Kto nam sprzeda reaktory?

Decyzja o budowie elektrowni atomowych w Polsce już zapadła, ale nie
wiadomo jeszcze, kto nam dostarczy reaktory i inne urządzenia. Rząd stawia na
Francuzów, co grozi nie tylko tym, że koszt zakupu będzie wyższy niż od innych
dostawców, ale nasz kraj niebezpiecznie uzależni się od Paryża na rynku
energetycznym.

Pozyskanie nowych źródeł energii jest niezbędne, bo inaczej gospodarka nie
będzie się rozwijała. Już teraz Polska ma kłopoty z zapewnieniem stałych dostaw
prądu wszystkim odbiorcom z uwagi na przestarzałą sieć przesyłową i ograniczone
moce elektrowni. – Bez nowych źródeł energii nie będziemy się rozwijać tak
szybko, jakbyśmy sobie tego życzyli – przekonuje dr Tomasz Teluk, prezes
Instytutu Globalizacji.
Jak powiedział "Naszemu Dziennikowi" Piotr Woźniak, były minister gospodarki w
rządzie PiS, szef Rady ACER – Agencji ds. Współpracy Organów Regulacji
Energetyki, nowej agencji energetycznej UE, najważniejszy jest wybór firm, które
budują elektrownie jądrowe i dysponują sprawdzonymi, bezpiecznymi technologiami
zalecanymi przez Międzynarodową Agencję Atomistyki i stosowanymi w całej
Europie. Dobrze przemyślana inwestycja w energetykę jądrową może nam przynieść
tylko korzyści. – Inwestycje w energetykę jądrową nie powinny jednak odbiegać od
warunków, na jakich powstają one w Europie. Muszą to być także technologie
bezpieczne. Trzeba wybrać najlepszą – uważa Piotr Woźniak.
Według Instytutu Globalizacji koszt budowy dwóch elektrowni o mocy 3000 MW każda
wyniesie 100 miliardów złotych. Instytut przygotował ocenę mocnych i słabych
stron ofert inwestorów, którzy ubiegają się o budowę elektrowni jądrowych w
Polsce. Technologie chcą nam dostarczyć francuskie konsorcjum EDF/Areva oraz
firmy amerykańskie: GE Hitachi i Westinghouse.
Rząd preferuje Francuzów, co – zdaniem ekspertów – nie jest korzystne dla
Polski. – Firmy francuskie posiadają dzisiaj 15 proc. udziału w rynku
ciepłowniczym, 10 proc. udziału w rynku energii elektrycznej, a gdyby udało im
się jeszcze kupić firmę energetyczną Enea i zbudowaliby jeszcze dwie elektrownie
jądrowe, to kontrolowaliby jedną trzecią rynku energii w Polsce. Czy to sprzyja
bezpieczeństwu energetycznemu państwa? Odpowiedź może być tylko jedna – zauważa
dr Teluk. Instytut podkreśla, że decyzja o inwestycji w energię jądrową powinna
być podejmowana na podstawie kryteriów: ekonomicznych, technologicznych i
społecznych. Chodzi bowiem o wybór najlepszej firmy, która zaoferuje najlepszą
umowę, najszybszy czas wdrożenia projektu, która udokumentuje przewagę
technologiczną – przedstawi udane realizacje tego typu projektów na świecie – i
zagwarantuje duży udział polskiej gospodarki w tej inwestycji. Dlatego nie można
od razu wskazywać na konkretnego partnera w tym biznesie.
– Jeżeli od roku mówi się o tym, że elektrownie zbudują nam Francuzi, podczas
gdy do wiadomości publicznej nie została podana żadna publiczna oferta, która
wpłynęła do Polskiej Grupy Energetycznej, to pojawia się pytanie: co politycy
uzyskali, czy targiem były jakieś intratne stanowiska – zastanawia się prezes
Teluk. – Jeżeli podejmuje się decyzje na podstawie kryteriów politycznych, a nie
merytorycznych, to będzie to ze szkodą dla polskiej gospodarki i bezpieczeństwa
energetycznego państwa, a także ze szkodą dla konsumentów, którzy zostaną
zmuszeni do kupowania energii u monopolisty i nie będą mogli skorzystać z
dobrodziejstw wolnej konkurencji na rynku – dodaje Teluk.
Według ekspertów, powinniśmy za wszelką cenę dążyć do tego, aby nie uzależnić
się od jednego dostawcy w sektorze energetyki jądrowej, tak jak to się stało
choćby w przypadku gazu. Taka sytuacja znacznie osłabiłaby znowu naszą pozycję
na arenie międzynarodowej, bo rząd Francji, jeżeli mu się na to pozwoli, będzie
mógł wykorzystywać kwestie energetyczne do kontrolowania Polski w strukturach UE.
Problem polega na tym, że mamy też nie najlepsze doświadczenia we współpracy z
Amerykanami. Nie warto zbytnio wierzyć w ich obietnice, które można zweryfikować
przy realizacji umowy offsetowej przy zakupie samolotów F-16 dla polskiej armii.
Ale w ocenie dr. Tomasza Teluka, po stronie amerykańskiej jest przewaga
technologiczna. Dotychczasowe realizacje prowadzone przez Amerykanów na całym
świecie przebiegają bardzo sprawnie i bezproblemowo. – Z badań porównawczych,
które poczyniliśmy na podstawie najważniejszych światowych studiów dotyczących
kosztów energetyki jądrowej, jasno wynika, że technologia zaoferowana przez
Amerykanów będzie o mniej więcej 30 proc. tańsza od technologii europejskiej.
Ważna jest także sprawna realizacja projektów, które w mniejszym stopniu będą
zagrożone niż w przypadku konsorcjum francuskiego – wyjaśnia prezes Instytutu
Globalizacji. Okazuje się bowiem, że EDF/Areva ma spore problemy z realizacją
inwestycji w Finlandii, gdzie dopatrzono się stu błędów projektowych i gdzie
zagrożone było bezpieczeństwo reaktorów jądrowych.
W efekcie blok, który miał być podłączony do sieci w ubiegłym roku, zostanie
podłączony prawdopodobnie dopiero w 2012 roku. Zastrzeżenia do francuskiego
inwestora ma także Fiński Urząd Nadzoru Radiologicznego i Nuklearnego (STUK).
Inwestorem pierwszych dwóch elektrowni jądrowych w Polsce będzie należąca do
państwa Polska Grupa Energetyczna SA. Jacek Strzałkowski, rzecznik prasowy PGE,
w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" powiedział, że harmonogram inwestycyjny
zakłada do 2020 roku uruchomienie pierwszego reaktora w pierwszej elektrowni
jądrowej. – Cały czas pracujemy też nad wskazaniem miejsca budowy, cały czas
prowadzimy też analizy związane z wyborem technologii – wyjaśnia Strzałkowski.
Potwierdza, że trwają rozmowy ze światowymi partnerami, którzy posiadają
najnowocześniejsze i bezpieczne reaktory, jednak trudno mówić o konkretnych
firmach czy technologii. – Do końca roku wstępnie zostanie wybrana technologia
dla pierwszego reaktora. Zostanie też wybrany wstępnie partner, z którym PGE
powoła konsorcjum do budowy pierwszej elektrowni jądrowej w Polsce –
poinformował Jacek Strzałkowski. Zaznaczył, że nigdzie nie jest powiedziane, że
to Francuzi mają zostać przez nas wybrani. – Obecnie każdy partner ma dla nas
taką samą wartość – zapewnia rzecznik PGE.

Mariusz Kamieniecki

drukuj