Miał być pomnik, to jest pomnik
Z Jerzym Bukowskim, rzecznikiem Porozumienia Organizacji Kombatanckich i Kresowych, rozmawia Paulina Jarosińska
Można odnieść wrażenie, że dr Andrzej Kunert, sekretarz generalny Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, w którymś momencie zmienił sposób mówienia o pomniku bolszewików w Ossowie. Teraz przekaz jest taki: to tylko zwykła mogiła, polegli nie są już naszymi wrogami.
– W liście wystosowanym do burmistrza Wołomina Andrzej Kunert ewidentnie mówił jednak o pomniku dla czerwonoarmistów, a teraz w kółko powtarza, że chodzi o mogiłę i że tak naprawdę przeciwnicy, którzy nie dopuścili do jego odsłonięcia w Ossowie, nie zgadzają się na mogiły dla bolszewickich żołnierzy. To oczywiście kłamstwo. Sam nieraz mówiłem o tym, że nie ma nic złego w skromnych mogiłach, nagrobkach, które wyrażają szacunek dla zmarłych. Jednak zupełnie czym innym są skromne mogiły, a czym innym okazałe pomniki dla najeźdźcy. Minister Kunert teraz po prostu wypiera się swoich słów, które przecież są poświadczone w tym piśmie, bo widzi, że sprawy obróciły się przeciwko niemu. Teraz media bez końca podnoszą, że została zbezczeszczona mogiła, a zapomina się o tym, że pierwotnie mowa była o pomniku i ostatecznie nie jest to jakiś mały pomnik nagrobny, ale ogromna konstrukcja, ogromny krzyż, w dodatku z 22 bagnetami! Sprawa dotyczy głównie właśnie tego, że pan Kunert mija się z prawdą i zmienia zdanie.
Dlaczego miałby tak postępować?
– Chodzi mu o tego rodzaju przeinaczenie faktów, żeby przekaz był taki, że ci, którzy protestują, sprzeciwiają się nie pomnikowi, ale mogile. Według mnie, takie działania dyskwalifikują go jako urzędnika państwowego. Niektórzy publicyści i historycy zauważyli już, że w pierwszej kolejności należałoby zająć się polskimi grobami poza granicami Polski, które nadal są w kiepskim stanie. W oficjalnym stanowisku naszego porozumienia nie było słowa o tym, że jesteśmy przeciwni mogiłom dla żołnierzy armii najeźdźczych, bo takie jest prawo międzynarodowe i taka jest chrześcijańska kultura, z której wyrastamy. Jednak na pomnik nie zgodzimy się nigdy, i o to toczy się ta cała sprawa. Mało tego, tak naprawdę nie wiemy, kto jest rzeczywistym zleceniodawcą i pomysłodawcą pomnika, bo w liście czytamy, że to Kancelaria Prezydenta wyszła z taką inicjatywą, a Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa sfinansowała wykonanie pomnika. Poza tym pierwotnie Bronisław Komorowski miał być 14 sierpnia na uroczystym odsłonięciu.
Jak Pan, jako rzecznik Porozumienia Organizacji Kombatanckich i Kresowych, przyjął informację o powstaniu takiego pomnika?
– To niedopuszczalne, żeby stawiać pomniki armii najeźdźczej! Powtórzę to, co jest w tej sprawie najważniejsze i co trzeba powtarzać: szacunek poległym żołnierzom należy się zawsze, ale pamiętajmy o tym, że często to Polacy musieli sami starać się o cmentarze, groby poza Polską, sami musieli je finansować i o nie dbać. Pomnik Orląt Lwowskich był budowany w czasach, gdy Lwów był miastem polskim. Gdyby pomnik żołnierzy rosyjskich powstał, np. w okresie carskim, to pewnie nadal by stał i nikomu nie przyszłoby do głowy, żeby go burzyć bez porozumienia ze stroną rosyjską. W przypadku tego pomnika w Ossowie sprawa wygląda inaczej i jest bardzo poważna.
Dochodzi do relatywizowania historii – zapomina się o tym, kto się bronił, a kto był najeźdźcą.
– Otóż to. To tak, jakbyśmy nagle chcieli stawiać pod Jasną Górą pomnik Szwedom. Poległym należą się mogiły, a nie – niezależnie od tego, pod jakim sztandarem walczyli przeciwko Polsce – pomniki. To jest zamazywanie historycznych granic, a nawet jakaś forma masochizmu. Działanie Andrzeja Kunerta to wywoływanie upiorów i w pewnym sensie prorosyjska polityka. Przekaz będzie teraz tak zmanipulowany – również za sprawą części mediów, które przyjęły taką retorykę, że Polacy nie szanują grobów i bezczeszczą cmentarze.
Dziękuję za rozmowę.
