Symboliczny wybór doradców

Z prof. Andrzejem Nowakiem, historykiem, wykładowcą na Uniwersytecie
Jagiellońskim, redaktorem naczelnym dwumiesięcznika "Arcana", rozmawia Marcin
Austyn

Jak, Pana zdaniem, będzie kształtowała się polityka prezydenta, który w
swoich decyzjach będzie podpierał się gronem doradców kojarzonych ze
środowiskiem Unii Wolności?

– Myślę, że najważniejszą i symboliczną rolę odgrywa tutaj naznaczenie premiera
Tadeusza Mazowieckiego na swego rodzaju mędrca-seniora tej prezydentury.
Ponieważ nie została wskazana żadna konkretna dziedzina rzeczywistości, za
opiniowanie której byłby on odpowiedzialny, to można go uznać za osobę
omnikompetentną z punktu widzenia prezydenta Komorowskiego.

Ogólnie określono, że będzie on doradzał w sprawach polityki międzynarodowej
i krajowej…

– Więcej możliwości już nie ma. Chciałbym jednak zauważyć, że z punktu widzenia
objęcia urzędu prezydenta RP przez Bronisława Komorowskiego oraz linii
politycznej, jaką prezentuje ten polityk, wybór Tadeusza Mazowieckiego jest
bardzo trafny. Przypominam sobie manifest polityczny podpisany właśnie przez
Tadeusza Mazowieckiego i Andrzeja Wielowieyskiego w 1963 roku. Był on swoistym
ogniwem kampanii kierowanej przeciwko Prymasowi Stefanowi Wyszyńskiemu. Wracam
do tych wydarzeń, bo ten konflikt wydaje się dziś bardzo ważny. Chodziło o
artykuł wydrukowany w "Więzi" – deklarację lojalności wobec geopolitycznego
zwierzchnictwa Moskwy nad Polską. Prymas Wyszyński zdecydowanie się temu
przeciwstawiał, bronił tradycji powstańczych opluwanych przez środowisko
Tadeusza Mazowieckiego i Stanisława Stommy. Prymas bronił polskiej suwerenności
i tej części tradycji narodowej, przeciwko której konsekwentnie młody lider PAX,
a potem "Więzi" występował – nie tylko w 1963 roku. Mazowiecki dał swej
zasadniczej postawie symboliczny wyraz przez przyjęcie szefa Komitetu
Bezpieczeństwa Państwowego ZSRS, mówiąc krótko, szefa KGB Władimira Kriuczkowa,
jako pierwszego oficjalnego gościa po objęciu urzędu premiera polskiego rządu w
1989 roku. Niestety, nie umiem się tutaj uwolnić od emocji i skojarzeń,
zwłaszcza w świetle tego, co stało się wieczorem, 10 kwietnia br., kiedy
śledztwo dotyczące tragedii smoleńskiej zostało oddane – w pewien sposób
wspólnie przez p. o. prezydenta RP Bronisława Komorowskiego i premiera Donalda
Tuska – w ręce spadkobiercy KGB Władimira Władimirowicza Putina. Oczywiście
czasy są inne, nie ma ZSRS, nie ma KGB, ale ciągłość tych służb po wschodniej
stronie naszej granicy jest wyjątkowo dobrze zachowana. Przygnębia mnie fakt, że
również ciągłość polityki Polski zwasalizowanej wobec moskiewskiego ośrodka
geopolitycznego została także symbolicznie odnowiona.

Czego możemy spodziewać się po Pałacu Prezydenckim w sprawach związanych z
chrześcijaństwem?

– W tych nominacjach wyraźnie przeważa linia dawnej Unii Wolności, a zatem
chrześcijaństwa zaadaptowanego do wymogów aktualnej politycznej poprawności
liberalnego świata, przekraczającego granice ustanowione przez Kościół i jego
hierarchię. To jest takie "chrześcijaństwo", które kontestuje Kościół, które go
rozbija od środka – zresztą tak, jak to czynił przez lata Tadeusz Mazowiecki,
poczynając od PAX. To są te źródła ideowe, do których obecnie nawiązuje
prezydent Komorowski. Nie jest to lewicowa kampania walki z Kościołem z
podniesioną przyłbicą, tylko linia występowania w roli "chrześcijanina, ale…".
Sądzę, że właśnie tego rodzaju strategia będzie kontynuowana jako
najdogodniejsza dla prezydentury Bronisława Komorowskiego.

Jak w tym świetle wypadają zapowiedzi budowania frontu porozumienia
narodowego?

– Trzeba przypomnieć, że 9 mln osób głosowało na Bronisława Komorowskiego, a 8
mln na jego kontrkandydata. Sprawą, która bardzo żywotnie obchodziła tych,
którzy oddali głos na Jarosława Kaczyńskiego, było godne uczczenie prezydenta
Lecha Kaczyńskiego. W tej sprawie nowo wybrany pan prezydent zadeklarował
wyraźną i skrajną tendencyjność – taką wrogość wobec idei upamiętnienia swojego
poprzednika, że mówienie o elementarnej lojalności wobec wszystkich obywateli
Rzeczypospolitej wydaje się tu nie na miejscu.

Wśród doradców są też osoby niezwiązane z UW. To Jerzy Smoliński, długoletni
współpracownik Komorowskiego, który będzie odpowiadał za wizerunek medialny
głowy państwa, i historyk prof. Tomasz Nałęcz…

– Jeśli symbolem nowej grupy doradców ma być pan Smoliński, który będąc pod
wpływem alkoholu, ośmielił się reprezentować p.o. prezydenta RP na pogrzebie
Anny Walentynowicz, matki całej "Solidarności", to niestety, nie ma co dalej
pytać o wartość moralną tej nominacji. To przykład niesłychanej arogancji. Moim
zdaniem, kariera tego pana w służbie publicznej powinna raz na zawsze być
skończona po takim wyczynie. Profesor Tomasz Nałęcz na tle tych nominacji jawi
się jako człowiek z dorobkiem życiowym, naukowym. Choć reprezentuje zupełnie
inną od mojej opcję polityczną, to na pewno może występować jako partner
krytycznych dyskusji. Na pewno jednak nie jest to przedstawiciel wrażliwości
historycznej większości Polaków, ale tylko tej politycznej opcji, z której się
wywodzi.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj