Marzyłem, by zostać oficerem

Bogusław Nizieński – sędzia Sądu Najwyższego w stanie spoczynku, były
rzecznik interesu publicznego i były działacz "Solidarności"

Na ukształtowanie mojej osobowości wpłynęły: dom, szkoła i mało spotykana rzecz
– koszary wojskowe… Tak się bowiem złożyło, że mój ojciec był oficerem
Legionów Polskich podczas I wojny światowej. Wiele opowiadał o swojej bogatej
przeszłości, a opowieści te rozpalały moją wyobraźnię i miłość Ojczyzny. Ogromny
wpływ na kształtowanie osobowości młodych ludzi w tamtym okresie wywierała także
szkoła. W mojej szkole im. ks. S. Konarskiego w Jarosławiu poświęcano wiele
czasu na przekazywanie wychowania patriotycznego. Przejawiało się to m.in.
poprzez wspólny udział w modlitwach przed rozpoczęciem lekcji. Kończyły się one
odśpiewaniem pięknej pieśni, której słowa do dziś pamiętam: "Cześć ci, orle
srebrnopióry, tyś jest państwa znakiem, ślub ci składa młodzież polska, dobrym
być Polakiem. Pod zwycięskim twoim znakiem nieugięty walczył wódz, czuwa Boża
moc nad nami, nic nie zdoła nas już zmóc!". Natomiast po zakończeniu lekcji
również wspólnie się modliliśmy i śpiewaliśmy "Wszystko, co nasze, Polsce
oddamy". W takiej atmosferze wzrastałem. Otrzymana formacja wywarła na mnie
ogromny wpływ i jestem z tego bardzo zadowolony. Moją wyobraźnię rozbudzały też
prezentujące różne sceny batalistyczne z historii naszego kraju obrazy, które
wisiały w szkole, a także portrety wielkich Polaków. Na takich wzorcach
wychowywało się moje pokolenie. W naszej szkole działały też różne organizacje:
Polski Czerwony Krzyż, Liga Ochrony Przyrody, a przede wszystkim harcerstwo.
Moją drogę w tej ostatniej organizacji zaczynałem od wilczków, i także to
wpłynęło na ukształtowanie mojej postawy.
Jednak chyba najbardziej oddziaływała na mnie atmosfera koszar wojskowych we
Włodzimierzu Wołyńskim, a potem w Jarosławiu, dokąd został przeniesiony ojciec.
Zawsze marzyłem, że tak jak on zostanę polskim oficerem. Z wielkim
zainteresowaniem przyglądałem się ćwiczeniom wojskowym, gdy odwiedzałem ojca w
koszarach, a byłem tam codziennie. Planowałem, że po ukończeniu szkoły
podstawowej zostanę adeptem szkoły kadetów we Lwowie. Marzenia te pokrzyżował
wybuch II wojny światowej. Dlatego ostatnią klasę szkoły podstawowej rozpocząłem
już pod okupacją niemiecką. Bardzo ciężko przeżyłem agresję sowiecką na Polskę
17 września 1939 roku. Znalazłem się wtedy wraz z mamą w Tarnopolu. Przeżyłem
szok, widząc, jak sowieckie watahy rozbrajają naszych żołnierzy, a potem pędzą
ich ulicami miasta do obozu jenieckiego formowanego niedaleko Tarnopola. Wtedy
jeszcze nie wiedziałem, że całkiem niedaleko, w podobnych okolicznościach do
niewoli sowieckiej dostał się także mój ojciec. Na szczęście, udało mu się po
kilku dniach uciec. Spotkaliśmy się potem we Lwowie. Otrzymana formacja i te
przeżycia zaważyły na mojej postawie jako członka konspiracji i żołnierza Armii
Krajowej.

drukuj