Antyrodzinny rząd Filipin

O możliwości nałożenia ekskomuniki na prezydenta Filipin, jeśli
będzie wspierał antykoncepcję i politykę "zdrowia reprodukcyjnego",
mówił w wywiadzie dla katolickiego radia Veritas ks. bp Nereo Odchimar,
przewodniczący Konferencji Episkopatu Filipin (CBCP). W oficjalnym
komunikacie podkreślił jednak, że w dalszym ciągu ma nadzieję na dialog
i zmianę proponowanych ustaleń.

Filipińscy biskupi są zaniepokojeni prowadzoną w kraju polityką
wymierzoną przeciw rodzinie. Wczoraj wydali komunikat, w którym wyrazili
nadzieję na dialog z prezydentem Benigno Aquino III. Jednocześnie
stwierdzili, że na tym etapie nie ma jeszcze mowy o jego ekskomunice,
gdyż utrudniłoby to prowadzenie rozmów. Zaznaczają, że Kościół podjął
interwencję, ponieważ sprawa dotyczy kwestii moralnych związanych z
prawem do życia od chwili poczęcia.
Ze względu na konsekwencję, z jaką prezydent dąży do wprowadzenia zapisu
o gwarantowaniu środków antykoncepcyjnych i wczesnoporonnych "ubogim
parom" w celu "zahamowania wzrostu wysokiego wskaźnika narodzin",
przewodniczący tamtejszego Episkopatu przypomniał, że "jako prezydent
wszystkich obywateli, Benigno Aquino III musi brać pod uwagę stanowisko
Kościoła katolickiego". Warto przypomnieć, że na Filipinach blisko 80
proc. mieszkańców deklaruje się jako katolicy. Ksiądz bp Odchimar
zaznaczył, że taka polityka jest pogwałceniem Bożego przykazania.
Podkreślił, że z grzechem zabijania dzieci poczętych łączy się
ekskomunika. Wyraził poparcie dla katolików sprzeciwiających się ustawie
o "zdrowiu reprodukcyjnym". W myśl tej ustawy małżonkom mającym powyżej
dwojga dzieci groziłaby kara finansowa lub nawet więzienie. Jej celem
byłaby też dystrybucja antykoncepcji w szkołach i miejscach publicznych.
Nadto ustawa przewidywałaby promowanie sterylizacji. Przewodniczący
Episkopatu powiedział, że jest świadom, iż za podpisaniem ustawy stoją
"grube pieniądze". "Jest tajemnicą poliszynela, że przemysł
farmaceutyczny i związane z nim laboratoria będą jednymi z
beneficjentów" – zauważył.
Prezydent wydaje się jednak nieugięty i jak to zwykle w tego typu
sytuacjach bywa, powołuje się na "wolność sumienia".
 

Anna Paliczka



 

drukuj