Sandomierz jak perła w koronie

Sandomierz to dziś miasto ogromnych kontrastów. Po jednej stronie
Wisły wychuchana perełka urbanistyczna wkomponowana w szatę bujnej
zieleni, po drugiej krajobraz jak po tsunami – oblepione błotem ulice ze
stertami śmieci i zniszczonych domowych sprzętów, powalone płoty i
przystankowe wiaty, uschłe drzewa, namoknięte wodą domy i zrozpaczeni
ludzie, którym świat zawalił się na głowę.

– Nie można
odpowiedzialnie puszczać na całą Polskę informacji, że Sandomierz został
totalnie zalany przez powódź – apeluje Marek Juszczyk, prezes zarządu
oddziału PTTK w Sandomierzu. – Po prawej stronie Wisły naprawdę doszło
do tragedii. Ale to dzielnica przemysłowa, pozbawiona obiektów
zabytkowych. Turysta zwiedzający Sandomierz nie styka się ze skutkami
powodzi – z Bramy Opatowskiej teren powodziowy wygląda jak nieco inny
odcień zieleni po drugiej stronie Wisły.
Sandomierzowi szczególnie
teraz zależy na turystach, a tymczasem z powodu nieprecyzyjnych
doniesień o zasięgu powodzi zaczęli oni omijać miasto.
Przewodnicy z
PTTK wskazują, że po powodzi w maju i w czerwcu z 400 sprzedanych
wycieczek odwołano 85 procent. Okres wiosennych wycieczek szkolnych
został dla miasta stracony.
Niestety, trend ten jest odczuwalny do
dziś.
– W organizowanym na początku lipca Jarmarku Jagiellońskim
połączonym z turniejem rycerskim o miecz Zawiszy Czarnego była wyraźnie
mniejsza frekwencja niż przed rokiem – wskazuje Ewa Kondek, naczelnik
Wydziału Edukacji, Kultury i Sportu w sandomierskim magistracie.

Włoskie
klimaty nad Wisłą

– Jeśli turyści chcą skosztować troszkę uroku
Italii w Polsce, to powinni przyjechać do Sandomierza – zachęca Marek
Juszczyk, dodając, że poświadczają to zwłaszcza artyści plastycy znający
Europę i świat, którzy mają szczególne wyczucie barwy.

Podkreślają, że Sandomierz ma klimat włoskiego miasteczka – wskazuje pan
Marek. – Nawet błękit nieba jest tu w tym typie, a ceglany koloryt
dużej liczby starych, zabytkowych budowli również tak jak we Włoszech
komponuje się z niebem i zielenią.
Zdaniem prezesa PTTK, Sandomierz
właśnie ze względu na koloryt i klimat zbliżony do małych włoskich
miasteczek został wybrany na miejsce kręcenia scen do serialu „Ojciec
Mateusz”.
– Stanowi to znakomitą promocję naszego miasta
przyciągającą turystów – dodaje Ewa Kondek.
Sandomierz jest
przykładem wspaniałej architektury wkomponowanej w naturalny krajobraz, w
którym zachowana jest konfiguracja terenu z licznymi wzgórzami. Dlatego
miasto zostało wpisane do rejestru zabytków jako zespół urbanistyczny,
architektoniczny i krajobrazowy z otaczającymi go wzgórzami i wąwozami.
Dosłownie
na granicy Sandomierza rozpoczynają się Góry Pieprzowe, jedne z
najstarszych, a jednocześnie najniższych gór w Polsce, objętych
18-hektarowym rezerwatem. To największe w Europie naturalne odsłonięcie
łupków kambryjskich porośniętych miejscami sucholubną chronioną
roślinnością, a także kilkunastoma gatunkami dzikiej róży.
– Jest to
miejsce szczególne ze względów geologicznych, przyrodniczych, ale także
krajobrazowych – wskazuje pan Marek. – Urzeka tam widok na dolinę
Wisły, a panorama Sandomierza widziana z Gór Pieprzowych stanowi jedną z
naszych atrakcji turystycznych.

120 obiektów zabytkowych
Pytany,
skąd należy rozpocząć zwiedzanie Sandomierza, Marek Juszczyk nie ma
wątpliwości, że od Bramy Opatowskiej. – Po pierwsze, rozpościera się z
niej znakomity widok w promieniu kilkudziesięciu kilometrów na
Sandomierz i jego okolice, a po drugie, spojrzenie z góry na miasto i
wejście w jego topografię ułatwia potem wędrowanie po zabytkach –
tłumaczy.
Nieodzowny jest również spacer ul. Opatowską, która
stanowi główną oś miasta. Można nią dojść na rynek, gdzie dominuje
gotycki ratusz, zaliczany – a zwłaszcza jego attyka – do
najpiękniejszych w Polsce. Przy rynku można obejrzeć kamieniczki,
których właścicielami było wielu naszych znakomitych rodaków, jak np.
Mikołaj Gomółka, kompozytor okresu odrodzenia, czy Stanisław Bartolo,
znany królewski lekarz, a także Grecy, Francuzi i Ormianie, ponieważ
Sandomierz był ważnym miejscem handlu hurtowego.
Szczególnie bogata
jest sandomierska architektura sakralna, na którą składają się kościoły
pochodzące z XIII, XIV, XV i XVII wieku, a wśród nich jeden z
najstarszych murowanych kościołów w Polsce – zbudowany w latach
1226-1250 kościół św. Jakuba wraz z klasztorem dominikańskim.
Wśród
innych zabytkowych obiektów nie sposób pominąć Collegium Gostomianum,
jednej z najstarszych szkół średnich w Polsce z 1602 r., Domu Długosza –
budynku wzniesionego z fundacji Jana Długosza w 1476 r., w którym
obecnie mieści się muzeum diecezjalne; spichlerza z 1696 r. czy
położonego na wiślanej skarpie zamku z XIV wieku.
Zdaniem Marka
Juszczyka, miasto najlepiej zwiedzać z przewodnikiem.
– Owszem,
można nabyć bogatą przewodnikową literaturę o mieście i wędrować z
dobrymi mapami, ale rodzących się przy zwiedzaniu pytań nie ma już do
kogo skierować – mówi.
W Sandomierzu istnieje dość duże koło
przewodnickie liczące ponad 300 członków. Dysponują oni ogromnym
doświadczeniem, wszak sandomierski oddział PTTK w bieżącym roku obchodzi
100. rocznicę powstania.
Od kilkunastu lat sandomierscy przewodnicy
realizują program „Cudze chwalicie, swojego nie znacie”, na który
składają się tematyczne wycieczki po Sandomierzu. – Odbyło się już ponad
300 takich wypraw bez powtarzania tych samych tematów! – podkreśla
Marek Juszczyk.
Za wynajęcie przewodnika dla grupy na 4-godzinne
zwiedzanie trzeba zapłacić 135 zł, a na dwugodzinne – połowę tej taksy.
Przez 4 godziny w zasadzie można zwiedzić podstawowe obiekty Sandomierza
z jednym muzeum do wyboru.

Przytrzymać turystę na dłużej

Gdy mówi się o Sandomierzu jako bazie turystycznej, to przede wszystkim
ma się na myśli 120 obiektów historycznych, z których rzeczywiście
słynie nasze miasto – mówi Ewa Kondek. – Ale Sandomierz to nie tylko
zabytki. Zależy nam, aby zatrzymać turystę na dłużej i oprócz zwiedzania
zapewnić mu inne atrakcje w postaci np. parku linowego, boisk
sportowych, skateparku, ścieżek rowerowych, miejsc na ognisko czy
grilla, gdzie można miło spędzić czas po zwiedzeniu miasta – dodaje.
Władzom
zależy na tym, aby pobyt turystów w Sandomierzu nie kończył się na
jednym dniu, ale trwał co najmniej kilka – na przykład weekendowych –
dni.
– To idealne miasto do kulturalnego odpoczynku – przekonuje
pani naczelnik Kondek. – Panuje tu cisza i spokój. To nie jest jeszcze
miasto, jak się to mówi „zadeptane”. Poza Rynkiem i Starówką, gdzie jest
skupisko głównych miejsc historycznych, można sobie spokojnie pojeździć
na rowerze, zorganizować piesze wycieczki, gdyż mamy sporo terenów
zielonych, wąwozów i parków.
Z ciekawych imprez kulturalnych
zaplanowanych w Sandomierzu na te wakacje wymienić można festiwal muzyki
folkowej i szantowej o nazwie nomen omen „Dookoła Wody”, który odbędzie
się w ostatni lipcowy weekend, oraz w połowie sierpnia duży festiwal
plenerowy na dziedzińcu zamkowym pt. „Muzyka w Sandomierzu”.
– W
programie tego festiwalu zawsze jest opera, operetka, muzyka klasyczna z
orkiestrą, koncert jazzowy lub jazzowo-bluesowy, a w tym roku będzie
też występ Grzegorza Turnaua – wylicza pani Kondek. – Ponadto przez cały
sezon w soboty i niedziele organizujemy mniejsze, takie „klimatyczne”
koncerty na małej scenie na rynku pod ratuszem, a także – głównie w
soboty – projekcje filmowe. Przez cały lipiec i sierpień w katedrze co
środę dla koneserów muzyki odbywają się wieczory organowe.
Powiększa
się systematycznie baza hotelowa Sandomierza. W ubiegłym roku został
otwarty hotel na 120 osób. W tym roku właśnie w lipcu będzie
udostępniony kolejny, bardzo bogato wyposażony: w spa, grotę solną i
inne atrakcje. W budowie jest już następny hotel.
Okazuje się, że
wakacje w Sandomierzu nie muszą być specjalnie drogie. Jak zapewnia
Marek Juszczyk, cena noclegu np. w bursie szkolnej, gdzie są zupełnie
przyzwoite warunki, sięga dwudziestu kilku złotych. Są też kwatery
prywatne i hotele, które kosztują tak jak wszędzie. Pan Marek zaprasza
do punktu informacyjnego przy sandomierskim PTTK, gdzie wykwalifikowani
pracownicy pomogą wybrać noclegi dostosowane do zasobności kieszeni
turysty.

Stolica krzemienia pasiastego
Jedną z atrakcji
ściśle związanych z ziemią sandomierską jest pozyskiwany w tych
okolicach i pięknie obrabiany krzemień pasiasty. W pewnym sensie
odkrywcą tego minerału po 4 tysiącach lat jest miejscowy artysta złotnik
i jubiler Cezary Łutowicz, którego na początku lat 70. zaintrygowały
wystawione w sandomierskim muzeum neolityczne siekierki z dziwnego
prążkowanego kamienia. Okazało się, że jedynym na świecie miejscem
występowania tego rodzaju krzemienia jest ziemia sandomierska. Łutowicz
uznał, że jest to interesujący kamień jubilerski.
– W czasach, gdy
kamień ten wysypywany był na polne drogi jako odpad przy pozyskiwaniu
wapnia, zacząłem robić z niego biżuterię – wspomina. – To bardzo
elegancki kamień wymagający odbiorcy o wyrafinowanym guście.
Uznanie
zyskał po latach, gdy Muzeum Sztuki Złotniczej w Kazimierzu nad Wisłą
zaproponowało panu Łutowiczowi całoroczną wystawę biżuterii z kamienia.
Później propozycje wystaw z kraju i zagranicy sypały się jak z rękawa.
Pan
Cezary we współpracy z muzeum sandomierskim prowadzi warsztaty
złotnicze, na które są zapraszani najlepsi projektanci biżuterii w
Polsce. Efektem jest unikalna kolekcja biżuterii z krzemieniem pasiastym
wystawiana w miejscowym muzeum i innych placówkach muzealnych w kraju.

Obecnie ok. 30 dużych firm jubilerskich w Polsce produkuje biżuterię z
tym kamieniem, a Sandomierz stał się światową stolicą krzemienia
pasiastego, o co zawsze zabiegałem – kończy opowieść mistrz Cezary. –
Proszę zauważyć, że bursztyn posiadają wszystkie kraje nadbałtyckie, a
krzemień pasiasty tylko my – dodaje.

Dookoła też jest co
zwiedzać

– Sandomierz jest perłą, ale ma swoją koronę – mówi pan
Marek Łuszczyk, wskazując, że warto zatrzymać się tu na kilka dni, by
codziennie odbywać kilkudziesięciokilometrowe wycieczki krajoznawcze.
Pan
Marek jak na zawołanie wymienia nazwy miejscowości, nazwiska słynnych
rodów, zabytki, o których tylko pomarzyć mogą inne regiony kraju.
Niecałe 30 km od Sandomierza leży Baranów Sandomierski ze wspaniałym
zamkiem renesansowym nazywanym „małym Wawelem”. Po drodze można zwiedzić
jedną z siedzib rodu Tarnowskich – Tarnobrzeg, gdzie poza kościołem
Ojców Dominikanów o bardzo pięknej architekturze zachował się także
pałac Tarnowskich, w którym już zaczęło funkcjonować miejscowe muzeum
historyczne; główny klasztor polskich dominikanek w dzielnicy Wielowieś,
zalanej przez tegoroczną powódź, czy XV-wieczny kościół w dzielnicy
Miechocin. A wracając z Baranowa do Sandomierza, można przekroczyć Wisłę
w Nagnajowie, aby obejrzeć Łoniów – pałac projektowany przez Antoniego
Łuszczkiewicza i jeden z najstarszych polskich klasztorów cystersów w
Koprzywnicy. Warto też odwiedzić wieś Bogoria Skotnicka, gdzie znajduje
się rodowa siedziba Bogoriów Skotnickich związanych z tym miejscem od
prawie dziesięciu stuleci. Zachowany dwór z XVIII wieku do dziś znajduje
się w ręku tej rodziny. Stoi tam również przepiękny kościół gotycki
nakryty sklepieniem gwiaździstym z polichromiami z ok. 1370 r.,
ufundowany przez arcybiskupa gnieźnieńskiego Jarosława Bogorię
Skotnickiego.
– Tak może wyglądać przykładowa wycieczka na cały
dzień – zachęca pan Marek, natychmiast podsuwając jeszcze inną trasę.
Można też zorganizować równie wspaniałą wycieczkę, kierując się z
Sandomierza trasą na Klimontów, Ujazd i Opatów. Klimontów, położony tuż
obok Ossolina, siedziby rodowej Ossolińskich, niegdyś prywatne miasto
założone przez Ossolińskich, posiada dwie zabytkowe świątynie –
dominikanów z początku XVIII wieku i XVII-wieczną kolegiatę św. Józefa,
uznawaną za jedną z najpiękniejszych pod względem architektonicznym
świątyń barokowych w Polsce. Po sąsiedzku leżą słynne Konary ze wzgórzem
zamkowym, z którego w 1915 r. Józef Piłsudski dowodził bitwą pod
Konarami. Nieco dalej w Ujeździe znajduje się zamek Krzyżtopór fundacji
Ossolińskich. Stąd niedaleko już do Opatowa, gdzie pośród szeregu
zabytków zwiedzić można kolegiatę z początku XII wieku z cennymi
polichromiami namalowanymi ku pobudzeniu uczuć patriotycznych szlachty
przyjeżdżającej tu na wojewódzkie sejmiki szlacheckie, a także z jednymi
z najznakomitszych renesansowych nagrobków, jakie – zdaniem pana Marka
zobaczyć można poza Italią. Są to dzieła Berrecciego, Ciniego,
Bernardina di Zanobiego, którzy pracowali przy kaplicy Zygmuntowskiej na
Wawelu. Dalej można się udać przez Włostów, niegdyś własność Karskich,
do ruin zamków w Tudorowie, w Międzygórzu, zobaczyć w Kleczanowie
XVIII-wieczny piękny drewniany kościółek, a w lesie kleczanowskim i
międzygórskim dwa wczesnośredniowieczne cmentarzyska kurhanowe.

Naprawdę jest co zwiedzać i to wszystko w promieniu 30 km od
Sandomierza, a więc można nawet na rowerze – podkreśla prezes
sandomierskich przewodników. I dodaje: – Warto jeszcze przyjrzeć się
Zawichostowi. To wczesnośredniowieczna brama Europy. W Sandomierzu i
Zawichoście były dwie wielkie przeprawy na wczesnośredniowiecznym szlaku
ruskim prowadzącym z zachodniej Europy na Grody Czerwieńskie i dalej na
wschód, czy to trasą południową na Kijów, czy północną na Smoleńsk i
Moskwę.

Pamiętajmy o powodzianach
Choć tegoroczna
powódź nie stanowi przeszkody w spędzeniu wspaniałych krajoznawczych
wakacji na ziemi sandomierskiej, warto pamiętać o tragedii ludzi
dotkniętych tą klęską po prawej stronie Wisły.
Powódź zalała
prawobrzeżną część Sandomierza i pobliskie wioski dwukrotnie – 19 maja i
w nocy z 5 na 6 czerwca. Rozlewisko było tak wielkie, że zwróciło uwagę
japońskiego kosmonauty przebywającego na Międzynarodowej Stacji
Kosmicznej, który sfotografował je i umieścił w internecie.
Woda
ustąpiła już dawno z zalanych terenów, odsłaniając ogrom szkód. Do dziś
zalane domy nie nadają się do zamieszkania. Wśród zdewastowanych
zabudowań ciągnących się wzdłuż ulicy Lwowskiej w zalanej części
Sandomierza uderza szczególne spiętrzenie zniszczeń w sąsiedztwie stacji
kolejowej. W pobliskim domu całkowicie zniszczony został m.in. zakład
fryzjerski „Monika”.
– To było jedno z miejsc najbardziej
podtopionych, gdyż tu jest dołek, do którego spływała woda z całej
okolicy i stała prawie miesiąc – mówi Grzegorz Jankowski, mąż
właścicielki zakładu, który z dwoma znajomymi skuwa pokryte już grzybem
tynki. Zniszczone wyposażenie zakładu fryzjerskiego zostało usunięte,
ale wnętrze nadaje się tylko do kapitalnego remontu. Na razie pan
Jankowski wykonuje prace niewymagające dużych nakładów pieniężnych.

Nie wiemy, co dalej będzie, czekamy na to, co nam obiecywał rząd przed
wyborami – mówi pan Grzegorz. – Jak dotąd zalane przez powódź firmy nie
otrzymały dosłownie żadnej pomocy od państwa. Niech pan nie wierzy w te
bajki, które mówią w telewizji – uzupełnia z goryczą.
Państwo
Jankowscy wynajmują lokal od PKP, a sami mieszkają w lewobrzeżnej części
miasta, do której powódź nie dotarła. Dlatego nie dostali nawet
zapomogi, która przysługuje tylko właścicielom zalanych budynków. Ich
zakład nie był ubezpieczony, gdyż lokal nie posiadał zabezpieczeń
wymaganych przez PZU, a właściciel, czyli PKP, nie był zainteresowany
spełnieniem tych wymogów.
Grzegorz Jankowski wątpi w skuteczność
państwowej pomocy dla przedsiębiorców, którzy ucierpieli w powodzi. –
Teraz, po wyborach prezydenckich, wszystko jest już w jednych rękach,
więc szybko utną dyskusję, a nam, powodzianom, pewno rzucą jakiś ochłap –
uważa. Jankowski popiera inicjatywę złożenia przez sandomierskich
przedsiębiorców pozwów przeciwko Skarbowi Państwa o odszkodowanie za
straty powodziowe, ale na razie nie może się do nich przyłączyć.

Oni mają rację, ale ja poczekam ze swoim pozwem, aż wygrają w sądzie –
mówi.
Sytuacja w podsandomierskich wioskach zatopionych przez powódź
wygląda jeszcze tragiczniej niż w samym mieście. Gdzieniegdzie na
polach i podwórkach wciąż stoi woda. Wszędzie zalega lepiąca się szara,
śmierdząca maź. Koło zdewastowanych domów krzątają się zrozpaczeni
ludzie, którym woda zabrała dorobek życia. Mało kto z poszkodowanych nie
wini za to państwa, które nie zadbało o ich bezpieczeństwo.
Pani
Grażyna Chmielis z Sokolników niedawno wróciła ze szpitala, gdyż
pierwszego dnia powodzi dostała ataku serca. Całe wyposażenie jej domu
uległo zniszczeniu. Teraz w dużym murowanym budynku, w którym na
ścianach mokrych do wysokości dwóch metrów już widać ślady zagrzybienia,
nie wie, co ma z sobą zrobić.
– Zostałam sama jak palec, nie mam ani
pieniędzy, ani siły na skuwanie tynków – załamuje ręce. – Sołtys
obiecał, że skieruje do mnie ludzi, którzy na ochotnika zgłaszają się do
pomocy powodzianom. Może oni skują mi te tynki – dodaje z nadzieją w
głosie.
W jeszcze gorszej sytuacji znalazła się sąsiadka pani
Grażyny, 76-letnia, chodząca o kulach pani Eleonora Smolarczyk, której
dom już został zakwalifikowany przez komisję budowlaną do wyburzenia.
Teraz wraz z synem śpi w miejscowej szkole i nie wyobraża sobie dalszej
przyszłości.
– Nawet gdyby dali kontener, to 600 zł emerytury nie
starczy na opłaty i lekarstwa – mówi zrezygnowana.

Tekst i
zdjęcia Adam Kruczek

Osoby,
które chciałyby pomóc powodzianom, proszone są o kontakt z Caritas
Archidiecezji Sandomierskiej:

ul. Opatowska 10, 27-600
Sandomierz
Telefon: +48 15 644 55 86, +48 15 644 58 98
E-mail: [email protected]
Strona internetowa:
www.sandomierz.caritas.pl
Konta
bankowe PLN: 81 1060 0076 0000 3200 0031 9541,
23 1240 2786 1111
0000 3685 1159

Pełną informację turystyczną można uzyskać:
PTTK
Oddział Sandomierz
ul. Rynek 12, 27-600 Sandomierz
Tel./faks: +48
15 832 23 05, +48 15 832 26 82
E-mail: [email protected]
http://www.pttk-sandomierz.pl

drukuj