Rozszyfrować bałamutne slogany
Z ks. bp. Stanisławem Stefankiem TChr, pasterzem Kościoła łomżyńskiego,
członkiem prezydium Papieskiej Rady ds. Rodziny, rozmawia Katarzyna Cegielska
"Polska odnawia małżeńskie śluby" – pod takim hasłem w sobotę i niedzielę
odbędzie się Ogólnopolska Pielgrzymka Małżeństw i Rodzin na Jasną Górę. Z roku
na rok gromadzi ona coraz liczniejszą grupę pielgrzymów (2007 r. – 3 tys., 2008
r. – 10 tys., 2009 r. – 30 tys. osób). Czy znaczy to, że rodziny coraz bardziej
uświadamiają sobie zagrożenia, których pokonanie zależy tylko od Boga?
– Trzeba zapytać, czy szukanie spotkania z Panem Bogiem jest umotywowane
świadomością zagrożenia czy pogłębioną wiedzą i bardziej wrażliwym, otwartym na
Pana Boga sercem. Wydaje się, że powszechna opinia, zwłaszcza powtarzająca się w
publikacjach i w wypowiedziach różnych środowisk, raczej akcentuje zagrożenia,
jakie czyhają na dzisiejszą rodzinę. Obserwuję to w przemówieniach, które są
wygłaszane przez delegacje na początku parafialnych spotkań biskupa z wiernymi.
Zagrożenia te stają się częstszym motywem aniżeli zaproszenie nas przez Pana
Boga na drogę zjednoczenia, na drogę świętości. Jesteśmy powołani w Duchu
Świętym do poszerzania przestrzeni naszego serca oddanej Panu Bogu i tak trzeba
ustawiać całe nasze życie chrześcijańskie, jak również motyw coraz liczniejszych
pielgrzymek. Był czas, kiedy nazywano je spotkaniem młodych małżeństw.
Oczywiście małżeństwa ze względu na konieczność opieki nad dziećmi najtrudniej
zgromadzić na Jasnej Górze. Już od kilku lat pielgrzymka jest połączona z
jesienną sesją duszpasterzy diecezjalnych i doradców życia rodzinnego.
Poszczególne diecezje organizują podobne spotkania, i to jest ważna inicjatywa,
która dociera do szerszego grona. Jasna Góra staje się zwornikiem i modelem
wszystkich spotkań. Organizatorzy wkładają wiele wysiłku, by rodziny przybywały
do tronu Pani Jasnogórskiej. Coraz odważnej wybierają się na one te spotkania
wraz z małymi dziećmi. W ten sposób powstaje wielopokoleniowa wspólnota
rozmodlonych rodzin na jasnogórskich błoniach.
W trakcie tegorocznej pielgrzymki zostaną podjęte bardzo ważne zagadnienia
dotyczące naprotechnologii…
– To bardzo uczciwa metoda stosowana w przypadkach małżeństw, które mają
trudności z poczęciem dziecka, czyli jest to prawdziwe leczenie niepłodności.
Jednym z elementarnych i najważniejszych owoców jej wprowadzenia jest prawdziwa
diagnoza. Precyzyjnie, do końca zdiagnozowana para małżeńska wie, czy może być
rodzicami, czy też nie. Może przecież pojawić się taka pokusa: medycyna, idąc na
łatwiznę, nie stawia do końca diagnozy, stosując wygodne metody terapii,
zwłaszcza gdy nie usuwają one przyczyny, a przynoszą ogromne zyski.
Naprotechnologia, określając szanse małżonków, zakłada dosyć skomplikowaną,
wymagającą cierpliwości, precyzji i kompetencji terapię. Dzięki niej możliwe
jest szczęśliwe poczęcie dzieci, które przychodzą na świat w sposób naturalny,
bez zniszczenia właściwego momentu poczęcia, bez zniszczenia ojcostwa i
macierzyństwa, bez zniszczenia zdrowia matki i bez zabijania rodzeństwa. Jest to
bardzo ważna i wybiegająca w przyszłość dziedzina medycyny. Dlatego Kościół
angażuje się w popularyzację tej metody, ponieważ wspiera ona także całą pracę
wychowawczą nad rodzicielskim posłannictwem każdej rodziny.
Nasza polska rzeczywistość z politycznymi walkami będzie kusiła współczesne
małżeństwo metodą pozaustrojowego zapłodnienia jako formą wyzwolenia i
dobrodziejstwem. Słyszymy nawet takie schizofreniczne oświadczenia: "Jestem za
życiem, i dlatego jestem za in vitro". A przecież in vitro to przede wszystkim
śmierć, a nie życie. Jeżeli przez zabicie kilku istot jedna żyje, to właśnie
zabijanie przy in vitro jest czynnością pierwszą, a przy okazji ze śmierci kilku
braci jeden otrzymuje dar życia. Stwierdzenie – "jestem za życiem, i dlatego
jestem za in vitro" – jest zwykłym propagandowym kłamstwem. I między innymi
takie kłamstwa Kościół musi demaskować.
Takie spotkanie jak pielgrzymka rodzin na Jasną Górę, na którą serdecznie
wszystkich zapraszamy, jest doskonałą okazją do rozszyfrowania bałamutnych
sloganów, a przede wszystkim jest głoszeniem Ewangelii życia wobec małżeństwa i
rodziny, wobec zdrowego społeczeństwa.
Jednym z zagrożeń rodziny jest antyklerykalna, a w konsekwencji antyrodzinna
ofensywa SLD, zmierzająca m.in. do usunięcia religii ze szkół. Jak
przeciwdziałać narastającej laicyzacji życia i marginalizacji wpływu rodziny na
wychowanie?
– Akcentowałbym problem laicyzacji życia i marginalizacji rodziny w procesie
wychowania młodych ludzi. Wprawdzie w ostatnim czasie ugrupowanie polityczne
spadkobierców Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej (PZPR), czyli Sojusz
Lewicy Demokratycznej (SLD), wypisało na swoich sztandarach hasła antyrodzinnej
i antyklerykalnej ofensywy, ale są to sezonowe zabiegi obliczone na sukces
wyborczy. Niestety, nasze społeczeństwo połyka takie haczyki. Wielu ludziom
wydaje się, że atak na kler przynosi wolność. Od czasów rewolucji francuskiej
popularnym hasłem stało się propagowanie odbierania Kościołowi majątków: zawsze
znajdą się ludzie, którzy uwierzyli w wielkie bogactwa Kościoła i uważają, że
grabienie i niszczenie zabytków oraz świątyń ubogaci społeczeństwo. Takim
klasycznym pobojowiskiem jest teren byłego Związku Sowieckiego. Obserwujemy te
tereny nie tylko od strony świątyń, ale wiemy, jak bardzo zniszczona jest tam
rodzina i jak bardzo zniszczone są przez to więzi społeczne i relacje
międzyludzkie. Również w naszej Ojczyźnie są ludzie, którzy uważają, że
powtórzenie eksperymentu czy to rewolucji francuskiej, czy sowieckich napaści na
wszystko, co jest kulturą chrześcijańską, uwolni nas od katastrofy ekonomicznej,
do której przywódcy prowadzą nasz kraj. Jednakże ten wątek określiłbym jako
sezonową i dosyć płytką inicjatywę.
Głębiej sięgającym zjawiskiem jest postępująca laicyzacja życia
społecznego…
– Nie tylko laicyzacja życia społecznego, lecz także wyłączanie rodziny z takich
obowiązków, jak: wpływ na programy wychowawcze, odpowiedzialność za moralność
społeczną, wpływ na produkcję medialną i na całą sferę tzw. przemysłu
rozrywkowego. Należałoby wrócić do starego postulatu, bardzo często podnoszonego
w naszej niezbyt odległej historii od 30 lat, po sierpniu 1980 roku. To jest
program upodmiotowienia Narodu i rodziny; przywrócenia rodzinie i społeczeństwu
rangi samodzielnego podmiotu i uposażenie go w możliwość podejmowania decyzji.
Trzeba być współtwórcą i dysponentem wielu wspólnych inicjatyw, począwszy od
programów wychowawczych, a na takich dziedzinach formowania opinii publicznej,
jak wspomniana już produkcja medialna i przemysł rozrywkowy skończywszy.
Budowanie tej podmiotowości rodzinny wymaga bardzo zdyscyplinowanej postawy.
Gdybyśmy wyłączyli telewizor i nie oglądali złych programów, gdybyśmy nie
zgodzili się na funkcjonowanie wielkich hal, gdzie tysiące młodych ludzi,
spędzonych prymitywnymi metodami na dyskoteki traci wszystko, co jest świeżością
młodego życia, gdybyśmy nie pędzili na oślep na niedzielne zakupy do
supermarketów, gdybyśmy mieli świadomość, że to my decydujemy i my tworzymy
obyczajowość, to żaden sztandar SLD nie byłby dla nas niebezpieczny ani nie
stałby się sztandarem przekłamanego przywództwa. Upodmiotowienie rodziny jest
wielką pracą duszpasterzy; potrzeba wiele wysiłku, aby dotrzeć do rodziców i
uświadomić im ich autonomię i kompetencje.
Głośna w tych dniach jest kwestia prawa instytucji katolickich do
zatrudniania w nich osób, które akceptują nauczanie Kościoła. Niektórzy
chcieliby wymusić np. na katolickich szkołach, aby przyjmowały do pracy
zdeklarowanych ateistów czy homoseksualistów?
– Stosujemy taką zasadę przy organizowaniu wszystkich instytucji katolickich, że
nasza oferta otwarta jest dla każdego, natomiast to środowisko, które odpowiada
za ofertę, jest tworzone tylko przez katolików. Tego wymaga najzwyklejsza
uczciwość firmy. Jeżeli wystawiam szyld katolickiej szkoły, poradni rodzinnej,
rozgłośni radiowej czy tygodnika katolickiego, to każdy, kto przychodzi po
usługi, musi mieć uczciwie zapewnioną ofertę katolicką. Musi być pewny, że to,
czego się nauczy, o czym będzie rozmawiał i co będzie przeżywał, jest zgodne z
Ewangelią, jest tworzone przez ludzi żyjących wiarą i związanych ze wspólnotą
Kościoła. Zwykła uczciwość tego wymaga. I w tym względzie prawo jest po naszej
stronie. Każda firma, która określa jakiś profil usług, odpowiada za jego
prawdziwość, za uczciwość oferowanego produktu.
Życie jednak pokazuje, że próbuje się często terroryzować katolików,
narzucając im niegodziwe prawa…
– Oczywiście znamy przemoc, jaką stosuje się wobec katolików. Przybiera ona
różne formy, np.: skarżenia biskupa za to, że nie zezwolił na występowanie chóru
homoseksualistów w czasie Liturgii Eucharystycznej, oskarżeń o nietolerancję.
Chór może funkcjonować wszędzie, gdzie chce, natomiast w Kościele mamy prawo
mieć świadomość, że wszystko, co się dzieje, jest katolickie. Nazwa "katolicki"
zobowiązuje do bardzo uczciwego prezentowania poglądów, które są szczegółowym
rozpracowaniem zasad Ewangelii.
Dziękuję za rozmowę.
