykonujemy je po pracy. Tak, "po pracy" robimy to, co cenimy i kochamy
najbardziej. A to przekłada się na dodatkowe godziny pracy, na dodatkowe
dojazdy, na notorycznie zarywane noce.
Po trzecie, poza wyjątkami – takim chlubnym odstępstwem jest np. Polski Ośrodek
Społeczno-Kulturalny w Londynie – nasze zespoły teatralne, taneczne, wokalne nie
mają swych stałych siedzib. Błąkają się po wynajmowanych ad hoc pomieszczeniach
na próby. Wynajmują za ogromne (ogromne dla nas) pieniądze sale na występy.
Po czwarte, musimy się stale ubiegać o sponsorów, o dawców ogłoszeń do programów
naszych występów, przedstawień, koncertów, festiwali filmu polskiego, do
książek, do wystaw. Wiemy zresztą, że i w Polsce ubieganie się o granty to
obecnie cała duża działka pracy twórców i działaczy kultury. W wielu miejscach
na świecie polonijni twórcy i polonijne zespoły mają przyjaciół, darczyńców,
życzliwych mecenasów. Spośród bardzo wielu pragnę wymienić choć jednego,
Zygmunta Dyrkacza z Chicago, który – nie trąbiąc o tym – bardzo często z własnej
kieszeni honoruje występujących w jego teatrze artystów z Polski, z Ameryki.
Naszych dobrodziejów chciałbym zapewnić, że ogromnie sobie cenimy ich pomoc.
Jednakże wszyscy wiemy, że pomoc ta zapewnia z reguły tylko minimum egzystencji,
a pewnego typu przedsięwzięcia artystyczne czy działania kulturalne są po prostu
w ogóle niemożliwe – jak np. przygotowanie większej inscenizacji teatralnej, o
skali, która w zawodowym, państwowym czy miejskim teatrze w kraju jest normą.
Trzeba przyznać, że niektórzy twórcy, niektóre zespoły otrzymują niekiedy pomoc
ze źródeł krajowych – od Wspólnoty Polskiej, od Senatu RP. Jest to bardzo cenne.
Ale jest tego doprawdy za mało. Znam osobiście polskich artystów, którzy tak
boleśnie zderzyli się z odmowami pomocy ze strony instytucji czy organizacji
krajowych, że po prostu zerwali w ogóle wszelką współpracę z Polską. Są to
wielkie straty dla polskiej kultury i sztuki. Remedium na tym polu byłoby
zapraszanie, uzupełnianie krajowych komisji przyznających granty czy stypendia o
autorytety z kręgów emigracyjnych, ludzi, którzy mieliby zapewne dobre
rozeznanie, komu warto w jakimś projekcie dopomóc. Tych cieni naszej pracy jest
więcej. Ale nie zagłębiajmy się w krainę cienia.
Czas mówić o blaskach, o radościach, o satysfakcjach. Jest ich wiele. Płyną one,
po pierwsze, z bliskiego, częstego, osobistego obcowania z polską sztuką, polską
kulturą. Jakaż jest satysfakcja nauczyciela z wysłuchania pięknego polskiego
wiersza w wykonaniu ucznia, który jeszcze niedawno kaleczył język. Jakaż radość
choreografa, którego zespół oddał nie tylko krok, ale i charakter polskiego
ludowego tańca. Jakież wzruszenie poety emigracyjnego czytającego swe wiersze
słuchaczom na spotkaniu autorskim w kraju, wyczuwającego gorący rezonans sali –
wiem, że tak działo się ostatnio w czasie poetyckiego tournee po kraju Adama Lizakowskiego, barda Chicago. Jego spotkania z czytelnikami były jednym z
dowodów i przykładów rozumienia się twórcy emigracyjnego z czytelnikiem krajowym
– bo na emigracji rozumiany jest on świetnie. Jakże cieszy się dramatopisarz
emigracyjny, którego sztuki grane są dla widzów emigracyjnych, ale także w
Polsce. Możemy się radować i chlubić działaniem polskich zespołów, instytucji,
programów – jest Polski Instytut Teatralny w Nowym Jorku Janiny Katelbach (Niny
Polan), jest Teatr Nowotarskiej w Toronto, grający w Kanadzie i Stanach
Zjednoczonych, docierający do Londynu, Paryża, Wiednia, Krakowa, Warszawy,
Rzeszowa; ostatnio do Brazylii. Są festiwale pamięci narodowej, jak ten
organizowany przez Andrzeja Gołębiowskiego w Buffalo i festiwale filmów polskich
– w Chicago i Buffalo, w Berlinie i Sztokholmie. I tyle innych działań,
inicjatyw.
Trzeba sobie jasno uświadomić, że kultura jest najważniejszym wspólnym układem
komunikacyjnym pomiędzy krajem a emigracją. Jest bardzo ważne, aby ten kanał był
drożny.
Postulaty i marzenia
Dla mieszkańców kraju i z ich udziałem funkcjonują wspaniałe instytucje kultury
– jest Zamek Królewski, Muzeum Narodowe i Muzeum Powstania Warszawskiego, jest
Biblioteka Narodowa, Wawel, Łańcut, Filharmonia Narodowa, są Teatry Narodowe w
Warszawie i Krakowie oraz Opera Narodowa itd. Te instytucje narodowej kultury są
dotowane przez państwo.
A gdzie i jakie są polskie instytucje kultury działające na rzecz Polaków
zamieszkałych za granicą? Ani polscy twórcy, ani odbiorcy spoza kraju nie
korzystają z polskiego mecenatu państwowego w takiej mierze, na jaką zasługują.
Choć nikt zapewne nie myśli o podziale narodowego budżetu na kulturę w stosunku
dwie trzecie dla kraju i jedna trzecia dla emigracji, to jednak może warto
zastanowić się poważnie nad jakąś radykalną poprawą sytuacji finansowej
"Wspólnoty Polskiej". A może należałoby pomyśleć nad stworzeniem w jej ramach
Instytutu Kultury Polskiej Emigracji?
Chodziłoby o szersze programy stypendialne dla pisarzy emigracyjnych, dla
utalentowanej polonijnej młodzieży, o bardziej znaczące dofinansowanie
publikacji książek autorów emigracyjnych, o zakupy obrazów, o dotacje na
realizacje widowisk, koncertów, festiwali itp.
Nieraz słyszałem głosy, że skoro emigranci nie płacą podatków w kraju (bo płacą
je w państwach swego osiedlenia), to nie powinni się upominać o pomoc finansową
z kraju. W ogóle! Zarazem słyszałem głosy domagające się uznania faktu, że z
emigracji płynęły i wciąż płyną do kraju ogromne sumy – inwestowane, przywożone,
przesyłane, darowane. Wzbogacają one kraj i napędzają jego gospodarkę, nie jest
więc sprawiedliwe wobec emigrantów ignorowanie tych "dotacji" w prowadzeniu
"rozliczeń" pomiędzy krajem a emigracją.
Są to dwa skrajne stanowiska. Chcąc je jakoś wyważyć, można jednak stwierdzić,
że emigracja słusznie oczekiwałaby powiększenia budżetu "Wspólnoty Polskiej"
oraz takich działań, jak np. wzięcie przez Muzeum Narodowe w Warszawie pod swoje
skrzydła Muzeum Emigracji w Chicago, stworzonego kiedyś przez jednego z
najbardziej ofiarnych działaczy polonijnych Mieczysława Heimana. Publiczność
emigracyjna we wszystkich krajach niewątpliwie poparłaby z entuzjazmem powołanie
objazdowego (objeżdżającego cały świat) Polskiego Teatru Narodowego na
Emigracji, a w "planie minimum" wpisanie do statutowych zadań Teatrów Narodowych
w Warszawie i Krakowie oraz Opery Narodowej regularnych występów poza granicami
kraju. Warto wysuwać takie postulaty w trosce o kulturę i sztukę polską na
emigracji, a po prostu: w trosce o polską kulturę i sztukę.
Fragmenty referatu wygłoszonego na ogólnoświatowym Forum Twórców i Działaczy
Kultury Polonijnych w Rzeszowie 9 października 2010 roku.
Prof. Kazimierz Braun
Kazimierz Braun jest pisarzem, reżyserem i uczonym, autorem wielu książek
historycznych oraz powieści i dramatów. Był dyrektorem Teatru Współczesnego we
Wrocławiu i wykładał na Uniwersytecie Wrocławskim. Obecnie jest profesorem
Uniwersytetu Stanu Nowy Jork.
