Polityczna schizofrenia
Człowiek chory na schizofrenię ma poważne problemy z postrzeganiem
rzeczywistości. Doznaje omamów słuchowych i wzrokowych przy częstym
zaburzeniu mowy. To bardzo ciężka i trudna w leczeniu choroba. Od 2005
roku człowiek całkowicie zdrowy na umyśle może odnieść wrażenie, że w
naszej rzeczywistości co innego widzi i co innego słyszy. Trudność
odnalezienia się w rzeczywistości pogłębiają politycy, szczególnie ci,
którzy nie tylko, że co innego widzą, co innego słyszą, co innego mówią,
ale jeszcze co innego robią.
Wśród polityków najwięcej jest
„specjalistów psychiatrów”, poza jednym Bogdanem Klichem, ministrem
obrony narodowej, który jest lekarzem psychiatrą. Nie „diagnozuje”, nie
mówi np., że ktoś ma nienawiść w oczach, jest pełen kompleksów, ukrywa
swoją prawdziwą twarz, kieruje się zemstą, coś mu się stało z psychiką
itd., itp. Taki pseudomedyczny opis zachowań przeciwnika politycznego
sugerujący, że z jego zdrowiem psychicznym jest coś nie tak, ma tylko
jeden cel – zdeprecjonowanie i ośmieszenie go w oczach opinii
publicznej. Łatwość, z jaką przychodzi politykom sugerowanie, że ich
adwersarze są „zdrowi inaczej”, stała się u nas codzienną praktyką.
Człowiekiem,
z którego od lat robi się wariata, jest poseł Antoni Macierewicz. Kiedy
ostatnio na konferencji prasowej zaprezentował materiały, z których
jednoznacznie wynika, że odpowiedzialność za zabezpieczenie wizyty
prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Katyniu ponoszą Bogdan Klich oraz Tomasz
Arabski, minister w kancelarii premiera, który koordynował
przygotowania do tej wizyty, reakcją marszałka Grzegorza Schetyny było
oświadczenie w żenującym stylu: „No wiecie, państwo, wszystko, co mówi
Antoni Macierewicz, no wiecie, to jest poza logiką normalnej oceny tej
sprawy”. Zapytany o to samo premier odpowiedział, że oświadczenia
Macierewicza nie spędzają mu snu z powiek. Od lat nie zdarza się, aby
podjęto z posłem Macierewiczem poważną polemikę, gdyż mogłoby to wręcz
uwłaczać „normalnemu” przecież człowiekowi. Prawda jest jednak taka, że
to Antoni Macierewicz jest dokładny i trafia w najczulsze punkty, jak
choćby w ten o odpowiedzialności za przygotowanie przez kancelarię
premiera wizyty prezydenta. Szef Wojskowej Prokuratury płk Ireneusz
Szeląg w czasie spotkania z parlamentarzystami w Sejmie potwierdził, że
koordynatorem organizacji „specjalnego transportu lotniczego” jest szef
kancelarii premiera. Czy prokurator płk Ireneusz Szeląg też jest „no
wiecie” i czy to, co powiedział, jest poza „logiką normalnej oceny tej
sprawy”? Nie, nikt tego nie powiedział, a przecież stwierdził dosłownie
to samo, co poseł Antoni Macierewicz.
Czy w kategoriach logiki i
racjonalności da się ocenić powszechny, medialny spektakl w dniu
zaprzysiężenia prezydenta Bronisława Komorowskiego, kiedy przez cały
dzień bardzo niewiele mówiono o tym, co powiedział nowy prezydent w
exposé, wałkowano natomiast „haniebny” czyn szefa PiS Jarosława
Kaczyńskiego, który nie wziął udziału w uroczystości zaprzysiężenia w
Sejmie? Nasłuchaliśmy się mnóstwa inwektyw pod jego adresem, w tym
nawiązujących do zachowań psychicznych.
Osobą szczególnie
wyróżniającą się w prezentacji tzw. psychiatrii politycznej jest
profesor etyki Magdalena Środa. Już ona wie najlepiej, kiedy Jarosław
Kaczyński „cynicznie udawał” i kiedy „nakłada maskę”, dlaczego polityka
jest dla niego „fizjologią”, kiedy bywa „samotny i szaleńczy”, w jaki
sposób PiS jest „wierny jego fobii”, i że Kaczyński to „osobowość
niebezpieczna, nieskuteczna i śmieszna”.
A tak przy okazji, co można
powiedzieć o profesor etyki (sic!) Magdalenie Środzie w związku z jej
wypowiedzią dla „Rzeczpospolitej” na temat reklamy „zimnego Lecha” pod
Wawelem? Pani profesor etyki stwierdziła: „No i bardzo dobrze. Lech
Kaczyński ma, na co zasłużył. Ani on, ani jego ugrupowanie nie
protestowali nigdy przeciwko seksistowskim reklamom, typowym dla Polski.
Spotkała go więc sprawiedliwa kara”. Jak osoba, która mówi takie
brednie, może uczyć etyki?
W podobnym stylu „specjaliści
psychiatrzy” atakują osoby broniące krzyża na Krakowskim Przedmieściu. W
ocenach dominuje opis zachowań charakterystyczny dla osób
niezrównoważonych psychicznie. I to jest jeszcze jeden dowód na to, że
najwięcej w kraju mamy „psychiatrów”, a wielu z nich to politycy
(Wałęsa, Kutz, Marcinkiewicz, Halicki, Graś, Nowak). Psychiatrii nie
skończyli, ale gdy trzeba zdiagnozować psychikę Jarosława Kaczyńskiego,
są pierwsi. To dzięki nim rzeczywistość naprawdę jawi się
schizofrenicznie, a stan taki udziela się wielu innym. Na dowolne
pytanie zadane posłowi Stefanowi Niesiołowskiemu z pewnością odpowie on
atakiem wymierzonym w PiS i Jarosława Kaczyńskiego. I będzie to robił
bardzo przekonująco, z wiarą w to, co mówi. Tak to jest z tą trudno
diagnozowalną chorobą.
Podczas swojego pierwszego wywiadu dla TVP
Info nowy przewodniczący KRRiT Jan Dworak, były członek PO, jak gdyby
nigdy nic stwierdził, że abonament radiowo-telewizyjny trzeba płacić,
aby media publiczne się rozwijały. Krajowa Rada ma czynić starania w
sprawie jego skutecznej ściągalności. Ani słowa o tym, że to Platforma
Obywatelska, jeszcze nie tak dawno, ustami premiera Donalda Tuska
namawiała do niepłacenia abonamentu jako niezasłużonego podatku,
haraczu, daniny. Jak widać, wszystko się zmieniło, odkąd Platforma
objęła władzę w mediach publicznych. Ale najważniejsze, że jeden z
objawów „schizofrenii politycznej” został właśnie zdiagnozowany i
uleczony.
Rzeczywiście można mieć problemy ze zrozumieniem otaczającego nas świata polityki.
Wojciech Reszczyński
Autor jest komentatorem Programu III Polskiego Radia.
