Odpowiedzi przez kalkę

Kopiowanie wymijających odpowiedzi na pytania dotykające obowiązujących
zasad bezpieczeństwa lotów z najważniejszymi osobami w państwie, brak
jakiejkolwiek wiedzy na temat kompetencji ekspertów rosyjskiego
Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego odpowiedzialnych za wyjaśnienie przyczyn
katastrofy Tu-154M, nieuregulowanie zasad współpracy pomiędzy komisjami polską i
rosyjską – to tylko fragment obrazu działania polskiego rządu w sprawie
katastrofy smoleńskiej, jaki wyłania się z odpowiedzi resortu spraw wewnętrznych
na interpelacje poselskie Jerzego Polaczka.

– Odpowiedzi na pytania zawarte w moich dotychczasowych jedenastu wystąpieniach
miały na celu uporządkowanie w Polsce wiedzy na temat obowiązujących uregulowań
systemowych w zakresie transportu lotniczego VIP-ów. Moim zdaniem, obowiązkiem
rządu jest określenie swego rodzaju "danych wyjściowych". Dopiero na nie można
nakładać np. to, co działo się w kokpicie, czy to, co działo się z samolotem na
poszczególnych etapach lotu – podkreślił Jerzy Polaczek (Polska Plus). W jego
wystąpieniach chodziło o określenie, jak powinno wyglądać przygotowanie i
realizacja lotu VIP-owskiego z punktu widzenia obowiązujących procedur. W tym
przypadku unikanie odpowiedzi i zasłanianie się trwającymi pracami komisji jest
nieporozumieniem. Inaczej byłoby, gdyby chodziło o uzyskanie oceny tego, czy
wszystko zostało dopełnione, bo te kwestie należy pozostawić uprawnionym do tego
organom i trudno zarzucać, że komisja czy prokuratura w tym zakresie nie chcą
udzielać żadnych informacji do czasu zakończenia swoich prac.
Inaczej jednak wystąpienia posła interpretuje Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i
Administracji, które nie zadając sobie wiele trudu, kopiuje kolejne wymijające
odpowiedzi, podpierając się trwającymi pracami komisji. "Przez kalkę" resort
odniósł się do kwestii dotyczących standardów obowiązujących w 36. Specjalnym
Pułku Lotnictwa Transportowego oraz przyjętych zasad realizacji transportu
lotniczego VIP-ów. Podobnie potraktowano pytania o lotnisko Siewiernyj. –
Odpowiedzi na moje pytania odnoszące się do strony rosyjskiej, czyli kwestii
przygotowania lotniska w Smoleńsku na sytuacje krytyczne i dotyczące uprawnień
rosyjskiej służby ruchu lotniczego, powinny być znane już przed 7 kwietnia 2010
roku. Byłem przekonany, że kiedy leci się na lotnisko niekomunikacyjne, to
kwestie np. planu ratunkowego, wyposażenia lotniska w jednostki ratownicze, to
są rzeczy, które się wcześniej uzgadnia – stwierdził Polaczek.

Pytanie o pielgrzymkę

Takie podejście władz nasuwa pytanie o to, w jaki sposób planowana na 10
października pielgrzymka rodzin ofiar do Smoleńska – jeśli odbędzie się drogą
powietrzną – zostanie przygotowana. Na podstawie jakich danych samolot ma tam
wylądować? Czy na podstawie tych, których nie dostał 36. specpułk przed 7
kwietnia? Jak taki lot będzie zabezpieczony? Jak ustaliliśmy, m.in. te kwestie
staną się przedmiotem kolejnej interpelacji posła Polaczka.
Pośród wymijających stwierdzeń z odpowiedzi MSWiA można jednak wyczytać kilka
ważnych informacji. Okazuje się, że z jednej strony Edmund Klich, polski
akredytowany przy MAK, powinien na bieżąco przekazywać stronie polskiej
wszystkie pozyskane informacje. Z drugiej jednak strony ten sam minister
zauważył, że obydwie komisje działają oddzielnie, a kwestie współpracy pomiędzy
MAK i Komisją Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego nie są w żaden
sposób dodatkowo regulowane – bo też i nie ma takiej potrzeby. Jak zatem Edmund
Klich ma wypełniać "na bieżąco" swoją misję łącznikową?
Z punktu widzenia obowiązujących zasad – jest to możliwe, ale tylko po uzyskaniu
zgody Rosjan. – Te komisje działają oddzielnie, nie ma tu żadnego porozumienia,
a zatem przekazywanie informacji przez polskiego akredytowanego na zewnątrz bez
zgody MAK byłoby niezgodne z konwencją chicagowską. Efekty tego doskonale widać
w praktyce – wskazał poseł Polaczek.

W jakim języku będzie raport MAK

Tymczasem polski rząd, całkowicie uzależniając się od działań strony rosyjskiej,
nawet nie ma wiedzy o tym, jacy eksperci działający w MAK badają okoliczności
tragedii – do niewiedzy wprost przyznał się Jerzy Miller, minister spraw
wewnętrznych i administracji. Jak zatem spojrzeć na rzetelność prowadzonych w
Rosji badań i końcowego raportu MAK? – Z przesłanych mi odpowiedzi wyłania się
groteskowy obraz działania polskich służb. Co więcej, na kilka prostych zapytań
nie ma odzewu od połowy czerwca – zauważył poseł. Nie wiemy na przykład, którego
dnia uzgodniono formułę akredytacji, czy Rada Ministrów na swym posiedzeniu po
10 kwietnia omawiała taki temat i – co istotne – w jakim języku sporządzony
zostanie raport końcowy MAK. To bardzo ważna informacja, bo strona polska będzie
musiała odnieść się do raportu w ciągu 60 dni od przesłania pisma przewodniego.
Także na tym dokumencie swoją pracę oprze polska komisja. Doświadczenie
pokazuje, że MAK może przesłać liczący co najmniej 5 tys. stron materiał i
prawdopodobnie będzie on w języku rosyjskim. To rodzi poważne wątpliwości co do
wykonalności tego zadania, a w efekcie oznaczać może pełną akceptację wyników
prac MAK. Jak podkreślił poseł, w większości uzyskane odpowiedzi nie są
satysfakcjonujące i staną się przedmiotem ponownych wystąpień.
W ocenie mec. Stefana Hambury, pełnomocnika kilku rodzin ofiar katastrofy
smoleńskiej, większość z postawionych przez posła Jerzego Polaczka pytań dotyczy
podstawowych kwestii wynikających wprost z bieżącej działalności państwa. Tym
bardziej dziwi fakt, że udzielane odpowiedzi nie dotykają sedna sprawy, a część
pytań – postawionych jeszcze w czerwcu br. – wciąż pozostaje bez odzewu. – To są
podstawowe pytania, na które rząd powinien udzielić odpowiedzi. One na pewno by
nam pomogły w wyjaśnianiu całej sprawy smoleńskiej. Pozwoliłyby nam uściślić
chociażby te podstawowe kwestie, by móc spojrzeć na nie z szerszej perspektywy –
podkreślił w rozmowie z "Naszym Dziennikiem". Według mec. Hambury, nie widać
żadnych przeszkód, by większość z zadanych przez posła pytań już teraz mogła
znaleźć odpowiedzi, bez konieczności oczekiwania na zakończenie prac komisji
badającej okoliczności katastrofy.

Marcin Austyn

drukuj