Nagonki ciąg dalszy
Od kilku tygodni trwa medialne i instytucjonalne polowanie na ks. abp. André-Josepha
Léonarda, prymasa Belgii, za jego wypowiedzi na temat homoseksualizmu, które nie spodobały się "oświeconym" belgijskim środowiskom, w tym także pretendującym do miana katolickich. Do nagonki na niego dołączył Louis Mathoux, dziennikarz, który w 2005 r. przeprowadził z ówczesnym biskupem serię wywiadów.
Mathoux, członek i sekretarz stowarzyszenia pisarzy chrześcijańskich Scriptores Christiani, laureat 11 nagród literackich oraz miłośnik książek de SadeŐa – jak można zobaczyć na zdjęciu, które umieścił na swojej stronie internetowej – poczuł się znieważony przez Prymasa i zamierza złożyć w tej sprawie pozew do sądu.
Przypomnijmy, że w całej sprawie chodzi głównie o trzy wyrwane z kontekstu wypowiedzi biskupa. Najpierw Mathoux zapytał, czy AIDS jest karą pochodzącą od Boga za grzechy rozpusty. Biskup wykluczył taką możliwość. Sprecyzował, że samo pojawienie się choroby było co najwyżej rodzajem "immanentnej sprawiedliwości" [klasyczny koncept wykluczający ideę jakiejkolwiek kary pochodzącej z zewnątrz]. Następne pytanie dotyczyło tego, czy homoseksualiści to osoby nienormalne. I tu znowu nie było żadnej niespodzianki – biskup odparł, że homoseksualizm jest "orientacją niespójną z obiektywną logiką płciowości". Ostatnia "kontrowersyjna" odpowiedź odnosiła się do kwestii ewentualnego zwolnienia z odpowiedzialności cywilnej starszych bądź chorych księży, którzy w przeszłości dopuścili się aktów nadużyć wobec nieletnich. Jak można przypuszczać, biskup zdecydowanie odrzucił taką możliwość.
Po ponownym wyłożeniu tych kwestii w specjalnie wydanym przez prymasa liście dziennikarz poczuł się urażony, o czym niezwłocznie poinformował media. A co zabolało? Otóż ustosunkowując się w owym liście do zarzutów i tłumacząc się z użytych słów, metropolita wskazał, że wyrażenia te pojawiały się już w samych pytaniach – dość nachalnych zresztą – więc niemożliwe było pominięcie ich w odpowiedzi. Przypomniał też dość oczywistą prawdę, że stawiane pytania w głównej mierze zależą od zainteresowań, a czasem też obsesji pytającego.
Dziennikarz dołączył tym samym do grona innych osobistości oburzonych nauką
głoszoną przez Kościół. Wśród nich są – prócz środowisk gejowskich, flamandzkiej
partii socjalistycznej SPA – pracownicy katolickiego uniwersytetu w Louvain,
gdzie ks. abp Léonard pełni obowiązki kanclerza. Na uczelni krąży ich
petycja – "lista 303" – w której "ateiści, agnostycy, wierzący na różne sposoby,
praktykujący chrześcijanie" domagają się jego dymisji. Zarzucają mu
"ultrakonserwatyzm", a jego wypowiedzi uznają za "absurd, którego żaden
nowoczesny naukowiec, wykształcony obywatel nie może zaakceptować". Po raz
kolejny odwołują się do rzekomych stwierdzeń księdza arcybiskupa i podkreślają
swoją troskę o "etyczne wychowanie" młodego pokolenia, wolne m.in. od
"archaicznego spojrzenia na ludzką seksualność". Na zakończenie listu jego
sygnatariusze grożą, że jeśli ks. abp Léonard nie złoży dymisji ze stanowiska kanclerza uczelni, wówczas ten katolicki uniwersytet "będzie zmuszony wyciągnąć z tego wnioski, które się narzucają, w kwestii całkowitej autonomii organów administracyjnych uczelni względem hierarchii kościelnej".
Nagonka na prymasa wyraźnie nabiera tempa…
AP
