Uszanujmy Krzyż Chrystusowy i pamięć ofiar

Z ks. prof. Waldemarem Chrostowskim z Uniwersytetu Kardynała Stefana
Wyszyńskiego w Warszawie i Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu rozmawia
Bogusław Rąpała

Po raz kolejny jesteśmy świadkami nowej odsłony walki z krzyżem,
wykorzystywania chrześcijańskiego symbolu do konfliktu i siania zamętu. Czy nie
wynika to ze złej interpretacji znaku niosącego przesłanie miłości i pokoju?

– Krzyż jest znakiem męki i zbawczej śmierci Jezusa Chrystusa; śmierci, która
ogarnia wszystkich ludzi i każdego człowieka, wyzwalając nas z niewoli grzechu i
potępienia. W tym znaczeniu krzyż jest symbolem absolutnie uniwersalnym. W
pewnym sensie nie jest nawet własnością chrześcijaństwa, ani tym bardziej
żadnego chrześcijanina, dlatego że przez wieki upamiętnia to, co w historii
świata i ludzkości jest najważniejsze – jedyną i powszechną zbawczą ofiarę
Jezusa Chrystusa. Wszędzie tam, gdzie jest krzyż, ta ofiara jest przypominana i
w pewien symboliczny sposób uobecniana. To znaczy, że każdy, kto stawia krzyż i
kto o niego wyraża swoją troskę, musi pamiętać, iż za tym znakiem stoi to, co
prawdziwie najcenniejsze, czyli męka, krew i śmierć Zbawiciela. A z drugiej
strony każdy, kto podejmuje walkę z krzyżem, kto przeciw niemu występuje, musi
zdawać sobie sprawę, że jego postawa ma znacznie większe konsekwencje niż
przeciwstawianie się widocznemu znakowi i symbolowi, oznacza bowiem również
uzewnętrznienie rzeczywistego stosunku wobec Jezusa Chrystusa i owoców Jego
zbawczej męki.

Czy próba usunięcia za wszelką cenę krzyża sprzed Pałacu Prezydenckiego nie
jest w jakimś sensie próbą wyparcia z pamięci katastrofy smoleńskiej?

– Krzyż przed Pałacem Prezydenckim został postawiony w ściśle określonych,
konkretnych okolicznościach. Wtedy gdy go stawiano, należało od razu zadać sobie
pytanie, co będzie dalej. Nie może bowiem być tak, że kierując się doraźnymi
emocjami i pobudkami, choćby były najbardziej szlachetne, nie zadajemy sobie
pytań o bliższą i dalszą przyszłość. W obecnej sytuacji jest tak, że za
żądaniami natychmiastowego usunięcia krzyża stoją w gruncie rzeczy przesłanki
polityczne i ideologiczne, których częścią jest długo skrywana awersja wobec
tożsamości polskiej i chrześcijańskiej, a więc i próba wyparcia ze zbiorowej
pamięci katastrofy smoleńskiej. Dlatego rozwiązanie tej sprawy wymaga ogromnej
wrażliwości i nie może hołdować żadnym naciskom ani wymaganiom politycznej
poprawności.
Nie ulega żadnej wątpliwości, że krzyż w sąsiedztwie Pałacu Prezydenckiego
upamiętnia śmierć wszystkich ofiar katastrofy pod Smoleńskiem. A więc nie tylko
pary prezydenckiej, lecz także pozostałych 94 ofiar, ponieważ śmierć tych ludzi
nastąpiła w tym samym czasie i w tych samych okolicznościach. Przed Bogiem
wszyscy są równi! Wszystkie ofiary tej katastrofy w pełni zasługują, by właśnie
w tym miejscu ofiara ich życia została zapamiętana i należycie upamiętniona.

Wobec tego przed Pałacem powinien stanąć pomnik dla upamiętnienia ofiar
tragedii z 10 kwietnia?

– Gdy patrzy się na krzyż przed Pałacem Prezydenckim, widać, że jest on
tymczasowy, prowizoryczny, a więc długo się nie ostoi. Gromadził i łączył ludzi
w dniach żałoby – był więc bardzo potrzebny. Nieporozumienie polega na tym, że
wokół tego krzyża, który powinien nadal łączyć oraz skłaniać do refleksji i
modlitwy, wybuchły niesnaski i kłótnie, do których krzyż jest wyłącznie
pretekstem. Bo podziały dotyczą w gruncie rzeczy nie tyle krzyża, ile wartości
podstawowych, jak również spojrzenia na przyczyny i naturę tragedii smoleńskiej.
Źle się stało, że wcześniej na odpowiednich szczeblach kościelnych i państwowych
w sposób dyskretny i skuteczny nie zostało ustalone to, co powinno zostać
spokojnie i rzeczowo uzgodnione, a mianowicie los tego krzyża. Źle się również
stało, że ta sprawa nie tylko została nagłośniona, ale przy tej okazji
uaktywniły się najrozmaitsze ośrodki i głosy, którym na pewno nie chodzi o
dobro, symbolizowane przez krzyż, ale o podszczuwanie i nakręcanie atmosfery
wzajemnej niechęci, podejrzliwości, wrogości i kłótni w polskim społeczeństwie.
I to jest gorszące! Z tym trzeba jak najszybciej skończyć!
W rozstrzygnięciu tej sprawy trzeba przede wszystkim wziąć pod uwagę dwie
okoliczności, które wysuwają się na pierwszy plan. Jedna to ta, że śmierć pary
prezydenckiej i pozostałych osób, które zginęły w katastrofie, wymaga
upamiętnienia – także przed Pałacem Prezydenckim, zaś jednym z najważniejszych
elementów tego upamiętnienia, najbardziej jednoznacznym i wymownym, powinien być
krzyż. Ci ludzie zginęli jako chrześcijanie, a dla każdego chrześcijanina krzyż
jest znakiem, który najmocniej wskazuje na przynależność do Chrystusa tak w
życiu, jak i w śmierci. Należy więc jak najszybciej oraz z powagą i godnością,
jakich to wymaga, rozstrzygnąć, czy elementem tego upamiętnienia ma być ten
krzyż, czy może inny, którego kształt, rozmiary i miejsce powinny być wspólnie
uzgodnione i zrealizowane nie na łamach gazet, ale na odpowiednich szczeblach
kościelnych i państwowych oraz przez odpowiedzialnych ludzi.

Cała sprawa jednak się przedłuża i nic jak na razie nie wskazuje na to, że w
najbliższym czasie nastąpią jakieś konkretne rozstrzygnięcia.

– Im dłużej ta sprawa pozostanie nierozwiązana, to znaczy im dłużej ludzie
odpowiedzialni po stronie kościelnej i państwowej będą umywać ręce i wskazywać
na kogoś innego, zamiast podjąć wspólną i rozsądną decyzję, tym więcej szkody
przyniesie to Polakom i Polsce, a także – w pewnym sensie – samemu krzyżowi. Bo
gdy się czyta lub ogląda niektóre wypowiedzi, to wynika z nich wyraźnie, że –
raz jeszcze powtarzam – krzyż jest jedynie pretekstem do ujawniania wrogości,
która ma znacznie głębsze i pożałowania godne podłoże. Zatem konkluzja może być
w gruncie rzeczy jedna: nie zważając na to, że jest czas wakacji i urlopów,
ludzie rozumni i dobrzy, a jednocześnie odpowiedzialni za kształtowanie polskiej
i chrześcijańskiej tożsamości powinni tę sprawę zakończyć z taką troską i takim
poszanowaniem dla krzyża, jakiego on wymaga. Nie wolno dopuścić, by ta sytuacja
się przedłużała. Tak więc wszyscy, którym naprawdę zależy na krzyżu i jego
zbawczej wymowie, powinni uszanować nie swoje ambicje i cele polityczne, które
nie zawsze są słuszne, lecz przede wszystkim znak Chrystusowego Krzyża. I
oczywiście powinni uszanować również pamięć tych, którzy zginęli w tak
dramatycznych okolicznościach. Oni mają prawo do naszej wzajemnej zgody, co
więcej, ich śmierć takiej narodowej zgody wymaga i o nią woła! Istnieje wiele
powodów, dla których śmierć 96 osób powinna być właściwie upamiętniona nie tylko
w tym jednym miejscu, lecz i w wielu innych, w Warszawie i w całej Polsce. Można
powiedzieć, że ofiara ich życia wyznacza w pewnym sensie nowy początek
najnowszych dziejów Polski, w którym pycha i arogancja muszą zejść na daleki
plan po to, by na pierwszym planie był Chrystus, Jego męka, śmierć i
zmartwychwstanie, a także wierność Jego Ewangelii, która woła o głoszenie i
szacunek dla prawdziwych wartości. Bardzo ważne jest to, co my z tym nowym
początkiem zrobimy i czy umiemy wyciągnąć wnioski z historii, w której obecny
jest Bóg i Chrystusowy Krzyż.

Czy zdaniem Księdza Profesora, próba usunięcia krzyża sprzed Pałacu
Prezydenckiego nie jest działaniem przez lata praktykowanym w czasach
komunistycznych, polegającym na całkowitym usuwaniu symboli religijnych z
przestrzeni życia publicznego?

– Nie ulega wątpliwości, że pewne analogie istnieją. Chciałbym jednak zwrócić
uwagę, że krzyż pod Pałacem Prezydenckim nie pojawił się w takich samych
okolicznościach, w jakich pojawiały się krzyże w czasach komunistycznych. Wtedy
były one traktowane jako swoiste znaki sprzeciwu i woli obrony swojej
katolickiej i polskiej tożsamości. Tutaj takiej potrzeby nie było. Nie chodziło
o obronę, ale o uzewnętrznienie uczuć religijnych i zarazem patriotycznych.
Jedno z drugim się łączy. Z tego tym bardziej wynika, że w nowej sytuacji
społecznej i politycznej, w jakiej od 20 lat żyjemy, tego rodzaju sprawy powinny
być załatwiane w zgodzie i zdecydowanie bardziej umiejętnie niż w tym przypadku.
W końcu historia PRL powinna nas wszystkich czegoś nauczyć! Nasza najnowsza
historia również!
Istnieje jednak coś, co nakazuje spojrzeć na tę sytuację także z drugiej strony.
Trzeba powiedzieć, że ataki na Kościół i krzyż są dzisiaj dużo bardziej zjadliwe
i bardziej perwersyjne niż w czasach PRL. O ile wówczas granica przebiegała
między tymi, którzy wyrażali swoją wiarę w Boga, a tymi, którzy występowali
przeciwko nim, o tyle teraz tego rodzaju sytuacje wprowadzają też podziały w
obrębie samego Kościoła. Wystarczy przejrzeć ostatnie gazety i posłuchać tego,
co się mówi w radiu i telewizji, żeby zobaczyć, że w samym Kościele katolickim
następują pęknięcia, których w ogóle być nie powinno. Pojawiają się głosy, za
które mówiący nie ponoszą żadnej odpowiedzialności. Mnożą się oskarżenia
jątrzące i zaostrzające sytuację, do której – jak powiedziałem – nie powinno w
ogóle dojść. Krzyż nigdy i w żadnym przypadku nie może być okolicznością, która
wywołuje jakiekolwiek podziały czy rozłamy w Kościele lub im sprzyja.

Jeśli rozmawiamy o najnowszej historii – nie jest to pierwsza głośna batalia,
jaka toczy się wokół krzyża. Wystarczy wspomnieć wydarzenia ze Żwirowiska w
Oświęcimiu czy z krakowskich Błoni.

– Istnieją pewne podobieństwa, analogie i zbieżności, ale są też zasadnicze
różnice. Nie czas teraz, by wracać do sprawy krzyża na Żwirowisku w Oświęcimiu,
bo tamta sytuacja była mimo wszystko odmienna. Wtedy należało powiedzieć głośno
– i powtarzałem to wielokrotnie w latach 90. – że krzyż stoi i będzie stał, bo
stać na oświęcimskim Żwirowisku powinien. I jest tam do dzisiaj. Obecnie mamy do
czynienia z sytuacją, kiedy śmierć – podkreślam – 96 osób, nie tylko pary
prezydenckiej, której nie wolno izolować od całej reszty ofiar, na pewno warto i
trzeba upamiętnić, ale w taki sposób, żeby krzyż nie stał się przedmiotem
konfrontacji i wzajemnych oskarżeń, lecz znakiem, który Polaków łączy. I to jest
nasz wspólny obowiązek! Nowo wybrany prezydent elekt, a także władze państwowe i
kościelne powinni wspólnie zatroszczyć się, by znak krzyża stał się miejscem
wspólnej pamięci i modlitwy. Czy ten znak będzie wyglądał dokładnie tak jak w
tej chwili, zależy od spokojnych i rzeczowych ustaleń oraz rozstrzygnięć. Na
pewno nie można poprzestać na sytuacji tymczasowej, doraźnej, lecz trzeba
zadbać, by w niedalekiej przyszłości przed Pałacem Prezydenckim pojawił się
pomnik upamiętniający wszystkie ofiary, a wyraźnie widocznym jego elementem
powinien być znak Chrystusowego Krzyża.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj