Zeznań nie można wycofać
Z senatorem Zbigniewem Cichoniem, pełnomocnikiem rodzin: śp. senatora
Stanisława Zająca i prezesa IPN Janusza Kurtyki – ofiar tragedii smoleńskiej,
rozmawia Mariusz Kamieniecki
W protokołach zeznań rosyjskich kontrolerów ze Smoleńska: płk. Pawła Plusnina
i mjr. Wiktora Ryżenki, są istotne rozbieżności. W jednym z nich brakuje
fragmentu, w którym płk Plusnin przyznaje, że celowo podał polskiej załodze
zaniżoną widzialność.
– Wprowadzanie w błąd pilotów co do usytuowania samolotu w każdej sytuacji jest
nadużyciem, niedopełnieniem obowiązku rzetelnego informowania załogi, co ma
zasadniczy wpływ na bezpieczeństwo lotu. Jeżeli zaś chodzi o kwestie
rozbieżności w zeznaniach, to powstaje pytanie, komu dać wiarę. Jest to problem,
przed którym stają prowadzący śledztwo, a także sądy, które sprawę rozpoznają.
Powinno być postępowanie wyjaśniające w tej sprawie?
– Przede wszystkim powinna być zarządzona konfrontacja obu kontrolerów ze
Smoleńska, których zeznania co do tej samej okoliczności są rozbieżne. To jest
ogólnie przyjęta i stosowana zasada, która w tej sytuacji powinna być
uwzględniona.
Rosjanie unieważnili jednak zeznania.
– Jest to niedopuszczalne, bo nie ma takiego trybu. Zeznania można uzupełnić,
ale nie wycofać. Dlatego tę sprawę powinny wyjaśnić organy, które prowadzą
postępowanie, a więc strona rosyjska. Również nasza prokuratura, która prowadzi
samodzielne śledztwo, ma takie uprawnienia i powinna z nich skorzystać. Strona
polska powinna też domagać się przesłuchania rosyjskich kontrolerów, a także
sporządzenia protokołu konfrontacji.
Jak ocenia Pan tryb przekazania wniosku o unieważnienie zeznań i przesłania
nowych wersji?
– Dotychczasowe działania związane z prowadzeniem śledztwa wskazują co najmniej
na niedowład strony rosyjskiej. Dlatego sytuacje te trudno uznać za wpisujące
się w ramy działającego poprawnie państwa prawa.
Polscy śledczy powinni w ogóle brać pod uwagę "korekty" rosyjskich
protokołów?
– Polska prokuratura nie jest zobowiązana do brania pod uwagę skorygowanego
materiału, ale powinna uwzględniać wcześniejsze zeznania kontrolerów i dochodzić
we własnym zakresie prawdy. Chodzi o to, kto faktycznie zeznał zgodnie z tym, co
zaistniało 10 kwietnia, i skąd te różnice. Trzeba też wziąć pod uwagę różnice
pomiędzy systemami prawnymi Polski i Rosji. W krajach europejskich, według
obowiązujących procedur, świadek jest przesłuchiwany, następnie otrzymuje
protokół z przesłuchania, gdzie może nanieść pewne uwagi, np. kiedy coś zostało
pominięte, przeinaczone czy niedokładnie zaprotokołowane. Zatem mamy tutaj do
czynienia z całą zasadą (standardem) rzetelności protokołowania. Wracając jednak
do rosyjskich kontrolerów, jeżeli wspomnianych uwag nie poczynili podczas
odczytywania protokołu z przesłuchania, to twierdzenie po kilku miesiącach, że
coś tam jest nieprawidłowego, a tym samym unieważnienie tego protokołu i
przedstawianie nowego jest – delikatnie rzecz ujmując – niepoważne.
Ma Pan wątpliwości co do wiarygodności zeznań rosyjskich kontrolerów?
– Trudno nie mieć, gdy po upływie czasu coś ulega zmianie czy unieważnieniu. W
tej sytuacji na miejscu jest pytanie, dlaczego tak się dzieje i czemu to ma
służyć.
Dotychczas rząd nie zadbał o przetłumaczenie źródłowych dokumentów prawnych,
nie udzielił też pomocy rodzinom ofiar w wynajęciu pełnomocników w toczącym się
równolegle śledztwie rosyjskim…
– Obowiązek zapewnienia rodzinom pomocy prawnej jest bardziej obowiązkiem o
charakterze moralnym, a nie prawnym. Rzeczywiście jednak państwo polskie powinno
się zatroszczyć, żeby rodzinom pomóc w znalezieniu pełnomocników na terenie
Rosji. Z pewnością pomogłoby to w dopilnowaniu przebiegu procesu śledztwa, które
tam się toczy. Taki gest rządu i państwa polskiego byłby tu jak najbardziej na
miejscu. Niestety, przynajmniej ja nic na ten temat nie słyszałem.
W trakcie ostatniego spotkania z rodzinami ofiar premier przyznał, że strona
polska nigdy nie występowała do Rosjan w sprawie wypracowania formuły prawnej
pozwalającej nam na maksymalizację wpływu na śledztwo w sprawie katastrofy.
– Bezsprzecznie był to błąd. Nie usprawiedliwia tego twierdzenie premiera Tuska,
który mówi dzisiaj, że zależało mu przede wszystkim na zapewnieniu prawidłowego
funkcjonowania państwa, które utraciło swoich głównych przywódców, począwszy od
prezydenta Lecha Kaczyńskiego, poprzez prezesa NBP i generalicję WP. Również
tłumaczenie, że rząd nie miał planu działania i recepty na wypadek katastrofy
takich rozmiarów, nie usprawiedliwia oddania sprawy w ręce Rosjan. W końcu jest
to rząd, który wziął na siebie odpowiedzialność za państwo polskie nie tylko w
chwilach radosnych, ale także w momentach trudnych, tragicznych. Rząd dysponuje
całym sztabem prawników, doradców, są także specjaliści z różnych dziedzin
prawa, do których można było się zwrócić i podjąć odpowiednie działania, nie
zapominając o polskiej racji stanu. Dla mnie nie do przyjęcia jest np.
stwierdzenie, że był to lot cywilny, o charakterze prywatnym. Zapomina się
natomiast, że wszędzie tam, gdzie jest głowa państwa, jest to lot państwowy, a w
przypadku samolotu wojskowego także lot wojskowy. To poważne niedopatrzenie.
Co Pana najbardziej niepokoi w trybie prowadzenia śledztwa?
– Mój niepokój wzbudza m.in. ogromna ilość dokumentacji, przez którą ciężko
będzie się komukolwiek przebić. Szereg wątpliwości budzi też brak dostatecznych
informacji na temat przebiegu postępowania. Jako prawnik rozumiem, że tam, gdzie
jest konieczne zachowanie tajemnicy śledztwa, sprawa jest poza dyskusją, ale
tam, gdzie nie jest to niezbędne, można by, przynajmniej rodzinom ofiar,
przybliżyć szczegóły dochodzenia. Obecnie rodziny smoleńskie czują się pominięte
i upokorzone. Chciałyby odzyskać chociażby pamiątki po swoich bliskich, jak np.
telefony komórkowe, zegarki czy inne przedmioty, które są dla nich rzeczami
bezcennymi, chociażby ze względów sentymentalnych. W tej sytuacji ludzka
polityka informacyjna polskich władz jest potrzebna zwłaszcza w stosunku do
osób, które przeżyły prawdziwy dramat.
Dziękuję za rozmowę.
