Europejczycy solidaryzują się z prześladowanymi chrześcijanami

Kilkadziesiąt tysięcy osób demonstrowało w miniony weekend na ulicach
największych europejskich miast, wyrażając solidarność z chrześcijanami w Iraku,
którzy w ostatnich dniach po raz kolejny padli ofiarą serii krwawych ataków.
Manifestacje solidarności odbywały się m.in. w Sztokholmie, Paryżu, Brukseli i
Wiedniu.

"Powstrzymać masakrę chrześcijan!", "Chronić chrześcijan przed terroryzmem
islamskim!", "Nie wysyłajcie chrześcijan na śmierć!" i "Sprawiedliwość, pokój i
ochrona, a nie eksterminacja!" – między innymi takie hasła pojawiały się na
transparentach osób, które w miniony weekend wzięły udział w wielotysięcznych
demonstracjach solidarności z prześladowanymi chrześcijanami w Iraku. Jako
pierwsi z akcją solidarności ruszyli w sobotę mieszkańcy Brukseli i Wiednia. W
sumie na ulice wyszło tam kilka tysięcy ludzi. Jak podkreślił Sulejman Gultekin,
przedstawiciel European Syriac Community – organizatora demonstracji w Brukseli,
założeniem akcji było, by głos wołających o pomoc chrześcijan usłyszano w całej
Europie. Zwłaszcza że tamtejszy rząd nie robi praktycznie nic w ich obronie.
Demonstranci zakończyli swój przemarsz pod siedzibą Komisji Europejskiej w
Brukseli. Kolejnego dnia manifestantami zaroiły się także ulice Sztokholmu i
Paryża. Jeden z organizatorów demonstracji w stolicy Szwecji publicznie wezwał
Organizację Narodów Zjednoczonych do pomocy naszym prześladowanym współbraciom.
– Chcemy, aby ONZ podjęła decyzję o utworzeniu regionu autonomicznego w Iraku
dla naszych braci – powiedział. Jak podkreślają organizatorzy demonstracji
jedności z prześladowanymi chrześcijanami w Iraku, w całej Europie wzięło w nich
udział kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Tymczasem te statystyki bardzo zaniżają
władze i policja. Protesty przeciwko prześladowaniu chrześcijan w Iraku związane
są z atakiem, którego 31 października br. podczas Mszy św. w katedrze
chrześcijańskiej obrządku syryjskiego w Bagdadzie dokonali członkowie Al-Kaidy.
Zginęło wówczas 68 osób, w tym 2 duchownych, a ponad 90 osób zostało rannych.
Zamach ten pociągnął za sobą kolejną falę krwawych ataków na wspólnotę
chrześcijańską w Bagdadzie, podczas których znów zamordowano kilkanaście osób.
Jak podkreśla ks. abp Jean Benjamin Sleiman, ordynariusz Bagdadu, z obawy przed
kolejnymi rzeziami wielu katolików decyduje się na ucieczkę. – Wielu ludzi jest
wyczerpanych istniejącą sytuacją i po prostu chce stąd wyjechać, gdyż stracili
kontakt ze swoim krajem na skutek szerzącego się radykalizmu – podkreślił
arcybiskup Bagdadu w rozmowie z niemieckim tygodnikiem "Focus", którego słowa
cytuje KAI. – Od dwóch tygodni, a więc od czasu, gdy podczas Mszy św.
zastrzelono zakładników, po codziennej Liturgii około siedmiu rodzin zgłasza się
po swoje świadectwa chrztu, aby mieć je przy sobie w chwili wyjazdu i móc na tej
podstawie ubiegać się o azyl – dodał hierarcha. Tymczasem na skutek ciągle
narastającej agresji wobec chrześcijan w ciągu ostatnich 20 lat ich liczba
zmniejszyła się dramatycznie. Tysiące z nich zostało wymordowanych, setki
tysięcy zaś zmuszonych było wyjechać. Obecnie szacuje się, że chrześcijanie
stanowią w Iraku zaledwie 1-2 proc. mieszkańców.

Marta Ziarnik

drukuj