U progu demograficznej zapaści

Hasło Platformy Obywatelskiej w wyborach samorządowych "Nie róbmy polityki.
Budujmy szkoły" w sytuacji, kiedy Polska się wyludnia na znacznych obszarach, a
do szkół trafiają rekordowo niskie roczniki dzieci, musi skłaniać do pytania:
dla kogo chcemy budować te szkoły? I czy na początek nie powinniśmy podjąć
działań, aby dzieci do tych szkół mogły trafić.

Liczba mieszkańców Unii Europejskiej w 2010 r. osiągnęła 501 mln, jednak na
skutek zmian demograficznych udział procentowy populacji Unii w liczbie ludności
świata szybko się zmniejsza – w ciągu ostatnich pięćdziesięciu lat z 13,3 proc.
do 7,3 procent. Klęska demograficzna to wyzwanie dla Polski, która w
przeciwieństwie do Rosji, której udział w liczbie ludności świata spadł z 4 do 2
proc., nie jest w stanie znaleźć adekwatnych środków wsparcia rodzin. Richard
Jackson, Neil Howe i Keisuke Nakashim w artykule "Uwaga, nadchodzą
staruszkowie!", zamieszczonym w październikowym "New York Times", stanowczo
stwierdzają: "Starzenie się ludzkości przestało być odległym problemem, zaledwie
majaczącym na horyzoncie. Demograficzna transformacja, którą obecnie przechodzi
świat, wpłynie na każdą dziedzinę życia".
Skutki starzenia się społeczeństwa są bardzo istotne dla gospodarki i finansów
publicznych zarówno z ekonomicznego, jak i politycznego punktu widzenia.
Powstało wiele rozważań dotyczących powstania nowego rynku "silver market"
(srebrny rynek) i nadchodzących przeobrażeń. Jedną z istotnych opublikowanych
analiz jest raport Nomury: "The Business of Ageing. Older workers, older
consumers: big implications for companies" (Biznes starzenia się. Starsi
pracownicy, starsi konsumenci: duży wpływ na przedsiębiorstwa). O ile na
początku XIX w. przeciętna długość życia wynosiła poniżej 50 lat, o tyle obecnie
ludzie mogą oczekiwać dożycia do 80 lat – czytamy w raporcie. Charakterystyczne
jest to, że w ciągu najbliższych 30-40 lat liczba osób w wieku ponad 60 lat
będzie stanowiła ok. 1/5, a ludzi w wieku ponad 50 lat – 1/3 światowej
populacji. Zjawisko starzenia się społeczeństw jest zróżnicowane terytorialnie.
Kraje, które bardzo szybko się starzeją, to Japonia czy Polska. O ile w Indiach
średnia wieku wynosi 26 lat, na środkowym wschodzie jeszcze mniej – 24 lata, o
tyle w Japonii wynosi 43 lata i wzrośnie aż do 55 lat w 2050 roku. W przypadku
Polski niepokoi tempo procesu starzenia – co dwa lata średnia ta wzrasta aż o
rok.
Zmiany w wieku populacji mają bardzo szerokie implikacje, jeśli chodzi o sposób,
w jaki będzie się rozwijała gospodarka, ponieważ należy oczekiwać szybkiego
wzrostu zarówno liczby starszych pracowników, jak i konsumentów. Będzie to
silnie oddziaływało na przedsiębiorstwa. Należy się liczyć z tym, że wraz ze
starzeniem się społeczeństwa wzrost gospodarczy ulegnie spowolnieniu, liczba
osób w wieku produkcyjnym będzie maleć i nasilą się naciski na finanse publiczne
związane z płatnościami na emerytury i opiekę zdrowotną.
Raport Nomury zauważa, że nawet w krajach wysoko rozwiniętych przedsiębiorstwa
nie są przygotowane na wymogi nowych czasów. Dlaczego? Ludzie mają różne
możliwości adaptacyjne do nowych warunków pracy, które z wiekiem spadają. Pojawi
się zatem konieczność kosztownego doszkalania ludzi starszych, którzy gorzej
przyswajają wiedzę niezbędną do efektywnego wykonywania pracy. Młode, pracujące
generacje oszczędzają, starsze wydają oszczędności. Wzrost populacji ludzi
starszych musi mieć wpływ na stopy procentowe, koszty kapitału, kurs wymiany
walut. Nie jest jednak pewne, czy rynek efektywnie przewiduje te zmiany.

Grozi nam drenaż
Z perspektywy finansów publicznych starzenie się społeczeństwa powoduje znaczący
wzrost kosztów społecznych. Starzejąca się populacja warunkuje konieczność
podnoszenia poziomu systemu opieki zdrowotnej (ludzie starsi potrzebują trzy
razy więcej zabiegów medycznych). Słabością Polski jest brak nowych miejsc pracy
dla młodego pokolenia, przy silnym nacisku na zwiększenie wydajności pracowników
w działających już instytucjach i utrzymanie dotychczasowego poziomu produkcji.
Nie jest też jasne, dlaczego pracodawcy w przyszłości mieliby inwestować w
starszych ludzi, kiedy mogą zatrudnić młodych. Trudno wskazać na mechanizmy,
które w sytuacji wysokiego bezrobocia prowadziłyby do zatrudniania przez
pracodawców ludzi starszych o niższej produktywności. Praca ta musiałaby być
nisko płatna i wiązałaby się z wyższymi kosztami ochrony zdrowia i z wyższą
absencją. Kiedy bierzemy pod uwagę słabość organizacyjną polskich instytucji
gospodarczych, to obawa o możliwość utrzymania miejsc pracy w kraju się nasila.
Gdy jednocześnie słyszymy o oczekiwaniach pracodawców dotyczących np. obniżenia
składek, zwłaszcza przy pracach o niskiej wartości dodanej, to zagrożenie
wydajności systemu finansowego staje się realne.
Pojęcie "starzenie się" w debacie publicznej pojawia się rzadko. W internecie
występuje ono najczęściej w związku z ochroną zdrowia, chirurgią plastyczną,
rzadziej w kontekście miejsc pracy, produktywności. Brak debaty powoduje, że
przedsiębiorstwa nie są przygotowane albo – tak jak w niektórych krajach, np. w
Niemczech – orientują się na zatrudnianie imigrantów kosztem krajów sąsiednich,
co może pogłębić konsekwencje starzenia się ludności w takich krajach jak
Polska.
Proces starzenia się społeczeństw w sąsiadujących ze sobą krajach o tak różnym
poziomie dobrobytu w sytuacji zmniejszania się produktywności osób starszych
musi oznaczać drenaż pracowników do kraju potrafiącego bardziej optymalnie
łączyć kapitał z pracą i z funkcjonowaniem sektora opieki społecznej. Już teraz
Niemcy zgłaszają zapotrzebowanie na blisko 100 tys. pracowników w sektorze
socjalnym, który zajmuje się opieką nad starym pokoleniem niemieckim.
W ciągu 15 lat liczba pracowników u naszego zachodniego sąsiada spadnie o blisko
4 mln, a aż 70 proc. tamtejszych pracodawców już dziś narzeka na trudności ze
znalezieniem pracowników. Warto zaznaczyć, że efektem działań w aspekcie
polityki prorodzinnej w Niemczech jest wskaźnik zastępowalności pokoleniowej
wyższy niż w Polsce.

Srebrny rynek
Konsument również się starzeje. Proces ten nie jest uwzględniany w strategiach
marketingowych, nadal nakierowanych głównie na ludzi młodych, podczas gdy już
teraz powinna nastąpić reorientacja w stronę osób starszych. Starzenie się
narodów będzie oddziaływało na strukturę przedsiębiorstw, ale z różną siłą na
różne branże. Już obecnie na rynku kapitałowym np. przemysł farmaceutyczny jest
znany z mniejszej zmienności wyceny cen akcji.
Obecnie osoby powyżej 50. roku życia w skali świata posiadają ok. 80 proc.
aktywów. Dochody Europejczyków powyżej 65. roku życia wynoszą już obecnie 3 bln
euro, a więc 1/4 PKB UE, w Stanach Zjednoczonych zaś 2 bln dolarów. W USA osoby
powyżej 50. roku życia kontrolują ponad 50 proc. dyskrecjonalnych wydatków. W
Wielkiej Brytanii gospodarstwa domowe osób powyżej 50. roku życia wydają ok. 250
mld funtów, a więc powyżej 40 proc. całości wydatków domowych.
Sytuacja przekształcania się rynku światowego w kierunku "silver market"
pokazuje trendy, do których będą musiały dostosować się przedsiębiorstwa. Raport
Nomury jest jednak szalenie optymistyczny pod tym względem, ponieważ według
niego firmy podołają temu wyzwaniu, zmiany będą bardzo spokojne, a kraje
starzejące się będą stawały się "stanami starości", jak obecnie Floryda.
Niemniej jeśli popatrzymy na następujące przemiany z pewnym dystansem
historycznym, to może się okazać, że będą one bardziej drastyczne. Ich objawem
będzie większa ekspansja krajów słabiej rozwiniętych, ale jednak zdrowszych w
aspekcie populacji. Raport Nomury uświadamia nam, że aby skutki starzenia się
społeczeństw były jak najmniej bolesne dla naszego kraju, należy wspierać
politykę prorodzinną, tak żeby w przyszłości nie być zmuszonym do płacenia
dodatkowego podatku o charakterze demograficznym.

Zadbać o wielodzietnych
Tymczasem w Polsce nie istnieje polityka prorodzinna. Występuje ewidentny brak
relacji między kosztami ponoszonymi przez rodziny na utrzymanie młodego
pokolenia a należnymi wyższymi świadczeniami emerytalnymi w przyszłości. W
przypadku transferów międzygeneracyjnych z jednej strony widzimy, jak zapisywane
są składki na kontach ZUS i OFE, jak postępuje zadłużenie ZUS, przy jednoczesnym
braku koniecznych działań w sferze prorodzinnej.
W ciągu ostatnich 20 lat zarówno w Polsce, jak i w Niemczech wystąpiły częste
zmiany przepisów i brak stabilności systemowej. Można przyjąć, że starzenie się
społeczeństwa i związany z tym fakt, iż pojawia się coraz więcej
świadczeniobiorców, a coraz mniej tych, którzy powiększają pulę podatkową
świadczeń, będzie nadal powodował ustawiczny nacisk na dalsze zmiany przepisów i
ograniczanie świadczeń w przyszłości. Proces starzenia się społeczeństwa w
efekcie będzie powodował kolejne zmiany ograniczające wysokość świadczeń i
podwyższające podatki. Inne zmiany, które będą miały olbrzymi wpływ na
gospodarkę, będą polegały na ograniczeniu innowacyjności, narastaniu kosztów
emerytalnych, kosztów służby zdrowia, skokowych podwyżkach podatków i świadczeń,
w efekcie będą wypychały pracowników do tych instytucji, które są ustabilizowane
i dają wyższe możliwości zarobkowe. W przypadku jednoczącej się Europy będzie to
oznaczało emigrację młodych polskich pracowników.
Polska wydaje się państwem podwójnie zagrożonym – z jednej strony jako kraj na
dorobku, z ludźmi starszymi, nieposiadającymi oszczędności, a więc bez
zabezpieczenia na starość, z drugiej strony jako Ojczyzna niewielkiej,
oportunistycznie nastawionej młodej generacji, która nie będzie chciała być
opodatkowana na rzecz starszej populacji bez aktywów.
Kiedy patrzymy na proces kształtowania polityki gospodarczej w Polsce, widzimy
chaos i niespójność zamiast twardego realizowania polskich interesów w kraju i
walki o równoprawną pozycję w ramach UE. Z jednej strony obserwujemy działania,
aby uczynić przyszłoroczny budżet ekspansywnym, w celu polepszenia wyniku
wyborczego, przy skutecznym przesunięciu w czasie oczekiwanego konfliktu na
linii Komisja Europejska – Polska. Ale po wyborach parlamentarnych należy się
liczyć z bardzo silnym zacieśnieniem polityki fiskalnej kosztem emerytów,
rencistów i osób korzystających z publicznej służby zdrowia; likwidacją ukrytych
zobowiązań emerytalno-zdrowotnych kosztem najsłabszych członków społeczeństwa i
osłabieniem możliwości rozwojowych kraju.
Według zgodnej opinii obserwatorów, trwająca w pierwszej połowie 2007 r.
prezydencja Niemiec w Unii Europejskiej była zdominowana walką o kształt
konstytucji europejskiej niekorzystnej dla Polski, a faworyzującej Niemcy,
właśnie ze względu na ich przewagę demograficzną. Niestety w Polsce bez
większego echa przeszło posiedzenie ostatniej Rady Europejskiej, które po cichu,
bez zbędnego rozgłosu w kraju, zainicjowało wprowadzanie kontroli UE nad
narodowymi budżetami. Czym polskie elity uzasadniają politykę degradacji naszego
kraju do poziomu samorządu w sytuacji krzywdzących nasz kraj zasad liczenia
deficytu? Wyjaśnienie mówi o konieczności skupienia się na wykonaniu zadań,
które powierzy nam zagranica (sic!): "Jako przyszła prezydencja, na którą być
może spadnie to zadanie [zmiany traktatu w związku z postanowieniami szczytu],
warto, by Polska zachowała dystans do problemu. Musimy zdawać sobie sprawę, że
my będziemy tym krajem, który będzie tę pracę prowadził" (wypowiedź sekretarza
stanu ds. europejskich w Ministerstwie Spraw Zagranicznych Mikołaja
Dowgielewicza).
Odpowiedzią na zaistniałą sytuację nie powinna być polityka dostosowania się do
coraz gorszych warunków, ale konieczność przejęcia inicjatywy i poniesienia
dodatkowych nakładów na powstanie infrastruktury wzrostu w Polsce. Należałoby
również stworzyć czytelną relację między polityką prorodzinną a sytuacją
finansów publicznych. Nawet w bogatych Niemczech starzenie się społeczeństwa
spowodowało, że od 1992 r. wszystkie zmiany emerytalne charakteryzowały się z
jednej strony ograniczeniem uprawnień emerytalnych, a z drugiej poszerzeniem
świadczeń rodzinnych. Polska będzie przeżywała jeszcze większe problemy, jeśli
odpowiedź na wyzwania demograficzne będzie jednokierunkowo nastawiona na
ograniczanie świadczeń, przy jednoczesnym ignorowaniu potrzeb rodzin
wielodzietnych, mimo że to one są "źródłem" wysokości przyszłych dochodów
podatkowych. Dlatego należałoby dążyć raczej do tego, by optymalizować wydatki
państwowe, przyjmując projekty, które mają przyspieszyć powstawanie bazy
podatkowej w przyszłości, jak i silnie przeciwdziałać zakusom na obniżkę ulg
podatkowych dla rodzin wielodzietnych. Inaczej ostrzeżenia zawarte przez członka
zarządu Bundesbanku Thilo Sarrazina w jego najnowszej książce "Niemcy zmierzają
do samolikwidacji" staną się prawdziwe, ale po tej stronie Odry, gdyż zapaść
demograficzno-instytucjonalna w Polsce jest naprawdę groźna.

 

 

Dr Cezary Mech
 

drukuj