Solidarni z Krainy Biebrzy
Ze Zdzisławem Dąbrowskim, wójtem Gminy Trzcianne, inicjatorem akcji pomocy
powodzianom przez samorządy, rozmawia Małgorzata Goss
Jak zrodził się wśród biebrzańskich rolników i samorządowców pomysł
zorganizowania pomocy w naturze dla powodzian?
– Wszyscy oglądaliśmy tę tragedię w telewizji. Chęć niesienia pomocy w takiej
sytuacji powstaje samorzutnie, z potrzeby serca. Ksiądz proboszcz ogłosił
zbiórkę dla poszkodowanych, różne organizacje społeczne utworzyły konta.
Zastanawialiśmy się wspólnie, w jaki sposób i my moglibyśmy pospieszyć z pomocą.
Jesteśmy gminą rolniczą, zatem oferujemy poszkodowanym przede wszystkim produkty
rolne. Tylko trzeba się zorganizować. Skierowałem listy do sołtysów w całej
gminie, aby osobiście porozmawiali z mieszkańcami i zorientowali się co do
możliwości udzielanego wsparcia. Sołtysi chodzili więc od gospodarstwa do
gospodarstwa, a każdy z rolników mówił, co może dać (produkty rolne czy
pieniądze). Ofiarność ze strony mieszkańców była ogromna.
Komu pomaga gmina Trzcianne?
– Adresatem naszego wsparcia jest gmina Gorzyce w powiecie sandomierskim.
Wskazał nam ją urząd wojewódzki jako tę, której potrzeby odpowiadają naszym
możliwościom. Gorzyce to gmina rolnicza. Woda całkowicie zalała tam kilka
miejscowości. Rolnicy w tym roku nic nie zbiorą, a przecież muszą utrzymać
rodziny i cały inwentarz żywy, konieczne jest sprzątanie po powodzi, trzeba
wyremontować budynki, spłacić kredyty. Dzwoniłem także do innych gmin. Tam
bardziej od produktów rolnych oczekuje się wsparcia finansowego czy materiałów
budowlanych. Dlatego wybraliśmy Gorzyce. Odwiedziłem tę gminę, by na miejscu
dowiedzieć się, co konkretnie kupić za zebrane pieniądze. Na długo zapamiętam
ten obraz zniszczeń. Radny Kazimierz Stachurski, sołtys wsi Szorce, powiedział,
że trzy dni nie będzie mógł spać po tym, co zobaczył. Około 3 tysięcy domów
uległo zalaniu, a woda utrzymywała się w nich prawie 3 tygodnie! Ludzie stracili
wszystko, siedzą w pustych ścianach. Nie ma tam dziś biednych i bogatych –
wszyscy wymagają wsparcia. Powódź dotknęła co drugiego mieszkańca gminy, w sumie
ok. 7 tysięcy osób. Zniszczone domy, zagrody, sprzęt gospodarstwa domowego,
pola. Artykułami pierwszej potrzeby są obecnie pralki, lodówki, kuchenki.
Burmistrz Gorzyc na samo dożywianie mieszkańców wydał już z gminnego budżetu 1,5
mln złotych, a gdzie inne potrzeby? Potężnym problemem dla miejscowego samorządu
są wysokie opłaty za wywóz śmieci, idące w miliony (200 zł za tonę). Gmina nie
ma własnego wysypiska, musi korzystać ze składowisk w sąsiednich gminach, a
sprzątać po powodzi trzeba. Już tylko na tym przykładzie widać, jak wielka jest
konieczność szerszego włączania samorządów w akcję pomocy powodzianom. Gdyby
wszystkie gminy w Polsce przeznaczyły na to choćby po 20 tys. zł albo pomogły w
innej formie… Pamiętajmy, że po lecie następuje jesień i zima. Ci ludzie sami
sobie nie poradzą. Chcielibyśmy zorganizować dla Gorzyc pomoc długofalową, a nie
ograniczoną do jednej akcji. Dlatego w niedzielę podczas festynu z okazji Dni
Trzciannego kwestowaliśmy na rzecz poszkodowanych.
Czy ten gest solidarności poprzez wysyłanie plonów i pieniędzy spotkał się z
wielkim odzewem wśród mieszkańców gminy Trzcianne?
– Mieszkańcy są bardzo chętni do niesienia pomocy. Oczywiście nie wszyscy mogą,
bo bywa, że sami niewiele mają. Zawsze podkreślam, że nie ma żadnego przymusu.
To musi płynąć z serca. Kilka lat temu nasz region dotknęła susza i my także
dostawaliśmy dary – z Opolszczyzny i innych stron kraju. Mamy tutaj rozwinięte
gospodarstwa mleczne i bazujemy na paszy z łąk. Wtedy było tak sucho, że trawa
wyschła, i nic nie zebraliśmy, nie było czym nakarmić krów. Otrzymaliśmy wówczas
dużą pomoc z całej Polski. Najpierw dary dotarły do wsi Wilamówka, a potem – w
zasadzie każda miejscowość uzyskała transport paszy, nawozów lub pomoc
finansową. Pamiętamy o tym teraz, gdy możemy coś ofiarować innym w potrzebie.
Bardzo wielu gospodarzy zadeklarowało pomoc. Mało tego, gdy kierowca z
transportem z gminy zjawiał się na miejscu, wszyscy dawali więcej, niż
zadeklarowali. Wkrótce dojdziemy do stu ton zboża i ponad 200 bel paszy dla
krów. Wysłaliśmy jeden transport bel i trzy transporty zboża, czwarty pójdzie
dziś. Wszystko udało się sprawnie zorganizować: podjeżdżamy własnym transportem,
rolnik wskazuje tylko miejsce, skąd odebrać dary, my je przewozimy i
załadowujemy na tira, który dostarcza towar poszkodowanym w powodzi. Wysyłamy
głównie jęczmień, mieszanki zbożowe, owies, pszenicę. Tylko towar najwyższej
jakości, częściowo z nowych zbiorów. Niektórzy rolnicy zaoferowali nawet po 2,5
tony zbóż.
A co z kosztami transportu? Gmina jest słabo zaludniona, biedna, jej budżet
jest niewielki…
– Szukamy sponsorów. Miejscowy właściciel firmy transportowej zaproponował
przewóz po kosztach przejazdu tylko w jedną stronę, inny przedsiębiorca
zaoferował, że pokryje koszty transportu, trochę wyłoży też sama gmina. Dowóz to
spory problem. Ale pomagać trzeba. Jutro może sami będziemy potrzebowali pomocy.
Czasem wydaje się, że mamy już wszystko: drogi, wodociągi, hydrofornie,
kanalizacje, a potem przychodzi wielka woda albo wichura i okazuje się, że cały
dorobek z dnia na dzień przepada. Nigdy nie można myśleć, że jesteśmy
samowystarczalni. Podlaskie wie, co znaczą wichura zmiatająca wieś czy zalane
łąki, których nie można skosić. Akcja niesienia pomocy powodzianom szybko się
rozszerza na tych terenach. Mońki też już pomagają. Kiedy dowiedzieli się na
zebraniu w starostwie, że w Trzciannem ruszamy z pomocą, to sołtysi z Krypna,
Goniądza, Jaświł oświadczyli, że zrobią to samo. To przede wszystkim mieszkańcy
domagają się, aby w gminach organizować pomoc dla powodzian.
Dziękuję za rozmowę.
