Uważajmy na zamęt!
Fragment kazania wygłoszonego przez ks. bp. Stanisława Napierałę,
ordynariusza kaliskiego, w czasie diecezjalnych uroczystości dożynkowych w
Jankowie Zaleśnym, 22 sierpnia 2010 roku.
Kapryśna pogoda spowodowała zamęt w żniwach. Do dziś z tego powodu pozostają
niezebrane zboża w niektórych miejscach. O wiele bardziej szkodliwy zamęt
pojawił się jednak w naszym życiu społecznym i politycznym. Jest zamęt. Wielki
zamęt. To jest fakt. Po co zamęt? Żeby skłócać Polaków teraz, kiedy stają przed
poważnymi problemami, jak: rosnące ceny żywności, podwyżka podatków, bezrobocie,
pilna i skuteczna pomoc powodzianom? Potrzebna jest do tego wszystkiego zgoda.
Wielka zgoda, a nie zamęt.
Zamęt nie będzie służył owemu narodowemu przebudzeniu Polaków po katastrofie
smoleńskiej. To przebudzenie było nam dane jako łaska ku przestrodze, byśmy
uczyli się myśleć samodzielnie, byśmy nie pozwolili się wodzić na pasku jakiejś
poprawności.
Natomiast – jak widać z rozwoju sytuacji – zamęt to prawdziwa "woda na młyn" dla
pseudoreformatorów. Odezwali się więc zaraz i zapowiadają walkę. O co?
O usuwanie Boga i religii ze szkół i z życia publicznego w imię świeckości
państwa. Świeckość, Panowie, to nie ateizm. Państwo świeckie nie ma nic
wspólnego z zakazywaniem swoim obywatelom umieszczania czy noszenia znaków wiary
tam, gdzie oni żyją, uczą się, leczą, bawią.
Świeckość ma źródło w świecie. To prawda, że świat cieszy się własną autonomią.
Światem rządzą niezależne prawa. Świat nie jest jednak argumentem uzasadniającym
niewiarę w Boga. Przeciwnie, świat nosi niezliczone ślady Przyczyny, która
tłumaczy racjonalnie jego istnienie.
Świeckość, na którą się powołujecie, przypomina ów "naukowy światopogląd na
świat", który obowiązywał w PRL. Co on miał wspólnego z nauką, że go "naukowym"
nazwano? Absolutnie nic. Natomiast zamykał ludziom usta, odsądzał ich od
godności, od praw, od awansów. Spowodował ogromne zło i cierpienie. Nie
wskrzeszajcie upiorów! Nie zamącajcie ludziom w głowie! Nie wciskajcie im w
jedwabnych rękawiczkach pustki duchowej i moralnego nihilizmu.
Ci, których usiłujecie pozbawić prawa do wiary w życiu publicznym, wiecie, kim
są? To są przede wszystkim biedni ludzie, których głosami wy najczęściej
sięgacie po władzę.
Po co zamęt? Minione dni pokazały, że znowu chodzi o krzyż. Biedny krzyż Pana
naszego Jezusa Chrystusa. Przenieść krzyż! A pomnik? Ludzie zaniepokoili się, że
przeniesienie krzyża otworzy drogę do zacierania planu postawienia pomnika
godnie upamiętniającego narodową tragedię oraz jej ofiary pod Smoleńskiem.
Przenieść krzyż, bo miejsce, gdzie go umieszczono, jest przestrzenią publiczną,
państwową, świecką. Dziwna motywacja. Nie rozumiemy jej. Czyż nie kryje się w
niej ciche solidaryzowanie się z tymi, co w Europie usiłują rozpętać batalię
o usuwanie krzyża ze szkół i miejsc publicznych?
Przenieść krzyż! Zamęt się nakręca. Zamęt dał okazję do pojawienia się
radykalnych elementów. W sercu Warszawy zorganizowano ohydny spektakl. Gestami
i zgoła szatańskimi wrzaskami sprofanowano krzyż! Kpiono ze świętego znaku wobec
Europy? Jej to chyba na rękę. Nie wobec Europy, ale wobec tysiącletnich naszych
dziejów. Wobec dziedzictwa kultury, sztuki, cywilizacji. Wobec Warszawy –
stolicy, której domy i ulice naznaczone są przecież cierpieniem i miłością. To
wszystko zbezczeszczono. Ohydnie zakpiono sobie z nas, Polaków.
Przenieść krzyż? Owszem, ale w należnej kolejności, z zachowaniem tego, co on
wyraził po 10 kwietnia, i z porzuceniem fałszywej motywacji.
Bracia i Siostry, czuwajmy i módlmy się! Módlmy się za Ojczyznę. Nie pozwólmy w
zamęcie sprowokować się ani się dzielić. Pokój, radość, modlitwa. Wszystkie
elementy, ziejące wrogością i nienawiścią, odejdą.
