Biały człowiek sprzedaje biednym fałszywą wolność
Z Agnieszką Dzieduszycką-Mańkowską, reżyserem filmów dokumentalnych,
współpracującą z międzynarodową organizacją katolicką "Pomoc Kościołowi w
Potrzebie", rozmawia Piotr Falkowski
Co jest głównym problemem w pomocy zagranicznej dla krajów ubogich?
– Moje refleksje opierają się na tym, co słyszałam od afrykańskich biskupów,
księży, świeckich misjonarzy, którzy z tej pomocy korzystają lub nie. Jest wiele
przykładów, gdzie pomoc organizacji humanitarnych, w tym różnych agend ONZ, jest
trwoniona. Pieniądze, które dostają, są według szacunków biskupów w około 80
procentach przeznaczane na administrację i utrzymywanie personelu. Pracownicy
tych organizacji jeżdżą, jak to widziałam w Sudanie, bardzo luksusowymi jeepami.
Wszyscy rozumiemy, że w tego typu rejonach konieczny jest dobry samochód
terenowy, ale przecież nie musi to być od razu ten najdroższy.
W takim razie to raczej biznes niż humanitaryzm…
– Sposób bycia tych ludzi wskazuje na to, że w większości wypadków ta praca jest
wykonywana dla pieniędzy. Misjonarze pracują przede wszystkim z powołania, z
miłości bliźniego, nie oczekując niczego w zamian. Pracownicy świeccy, którzy
często są w ogóle niewierzący, robią to dla pieniędzy. Być może niektórzy
działają w przypływie empatii, ale najczęściej jest to sposób zarabiania na
życie. A dostają niemałe pieniądze. Na przykład lokalni szefowie takich
organizacji mają pensje europejskiej wyższej kadry zarządzającej, jeżdżą co parę
miesięcy do domu na wypoczynek, mają zapewnione pełne utrzymanie na poziomie
europejskim.
Aż trudno w to uwierzyć…
– Jestem reżyserem filmowym i pracuję dla organizacji "Pomoc Kościołowi w
Potrzebie", która wysyła mnie w różne regiony świata. Byłam w 11 krajach Afryki,
w Ameryce Południowej – w 5 krajach. Z pracą tych wszystkich organizacji
zetknęłam się osobiście, na miejscu, bądź wiem o tym z rozmów z misjonarzami,
którzy mówią o tym zupełnie otwarcie. W Afryce na wspomnienie o tych
organizacjach humanitarnych ludzie wybuchają śmiechem bądź są zirytowani.
Pamiętam przypadek, gdy zorganizowano nagłośnioną w mediach zachodnich akcję
dokarmiania Afrykańczyków, bodajże w Kenii. Wyglądało to tak, że do wioski
przyjechała ogromna ekipa, ze sprzętem telewizyjnym do transmisji. Następnie
rozdano tubylcom zupę, każdemu po misce, i na tym cała akcja się skończyła.
Wydano ogromne pieniądze, ale ludzie nazajutrz znowu byli głodni. Oczywiście na
filmie akcja wyglądała bardzo dobrze i organizacja mogła się nią pochwalić.
Jak w takim razie pomóc krajom dotkniętym klęskami i niedorozwojem?
– Zdaniem wszystkich biskupów oraz organizacji, dla której pracuję,
najważniejsza jest edukacja. A potem miska zupy. Bo sama miska zupy niczego nie
załatwi. Pamiętajmy, że Afryka to kontynent, na którym trwają nieustannie jakieś
wojny, dochodzi do ciągłych migracji ludności. Ci, którym uda się przeżyć,
najczęściej nie mają swojej ziemi. Nie ma też komu pracować. Młode kobiety
bardzo wcześnie stają się matkami, zaś mężczyźni zajęci są walką bądź nie są
zainteresowani utrzymaniem rodziny, nie mają nawyku pracy, często popadają w
alkoholizm. Tych ludzi trzeba nauczyć uprawiać ziemię, pokazywać, jak sadzić czy
siać, jak zbierać plony i bronić ich przed grabieżą. To jest pole do działania
dla organizacji humanitarnych.
Jakie są rzeczywiste przyczyny nędzy i zapóźnienia krajów Afryki?
– Bardzo złożone. Dopóki nie pojawił się biały człowiek, Afrykańczycy doskonale
dawali sobie radę. Oczywiście dochodziło do konfliktów, ale też utrzymywano
pewną hierarchię wartości, były naturalne autorytety, takie jak wodzowie, rady
plemienne. Istniały swoiste, plemienne małe księstwa, w ramach których
funkcjonował czytelny podział: wojownicy bronili terytorium, kobiety rodziły i
wychowywały dzieci, inni uprawiali ziemię albo wypasali stada. Gdy przyszedł
kolonializm, to wszystko runęło. Zniszczono strukturę społeczną, odebrano
terytorium. I trwało to ponad 100 lat. Minęły więc dwa, trzy pokolenia.
Co się stało, gdy epoka kolonialna minęła?
– Wolność, jaką ofiarowano Afryce w latach 50. XX w., jest tak naprawdę fałszywą
wolnością. Stworzono sztuczne granice, rozbito plemiona, pokazano im zachodni
styl życia, niemający nic wspólnego z ich realiami. Ludzie, którzy weszli w nową
sytuację, po zniesieniu kolonializmu zostali odcięci od swoich korzeni i
tradycji, w tym sposobów gospodarowania i wychowania dzieci. Afrykę
zniszczyliśmy my, biali, a teraz nie mamy pomysłu, jak ją ratować. Organizacje
humanitarne ślizgają się po powierzchni problemu.
Te organizacje mówią głównie o przeludnieniu…
– No właśnie, ale to absolutna bzdura, tak jak i to, że Afryka jest "skazana na
głód". Współczesna technologia produkcji żywności pozwoliłaby wyżywić całą
Afrykę z upraw na terenie samej Kenii, jeśli w tym kraju zaczęto by uprawiać
ziemię według standardów zachodnich. Liczne kraje Afryki, Azji czy Ameryki
Południowej mają doskonałą glebę i klimat, mogłyby z powodzeniem dawać sobie
radę i jeszcze eksportować. Państwa bogate nie mają oczywiście interesu w tym,
żeby rozwijały się inne kontynenty, ponieważ traktują resztę świata jak rynek
zbytu.
W imię walki z przeludnieniem wymyślono, że będzie się rozdawać prezerwatywy w
Afryce. To prawdziwy horror dotykający ten kontynent i straszna krzywda –
kolejna, jaką biały człowiek wyrządził tym ludziom. Prezerwatywy nie bronią
przez AIDS i innymi chorobami. Jedyne, co pomaga zahamować rozprzestrzenianie
się AIDS, to program AB (ang. abstinence and be faithful – wstrzemięźliwość i
wierność) rozpoczęty w latach 90. XX w. w Ugandzie przez siostrę Miriam Duggan,
irlandzką misjonarkę, której idee udało się wcielić w życie i teraz, po 25
latach, przynosi owoce w postaci znacznego spadku zachorowalności. W RPA, gdzie
rozdawano prezerwatywy za darmo przez kilkadziesiąt lat, wskaźnik zachorowań na
AIDS jest wciąż bardzo wysoki.
Pomoc jest jednak możliwa…
– Tak. Chciałabym na koniec to podkreślić, że jedyna instytucja, która naprawdę
coś robi dla Afryki i Afrykańczyków, to Kościół katolicki. To, co robi Kościół
lokalny i misjonarze, a więc szpitale, przychodnie, szkoły, pomoc doraźna – to
rzeczywista odpowiedź na potrzeby tych ludzi i ogromne wsparcie dla nich, pomoc
docierająca nawet tam, gdzie już wszyscy inni się wycofali. Chciałabym
zaapelować do wszystkich, którzy chcą pomagać Krajom Trzeciego Świata, niech
czynią to tylko przez Kościół katolicki i katolickie zakony misyjne.
Dziękuję za rozmowę.
