Victoria Polska 1920

Victoria 1920 roku miała znaczenie europejskie, a nawet globalne,
ponieważ w sierpniu 1920 r. pod Warszawą i na całej linii Wisły starły
się ze sobą nie tylko Wojsko Polskie i sowiecka Armia Czerwona. Było to
zarazem starcie dwóch fundamentalnych idei – polskiego patriotyzmu oraz
komunistycznego internacjonalizmu. Starcie cywilizacji zachodniej,
europejskiej oraz rosyjsko-azjatyckiej. W Armii Czerwonej służyło
tysiące byłych carskich generałów i oficerów, którzy jeszcze kilka lat
wcześniej byli zaborcami Polski, a teraz pod bolszewicko-komunistycznymi
hasłami szli ponownie zdobywać Priwislianskij Kraj.

Agresja
Rosji Sowieckiej na Polskę i Europę rozpoczęła się od rozkazu –
dyrektywy Lenina z 29 listopada 1918 r. dla Armii Czerwonej. Premier
Rosji i bolszewicki dyktator nakazywał, aby przeniosła idee rewolucji
komunistycznej na Zachód, tak aby „zatopić bagnet Armii Czerwonej w
Europie”.
Wykonawcami tego rozkazu Lenina byli nieomal wszyscy
przywódcy rewolucji bolszewickiej, w tym Józef Stalin. To ten właśnie
sowiecki zbrodniarz i morderca milionów ludzi nazwał w listopadzie 1918
r. odradzającą się niepodległą Rzeczpospolitą „polskim przepierzeniem
między Rosją a Europą”. Według Stalina, to „polskie przepierzenie”
należy zniszczyć, oddziela ono bowiem rewolucję rosyjską od rewolucji
europejskiej, a Armia Czerwona jest tak silna, że może militarnie
zrealizować te polityczne plany.
Już 12 stycznia 1919 r. dowództwo
Armii Czerwonej – Lew Trocki oraz Siergiej Kamieniew – wydało
strategiczny rozkaz rozpoczęcia „czerwonego marszu na Zachód”, a tym
samym wykonania planu „Operacja Wisła”. Oznaczało to przejście przez
Polskę do Niemiec i rozpoczęcie tam rewolucji komunistycznej. 5 lutego
1919 r. Rosjanie zdobyli Kijów, a 14 lutego doszło do pierwszego starcia
młodego Wojska Polskiego z Armią Czerwoną. Była to bitwa o miasteczko
Mosty nad Niemnem. Tak rozpoczęła się wojna polsko-sowiecka, która z
miesiąca na miesiąc stawała się realnie wojną o Europę.
27 stycznia
1920 r. podczas wspólnego posiedzenia rządu i politbiura na Kremlu pod
przewodnictwem Włodzimierza Lenina naczelny dowódca Armii Czerwonej
Siergiej Kamieniew przedstawił władzom politycznym Rosji sowieckiej
ostateczny i szczegółowy strategiczny plan szeroko zakrojonej ofensywy
przeciwko Polsce, przygotowany przez szefa sztabu polowego Armii
Czerwonej Borysa Szaposznikowa (późniejszy marszałek i szef sztabu
generalnego armii sowieckiej; w 1939 r. razem ze Stalinem i Mołotowem
brał udział w pertraktacjach na Kremlu z von Ribbentropem 23 sierpnia;
to właśnie on przygotował plan agresji na Polskę 17 września). Główne
uderzenie miało zostać wyprowadzone przez Białoruś do końca kwietnia
1920 roku.

Decydująca bitwa XX wieku

Z perspektywy
XXI wieku Victorię Polską 1920 należy zaliczyć do trzech decydujących
bitew wieku XX. Były to: Warszawa 1920, Midway 1942, Stalingrad 1943.
Pozostałe najważniejsze bitwy XX wieku to: Cuszima 1905, Marna,
Tannenberg, Verdun – w I wojnie światowej, oraz bitwa o Anglię, Moskwa,
Pearl Harbor, lądowanie w Normandii – w II wojnie, a także wojny
wietnamska i koreańska.
Jeżeli przyjąć kryteria celów politycznych,
cywilizacyjno-ideowych, obszar bitwy, zasięg strategiczny, a także
sylwetki wodzów, to wymienione bitwy nawet przy innym ich rezultacie nie
decydowały jednak o losach całej Europy czy nawet świata. Wyjątkowość
Warszawy, Midway, Stalingradu polegała zaś na tym, że były nieodwracalne
i decydujące.
Bitwa Warszawska, Bitwa nad Wisłą, Cud nad Wisłą –
toczyła się na ogromnej przestrzeni. Front liczył od 650 do 800
kilometrów długości. Rozciągał się od Zaleszczyk i Czortkowa, przez
Lwów, Zamość, Dęblin, Warszawę, Płock, Włocławek, Toruń, Grudziądz. W
bitwie brali udział wybitni wodzowie, dowódcy oraz politycy. Po stronie
polskiej byli to m.in.: Józef Piłsudski, Władysław Sikorski, Kazimierz
Sosnkowski, Walery Sławek, Józef Beck, Lucjan Żeligowski, Tadeusz
Bór-Komorowski, Edward Rydz-Śmigły, Tadeusz Rozwadowski, Józef Haller,
Stanisław Haller, Tadeusz Kutrzeba, Leopold Okulicki, Stanisław Maczek.
Po
stronie sowieckiej w wojnę zaangażowani byli m.in.: Włodzimierz Lenin,
Józef Stalin, Feliks Dzierżyński, Michaił Kalinin, Lew Trocki,
najwybitniejsi marszałkowie Armii Czerwonej: Michaił Tuchaczewski,
Aleksandr Jegorow, Kliment Woroszyłow, Siemion Budionny, Siemion
Timoszenko, Wasilij Czujkow, Borys Szaposznikow, Gieorgij Żukow.
Obie
strony miały pełną świadomość, że Bitwa Warszawska zadecyduje o
przyszłości Europy, Rosji i Polski. Cele wojny zostały jasno nakreślone
przez rząd Rosji sowieckiej. Ale i Polacy mieli poczucie, że ponownie
stanowią „przedmurze Europy”, a już głęboką świadomość tego miał wódz
naczelny Wojska Polskiego, od którego strategicznych wizji i rozkazów
naprawdę zależały losy narodów i państw Europy.

„Wykończymy Polaków”

Znaczenie
Bitwy Warszawskiej dla losów Europy, a nawet całego świata rozumieli
najlepiej ci, którzy rozpętali wojnę i znali jej strategiczne cele:
przegrani przywódcy Rosji sowieckiej. W Moskwie 20 września 1920 r., a
więc już po klęsce pod Warszawą, przemawiając na zamkniętym posiedzeniu
rządu rosyjskiego, jego premier i bolszewicki dyktator Włodzimierz Lenin
tłumaczył, dlaczego przegrana Armii Czerwonej pod Warszawą była
katastrofą:
„Stanęliśmy przed nowym zadaniem. Mogliśmy i powinniśmy
byli wykorzystać sytuację militarną, żeby rozpocząć wojnę zaczepną.
Sformułowaliśmy to nie w oficjalnej uchwale, zawartej w protokołach
Komitetu Centralnego, ale powiedzieliśmy między sobą, że sprawdzimy za
pomocą bagnetów, czy w Polsce nie dojrzała już proletariacka rewolucja
socjalistyczna. Wiedzieliśmy dobrze, że rozbijając armię polską,
rozbijamy pokój wersalski, na którym opiera się cały światowy system
obecnych stosunków międzynarodowych. Gdyby Polska stała się sowiecka,
pokój wersalski zostałby zburzony i cały system międzynarodowy,
ustanowiony dzięki zwycięstwom nad Niemcami, runąłby. (…) Polska wojna
była najważniejszym punktem zwrotnym nie tylko w polityce Rosji
Sowieckiej, ale także w polityce światowej. Uważaliśmy bowiem, że gdzieś
pod Warszawą znajduje się nie centrum polskiego rządu burżuazyjnego,
ale centrum całego współczesnego systemu imperialistycznego oraz że
okoliczności pozwalają nam wstrząsnąć tym systemem i prowadzić politykę
nie w Polsce, ale w Niemczech i w Anglii”.
W zakończeniu przemówienia
Lenin zapewnił, że Moskwa „będzie nadal przechodzić od strategii
defensywnej do ofensywnej, bez ustanku, aż wykończymy tych Polaków na
dobre!”.
Przegrany sowiecki wódz, uważany za „czerwonego Napoleona”,
marszałek Michaił Tuchaczewski w tym samym duchu rewanżyzmu co Lenin
zapowiadał ponowną próbę podboju Polski i Europy:
„Nie ulega
najmniejszej wątpliwości, że gdybyśmy wyrwali z rąk burżuazji polskiej
jej burżuazyjną armię, pożar ten nie dałby się ograniczyć ścianami
polskimi. Jak wzburzony potok, rozlałby się po całej Europie Zachodniej.
Tego doświadczenia rewolucji z zewnątrz Armia Czerwona nie zapomni. I
jeżeli kiedykolwiek burżuazja europejska wyzwie nas do nowej walki, to
Armia Czerwona potrafi ją pogromić, zaś rewolucję w Europie wesprzeć i
rozprzestrzenić”.
Niezwykle zwięzły, ale charakterystyczny raport z 4
września 1920 r. wysłał do Moskwy Kliment Woroszyłow – komisarz
polityczny I Sowieckiej Armii Konnej (późniejszy marszałek i minister
obrony oraz przewodniczący Rady Najwyższej, czyli oficjalnie głowa
państwa Związku Sowieckiego). Woroszyłow pobity pod Lwowem i Zamościem
raportował swym zwierzchnikom na Kremlu przyczyny klęski Armii
Czerwonej: „Przeklęta, ciemna Polska wykazała szowinizm i tępą nienawiść
do ruskich”.

Agresja na Europę

5 maja 1920 r. Lew
Trocki – drugi obok Lenina przywódca Rosji i naczelny komisarz Armii
Czerwonej – na tajnym posiedzeniu rządu rosyjskiego na Kremlu nakreślił
szczegółowo plan agresji Rosji na państwa Europy. Inwazję Armii
Czerwonej nazywał rewolucją, która dąży „na spotkanie europejskiego
proletariatu, który wie, że może ono nastąpić tylko nad trupem
białogwardyjskiej Polski, w wolnej, Robotniczo-Włościańskiej Polsce”.
Armia
Czerwona skoncentrowała główne swe siły w dwóch rejonach: na północ od
bagien Polesia oraz w rejonie Charkowa. Oba te fronty sowieckie miały
się połączyć następnie już na terytorium Polski, a po jej zdobyciu
maszerować dalej na Europę. Na głównym kierunku uderzenia były Niemcy i
Francja. Komisarzem frontu południowego, który z rejonu Charkowa miał
przejść przez Galicję, Lwów i dalej na Zachód, był Józef Stalin. To do
niego osobiście Lenin wysłał z Moskwy pod Lwów zaszyfrowaną depeszę 23
lipca 1920 r. z rozkazem rządu Rosji: „Uważamy, że rewolucję należy
natychmiast nasilić we Włoszech. (…) W tym celu należy zsowietyzować
Węgry, a także Czechosłowację i Rumunię”.
W odpowiedzi z 24 lipca
Stalin obiecywał Leninowi zdobycie Lwowa i pobicie Polaków najpóźniej w
ciągu 7 dni. „Teraz, kiedy mamy Komintern, pokonaną Polskę i mniej czy
bardziej przyzwoitą Armię Czerwoną (…) byłoby grzechem nie pobudzić
rewolucji we Włoszech. (…) Należy postawić kwestię organizacji
powstania we Włoszech i w takich jeszcze nieokrzepłych państwach, jak
Węgry, Czechy (Rumunię przyjdzie rozbić). (…) Najkrócej mówiąc: trzeba
podnieść kotwicę i puścić się w drogę, póki imperializm nie zdążył jako
tako podreperować swojej rozwalającej się fury”.
Ta wymiana depesz
pomiędzy Leninem a Stalinem pokazuje, że Rosja sowiecka poszerzyła
pierwotne plany podboju Europy Zachodniej o Europę Południową.
4
lipca 1920 r. rozpoczęła się wielka ofensywa bolszewicka na całym
Froncie Zachodnim – od granicy z Łotwą aż do błot poleskich.
Strategiczne cele agresji sowieckiej nakreślił w swoim rozkazie
marszałek Tuchaczewski: „Żołnierze Armii Czerwonej! Nadszedł czas
rozrachunku. Armia Czerwonego Sztandaru oraz armia drapieżnego Białego
Orła stanęły naprzeciw siebie przed bojem na śmierć i życie. Przez trupa
Białej Polski prowadzi droga ku ogólnoświatowej pożodze. Na naszych
bagnetach przyniesiemy szczęście i pokój masom pracującym. Na Zachód!!!
Wybiła godzina natarcia. Na Wilno, Mińsk i Warszawę! Naprzód marsz!”.
Inne rozkazy obiecywały sołdatom milionowej Armii Czerwonej bogate łupy w
zdobywanych miastach Polski i Europy. Obiecywano m.in. „sławną z
bogactw Warszawę” (!) i zachęcano wprost do rabunków.
W krytycznym
momencie dla losów Polski i Europy cała ogromna odpowiedzialność
dziejowa za obronę przed milionową nawałą Armii Czerwonej spadła na
Józefa Piłsudskiego. Należy podkreślić, że Marszałek pełnił w tych
dramatycznych zmaganiach jednocześnie cztery kluczowe stanowiska: jako
Naczelnik Państwa był faktycznym prezydentem Rzeczypospolitej. Jako Wódz
Naczelny dowodził całością Wojska Polskiego, podlegał mu szef Sztabu
Generalnego oraz wszyscy inni generałowie i dowódcy. Piłsudski był
zarazem przewodniczącym Rady Obrony Państwa, w skład której wchodzili
premier rządu, marszałek Sejmu oraz inni politycy i wojskowi. I wreszcie
Marszałek Józef Piłsudski osobiście objął dowodzenie tzw. grupą
uderzeniową, która 15-16 sierpnia ruszyła do kontrofensywy na pewną już
zdobycia Warszawy Armię Czerwoną. Były to ostatnie rezerwy, strategiczny
odwód polski, dużo słabszy od rosyjskiego. Ale te ostatnie kilka
polskich dywizji zostało skoncentrowanych w newralgicznym miejscu w
widłach Wisły i Wieprza oraz w krytycznym momencie wielkiej bitwy. I
dlatego Piłsudski dowodził nimi osobiście.

Waleczni na polu chwały

11
sierpnia 1920 r., kiedy toczyły się najbardziej zażarte i dramatyczne
boje na przedpolach Warszawy, Lwowa, Płocka, kiedy czołowe oddziały
bolszewików dochodziły już do linii Wisły, Marszałek Piłsudski jako
Naczelnik Państwa, a zarazem przewodniczący Rady Obrony Państwa
ustanowił Krzyż Walecznych. Był on nadawany zarówno żołnierzom, jak i
oficerom i generałom za wyjątkowe bohaterstwo i waleczność na polu
chwały.
Polem chwały były wtedy niemal wszystkie miejsca, gdzie
żołnierze Wojska Polskiego toczyli bohaterskie bitwy i starcia z
przeważającymi siłami wroga. To m.in. przedpola Warszawy wokół Wołomina,
Radzymina, Zielonki, Kobyłki, Nasielska, to „zawsze wierny” Lwów,
Grodno, Płońsk, broniony bohatersko Płock – jedyne miejsce, gdzie
Rosjanom udało się dotrzeć bezpośrednio do brzegu Wisły; Brody, Zamość,
Zbaraż, Włocławek, a nawet Toruń. Tutaj Armia Czerwona dotarła w
sierpniu 1920 r. najdalej na zachód, chcąc uchwycić most przez Wisłę. Z
Torunia do granicy z Niemcami było już zaledwie kilkadziesiąt
kilometrów, a do Berlina około 400 kilometrów i zupełna próżnia
strategiczno-operacyjna, luka bez żadnej jednostki bojowej.
Na
geopolitycznej mapie wielkich wydarzeń militarnych i wojen w dziejach
świata zawsze jest jakiś punkt krytyczny. Dziejowe zmagania, wielkie
wojny obronne i strategiczne ofensywy, nawet jeśli trwały wiele lat,
nawet jeżeli uczestniczyły w nich milionowe armie – zawsze miały taki
historyczny moment zwrotny. Tak właśnie było w sierpniu 1920 r., kiedy
milionowa nawała Armii Czerwonej zdobyła już ponad połowę terytorium
Rzeczypospolitej i pewna zwycięstwa nad Polakami szła pod złowieszczym
bolszewickim hasłem: „Naprzód na Zachód! Przez trupa Polski do serca
Europy”.
Victoria Polska miała swój punkt krytyczny między 14 a 17
sierpnia 1920 roku. To wtedy nastąpił przełom, cud, zwrot
operacyjno-strategiczny, to wtedy powstrzymany został walec sowieckiej
ofensywy, a Wojsko Polskie przeszło do kontrataku. Trzy newralgiczne dni
i trzy krytyczne bitwy zmieniły losy wojny, a w konsekwencji losy
Polski, Europy, a także przegranej Rosji.
14 sierpnia 1920 r. w
miejscowości Ossów, odległej od stolicy zaledwie o 20 km, na podejściach
do Wołomina został stoczony bój, który przeszedł do legendy i tradycji
historycznej jako pierwsza porażka Armii Czerwonej w bitwie o Warszawę.
Bitwę pod Ossowem rozstrzygnęli żołnierze polskiej 8. Dywizji Piechoty
oraz dwa polskie pociągi pancerne „Mściciel” i „Paderewski”, które
wyjechały z bocznicy kolejowej w Wołominie i zaatakowały pewnych już
zwycięstwa bolszewików. Krytycznym momentem bitwy było kontrnatarcie pod
Ossowem prowadzone przez l. Kompanię 236. Pułku Piechoty złożoną
wyłącznie z żołnierzy ochotników, w tym głównie harcerzy. Na ich czele
szedł bohaterski ksiądz kapelan Ignacy Skorupka. W ręku trzymał krzyż,
ubrany był w sutannę, co miało wzmocnić morale żołnierzy, ale zarazem
stanowiło łatwy cel dla wroga. Prowadzony przez księdza Skorupkę mały
oddział powstrzymał w krytycznym momencie sowiecką 79. Brygadę
Strzelców. To był przełom w walkach o stolicę Polski. Poległy bohaterską
śmiercią ksiądz Skorupka stał się symbolem obrońcy Ojczyzny i
poświęcenia życia w walce o jej wolność.
W nocnych walkach z 14 na 15
sierpnia 1920 r. w Zamostkach Wólczyńskich pod Radzyminem poległ inny
bohater Bitwy Warszawskiej – porucznik Stefan Pogonowski, dowódca 1.
Batalionu 28. Pułku Strzelców Kaniowskich. Stało się to zaledwie 16
kilometrów od Warszawy, którą bolszewicy planowali zająć następnego
dnia. Generał Lucjan Żeligowski, jeden z najwybitniejszych polskich
dowódców, tak opisywał znaczenie ataku pod Radzyminem w nocy z 14 na 15
sierpnia batalionu ciężkich karabinów maszynowych pod dowództwem
Pogonowskiego:
„Dnia 15 sierpnia o godz. 1-szej w nocy, prowadząc swe
dzielne kompanie do zwycięskiego ataku na pozycje nieprzyjacielskie,
pod Radzyminem padł dowódca 1-go batalionu 28-go pułku piechoty śp. kpt.
Pogonowski (…) w chwili, kiedy nieprzyjaciel otworzył sobie wejście
do stolicy, Pogonowski z batalionem odosobnionym, w miejscu najbardziej
zbliżonym do tyłów nieprzyjaciela, uderzył nań w nocy pod Wólką
Radzymińską, dzięki czemu nieprzyjaciel, który już doszedł do Kątów
Węgierskich, czuł się zagrożony na swoich tyłach. (…) W samorzutnej
inicjatywie śp. kpt. Pogonowskiego leży wielkość jego czynu. Był to
moment zwrotny w historii tej wojny. Psychologia klęski, cofania się,
ciągłych odwrotów została nareszcie przełamana. Odwróciła się karta
historii. W tym przełomie psychologicznym jest wielka treść czynu i
śmierci śp. kpt. Pogonowskiego”.
17 sierpnia 1920 r. w Zadwórzu na
przedpolach Lwowa doszło do dramatycznej bitwy polskiego batalionu
piechoty pod dowództwem kapitana Bolesława Zajączkowskiego z dwiema
brygadami kawalerii sowieckiej. Była to czołowa grupa osławionej
sowieckiej I Armii Konnej marszałka Siemiona Budionnego. Bitwa pod
Zadwórzem przeszła do tradycji i chwały oręża polskiego i już w 1920
roku była nazywana „Polskimi Termopilami”. Żołnierze polscy przez cały
dzień stawiali bohaterski opór wielokrotnie silniejszej i liczniejszej
Armii Czerwonej, opóźniając jej marsz na Lwów, co pozwoliło przygotować
obronę miasta. W ten sposób pod Lwowem zatrzymana została nie tylko
sowiecka I Armia Konna, ale cały sowiecki Front Południowo-Zachodni,
którego dowódcą był marszałek Jegorow, a komisarzem politycznym sam
Stalin. To z kolei spowodowało, że te ogromne siły bolszewickie nie były
w stanie wspomóc sowieckiego Frontu Zachodniego marszałka
Tuchaczewskiego w krytycznych dniach Bitwy Warszawskiej.
Bitwę pod
Zadwórzem porównywano do greckich Termopil ze względu na bohaterstwo i
liczbę Polaków, podobną do liczby 300 Spartan dowodzonych przez
Leonidasa, którzy zginęli, wybierając śmierć w obronie Ojczyzny, a nie
poddanie się barbarzyńskim najeźdźcom – Persom, ciągnącym na Grecję aż z
Azji. Z 318 żołnierzy batalionu kapitana Zajączkowskiego zginęli na
polu chwały wszyscy, łącznie z dowódcą. Jego ostatni rozkaz brzmiał:
„Chłopcy, do ostatniego ładunku!”. Kiedy zabrakło amunicji, doszło do
dramatycznej walki wręcz, podczas siódmej szarży rosyjskiej kawalerii
kozackiej na Polaków. Kapitan Zajączkowski oraz kilku oficerów ostatnią
kulą, jaka im pozostała, odebrali sobie życie. Pozostali zginęli w
walce. Do niewoli sowieckiej dostało się jedynie kilkudziesięciu rannych
żołnierzy polskich. Wszyscy natychmiast zostali wymordowani przez
bolszewików, mimo że byli bezbronnymi jeńcami wojennymi.

Dr Józef Szaniawski

drukuj