Premier ostrzega Schetynę
Podczas sobotniego kongresu krajowego Platformy Obywatelskiej
premier Donald Tusk i marszałek Sejmu Grzegorz Schetyna siedzieli
obok siebie. Schetyna został także, zgodnie z zapowiedziami,
pierwszym wiceprzewodniczącym partii. Ale to była tylko zgoda na
pokaz, bo w kuluarach uczestnicy zjazdu więcej rozmawiali o
różnicach dzielących obu liderów PO niż o zadaniach, jakie stoją
przed partią. Schetyna po prostu nie chce bez walki oddać Tuskowi
pełni władzy w Platformie. A Tusk ostrzegł Schetynę przed próbami
podgryzania jego pozycji.
Zjazd zapewne przebiegałby w spokojnej, niemal idyllicznej
atmosferze, gdyby nie piątkowy wywiad Andrzeja Halickiego,
przewodniczącego Platformy na Mazowszu, dla "Polska The Times", w
którym wylał sporo słów krytyki pod adresem premiera Donalda Tuska i
jego otoczenia. Nikt nie miał wątpliwości, że był to atak na szefa
rządu i PO przypuszczony za przyzwoleniem Grzegorza Schetyny, bo
Halicki jest uważany za jednego z najbliższych współpracowników
marszałka Sejmu. – Na Mazowszu Halicki ostro rywalizuje o wpływy z
prezydent Warszawy Hanną Gronkiewicz-Waltz, która jest bardzo oddana
Tuskowi. Więc gdyby nawet Andrzej nie chciał, to musiał zawrzeć
sojusz ze Schetyną – mówi jeden z działaczy mazowieckiej PO,
tłumacząc bliskie relacje swojego szefa z pierwszym
wiceprzewodniczącym partii. – Jest też przez niego chroniony i z
tego powodu nie musi się obawiać poważniejszych konsekwencji ze
strony Tuska za ten wywiad – dodaje.
Wśród polityków PO panuje przekonanie, że jest to część akcji, która
ma pokazać, jak ubogie jest otoczenie Tuska po odejściu z rządu
Schetyny. Skoro mówi się o tym, iż ludzie współpracujący teraz z
premierem to osoby niesamodzielne, "potakiwacze i lizusy", to siłą
rzeczy od razu narzuca się wniosek, że wcześniej było lepiej,
wcześniej, czyli za Schetyny. – Premier doskonale zrozumiał intencje
Halickiego i już w piątek był wręcz na niego wściekły. Może sam
wywiad by go tak nie obszedł, ale z równowagi wyprowadziło go to, że
ukazał się w przeddzień kongresu. Wiedział, iż to będzie główny
temat partyjnych dyskusji, i musiał się do tego odnieść – tłumaczy
jeden ze współpracowników Tuska. – Dlatego otwarcie skrytykował
Halickiego w swoim programowym przemówieniu, a co za tym idzie –
także i Schetynę, bo i Tusk wie, że bez inspiracji marszałka takie
słowa nie padłyby z ust Halickiego – dodaje nasz rozmówca.
I oficjalnie premier w tym względzie zyskał poparcie członków PO,
którzy też mieli żal do Andrzeja Halickiego o wywiad. – Zgadzam się
z premierem, bo najpierw trzeba myśleć, a potem udzielać wywiadów –
stwierdził poseł Waldy Dzikowski. Ale, co ciekawe, wielu
najważniejszych polityków, jak i działaczy niższego szczebla
przyznaje, że w wystąpieniu Andrzeja Halickiego było jednak sporo
prawdy. Poseł Małgorzata Kidawa-Błońska, wiceprzewodnicząca klubu
parlamentarnego Platformy, uważa jednak, że swoje wątpliwości
Halicki powinien przedyskutować w wewnętrznym gronie, a nie wynosić
je na zewnątrz.
Grzegorzu, nie idź tą drogą
Wielu uczestników kongresu było zaskoczonych dość ostrym
wystąpieniem Donalda Tuska, który ostrzegał PO przed triumfalizmem,
spoczywaniem na laurach, liczeniem na to, że sukces wyborczy i
poparcie elektoratu są dane raz na zawsze. Wydawać by się mogło, że
był to tylko kolejny socjotechniczny chwyt premiera, pijarowski
zabieg służący uwiedzeniu, pokazaniu, że premier trzyma rękę na
pulsie, że mobilizuje członków swojej partii do jeszcze lepszej
pracy dla kraju. Ale wielu uczestników zjazdu jest przekonanych, że
Donald Tusk wysłał w sobotę sygnał ostrzegawczy do grupy Grzegorza
Schetyny, iż nie będzie dalej tolerował takich zachowań, jak wywiad
Halickiego. – Dał do zrozumienia, że jeśli ktoś wyskoczy z podobnym
pomysłem w przyszłości, to nie obejdzie się bez ostrej reakcji
przewodniczącego partii – mówi jeden z posłów PO. I dodaje obrazowo:
– Aleksander Kwaśniewski wzywał kiedyś Ludwika Dorna i jego psa, aby
nie "kroczyli tą drogą". Ale Kwaśniewski był wtedy na rauszu, a Tusk
mówił wszystko na trzeźwo i uważnie dozował każde słowo. Ale wymowa
jego słów jest jasna: "Grzesiu, nie idź drogą konfrontacji ze mną,
bo nie masz szans" – twierdzi poseł.
Także inni uczestnicy kongresu, z którymi rozmawialiśmy, nie mają
wątpliwości, że na zjeździe doszło do kolejnej odsłony wojny Tuska
ze Schetyną. Nasi rozmówcy tłumaczą, iż jest to mały punkt dla
Schetyny, gdyż jednak upokorzył premiera przy pomocy Andrzeja
Halickiego, Tusk zaś niespecjalnie miał szanse się odgryźć, bo
przecież nie mógł dzień przed kongresem lub w trackie obrad wywrócić
do góry nogami porozumienia, jakie zawarł ze Schetyną w sprawie
zmian w statucie i kształtu nowych władz partii. Przewodniczący
musiał przełknąć gorzką pigułkę, ale też musiał jakoś zareagować na
prowokację. I to zrobił. – Albo niedługo wojna między nimi stanie
się jeszcze ostrzejsza, albo zakopią topór wojenny, bo konflikt
dwóch najważniejszych osób w PO nikomu z nas nie służy – to opinia
wypowiadana przez wielu uczestników kongresu.
Lizusy i potakiwacze
W PO odżyła też dyskusja na temat zaplecza, jakim otacza się Donald
Tusk. Posłowie, senatorowie, działacze niższego szczebla nie mają
najlepszej opinii o współpracownikach premiera, bo uważają, że są
oni zdolni tylko do przytakiwania Tuskowi, co powoduje brak
"intelektualnego fermentu" w rządzie i kancelarii premiera. Z tego
biorą się potem różne wpadki rządu, które uderzają również w Tuska.
W Platformie wiele osób podziela słowa Janusza Palikota, który jako
jedyny odważył się powiedzieć otwarcie, że złą robotę premierowi
robią rzecznik jego rządu Paweł Graś i szef Kancelarii Prezesa Rady
Ministrów Tomasz Arabski. To właśnie ich miał mieć na myśli Halicki,
mówiąc o "lizusach". Publiczną tajemnicą jest to, że ani Graś, ani
Arabski nie należą do kategorii ludzi, którzy mogą mieć realny wpływ
na posunięcia Tuska, to raczej wykonawcy jego poleceń, a nie
partnerzy do debat o stanie państwa i o polityce. – Trzeba przyznać,
że gdy w rządzie był jeszcze Schetyna, a w kancelarii Nowak, czuć
było, że coś się dzieje. Nieraz dochodziło między nimi do starć.
Spory, mam oczywiście na myśli dyskusje merytoryczne, a nie
personalne, przenosiły się potem na rząd czy partię, a teraz jest
kompletny zastój – mówi jeden ze współpracowników premiera. Rodzi
się jednak pytanie, czy Schetyna i Halicki zobaczą takie skutki
swoich działań, jakie by chcieli widzieć. Bo marszałek Sejmu na
pewno by chciał, aby szef rządu częściej kontaktował się z
działaczami partyjnymi, brał pod uwagę ich zdanie, wciągał do
współpracy. Nie można jednak wykluczyć i tego, że Donald Tusk,
przynajmniej w swojej kancelarii, otoczy się gronem oddanych
współpracowników, niekoniecznie tych najzdolniejszych. Może się
okazać, iż paradoksalnie Tusk przyzna rację oponentom i przemebluje
swoje otoczenie, pozbywając się "miernot", a wynosząc osoby bardziej
fachowe i kompetentne. Tylko że wtedy wzrośnie pozycja takich ludzi,
jak minister Michał Boni i szef rady gospodarczej przy premierze Jan
Krzysztof Bielecki. – Mówią, że w PiS działa prężnie "zakon PC",
który opanował partię. U nas natomiast może być tak, że ogromne
wpływy w rządzie ma grupa wyselekcjonowanych, lojalnych i
sprawdzonych działaczy byłego Kongresu Liberalno-Demokratycznego.
Zresztą Boni i Bielecki już mają mocną pozycję, podpowiadają wiele
rzeczy szefowi rządu, ale ich pozycja jest bardziej nieformalna. To
się jednak może zmienić – uważa jeden z senatorów PO. – Może być i
tak, że Boni i Bielecki będą pilnowali Tuskowi rządu, a wtedy on
będzie miał więcej czasu na rozprawienie się ze Schetyną – podkreśla
senator. Ale zaznacza, że do wyborów parlamentarnych w 2011 roku
niewiele się jeszcze zmieni. Potem jednak będą musiały zapaść jakieś
rozstrzygnięcia i albo dojdzie do ugody na linii Tusk – Schetyna,
albo marszałek polegnie i stanie się z nim to samo, co parę lat temu
np. Andrzejem Olechowskim i Zytą Gilowską, których Tusk pozbył się z
PO. – Schetyna mógłby Tuska wypchnąć tylko w razie klęski wyborczej
Platformy. Ale na pewno będzie starał się umocnić swoją pozycję jako
pierwszy wiceprzewodniczący PO. Ciekawe, na ile pozwoli mu na to
Tusk – podsumowuje działacz Platformy z Warszawy.
Krzysztof Losz
