Sąd rehabilituje „Korzenia”
Po sześćdziesięciu latach przestał obowiązywać wyrok Wojskowego Sądu
Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego, skazującego żołnierza Armii Krajowej mjr.
Antoniego Wiszowatego ps. "Korzeń" na karę śmierci. Dostał go za zorganizowanie
akcji porwania lub w razie konieczności wykonania wyroku śmierci na Władysławie
Gomułce. Sąd Okręgowy w Białymstoku unieważnił wczoraj orzeczenie
komunistycznych sędziów. Fakty dotyczące tej, owianej tajemnicą, jednej z
najbardziej brawurowych powojennych akcji AK dopiero teraz wychodzą na jaw.
O unieważnienie haniebnego wyroku komunistycznego sądu wniósł Wiesław Wiszowaty,
wnuk bohaterskiego dowódcy AK. Wcześniej starał się o to (długo gromadził
potrzebne dokumenty) jego ojciec Kazimierz, lecz sprawy nie pozwoliła mu
dokończyć śmierć w 2003 roku. Sędzia Sądu Okręgowego w Białymstoku w
uzasadnieniu wyroku unieważniającego niesprawiedliwy werdykt sądu KBW z roku
1946 powiedział, iż przedstawione dokumenty zebrane przez IPN pozwalają mu
uczynić to bez żadnych przeszkód i wahania.
Obecni podczas ogłoszenia decyzji sądu członkowie rodziny Wiszowatych mieli łzy
w oczach. Mówili, że są szczęśliwi, iż po kilkudziesięciu latach ich bohaterski
przodek został oczyszczony z haniebnego wyroku, na mocy którego został przez
komunistów zamordowany. – Komunistyczny sąd w powojennej Polsce uznał mego
dziadka za wroga Polski, cieszę się ogromnie, że dziś ta obelga została z niego
zdjęta. Nie był on wrogiem, a prawdziwym przyjacielem Polski, co potwierdził,
oddając za nią życie – powiedział nam wzruszony Wiesław Wiszowaty.
Jego dziadek Antoni Wiszowaty urodził się we wsi Wiązowate (obecnie woj.
podlaskie) w roku 1897, brał udział w wojnie polsko-bolszewickiej w roku 1920.
Za bohaterstwo w walce był uhonorowany kilkoma odznaczeniami. Podczas II wojny
światowej jako doświadczony żołnierz brał udział w organizowaniu centrali Armii
Krajowej w Warszawie. Był osobą zaufaną najwyższego dowództwa AK. Prawdopodobnie
właśnie stamtąd w roku 1945 otrzymał bardzo tajną misję zorganizowania porwania
lub w razie konieczności zabicia Władysława Gomułki, wicepremiera Tymczasowego
Rządu Jedności Narodowej, który powołał Bolesław Bierut. Za porwanego Władysława
Gomułkę miano zażądać wymiany na aresztowanych przez NKWD w roku 1945 kilku
wysokich rangą oficerów AK. W razie niemożności porwania Gomułki plan
przewidywał wykonie na nim wyroku śmierci.
Akcja była prowadzona w ścisłej tajemnicy. Do jej organizacji i przeprowadzenia
wyznaczono kpt. Antoniego Wiszowatego ps. "Korzeń". Choć cel zamachu, czyli Rząd
Jedności Narodowej, rezydował w tym czasie w Warszawie, Wiszowaty został
zakonspirowany w nieodległej od Białegostoku wsi Pisanki, na jego rodzinnym
terenie. Zamieszkał tu ze swoją żoną i sześciorgiem dzieci. Razem prowadzili
gospodarstwo rolne. Nikt nie podejrzewał, że wiodący spokojne życie zwykły
gospodarz jest w rzeczywistości bardzo wysoko postawionym w strukturach
dowódczych AK żołnierzem podziemia, który organizuje siatkę konspiracyjną w
najwyższych kręgach komunistycznej bezpieki.
Podczas prowadzenia tej poważnej akcji potwierdził się duży talent
organizatorski kapitana "Korzenia". Najpierw udało mu się wprowadzić w szeregi
Pułku Ochrony Rządu swojego zaufanego człowieka Aleksandra Obuchowskiego. Ten,
mając wpływ na dobór funkcjonariuszy POR, wybierał tych, którzy byli gotowi
przeprowadzić zamach na kierowany przez Moskwę rząd. Z dokumentów KBW wynika, że
w ten sposób dobrał kilkunastu funkcjonariuszy, którzy pod kierownictwem
Antoniego Wiszowatego i Aleksandra Obuchowskiego mieli doprowadzić do porwania
bądź – w razie konieczności – wykonania wyroku śmierci na Gomułce.
Akcja była na poważnym etapie realizacji, kiedy na trop spisku wpadli
funkcjonariusze Informacji Wojskowej, organizacji powołanej do wyławiania
żołnierzy AK zakonspirowanych w strukturach Ludowego Wojska Polskiego.
Aresztowano wszystkich uczestników spisku. Zatrzymania Antoniego Wiszowatego na
terenie jego gospodarstwa rolnego we wsi Pisanki 24 listopada 1945 roku dokonało
około stu funkcjonariuszy bezpieki. Aresztowanych poddano okrutnemu śledztwu. Z
protokołów przesłuchań wynika, że kpt. Antoni Wiszowaty, pomimo okrutnych
tortur, nikogo nie zdradził, nic nie wydał. Cały czas podczas śledztwa
utrzymywał, iż całą akcję wymyślił i organizował sam, bez wiedzy dowództwa AK, a
nawet członków najbliższej rodziny. Dzięki temu ocalało wielu dowódców AK oraz
jego dzieci. A wiedział bardzo wiele, dowodem na to jest kartka papieru z
zeszytu, którą odnalazł niedawno jego wnuk Wiesław. Była bardzo dobrze ukryta
pod jedną z drewnianych bel domu rodzinnego w Pisankach, który kilka miesięcy
temu rozebrano. Na tej kartce – będącej obecnie w posiadaniu rodziny – widnieje
kilkadziesiąt pseudonimów i numerów, m.in. wysokich dowódców Armii Krajowej.
Aresztowanych sądził w Warszawie Wojskowy Sąd KBW. Jego wyrokiem 15 stycznia
1946 roku na karę śmierci skazano kpt. Antoniego Wiszowatego oraz st. sierż.
Pułku Ochrony Rządu Aleksandra Obuchowskiego. Innych żołnierzy POR zamieszanych
w spisek zdegradowano, a w późniejszych latach represjonowano. Wyroki śmierci
wykonano 23 lutego 1946 roku, najpewniej na terenie Dolinki Służewieckiej w
Warszawie. Antoni Wiszowaty zginął w randze kapitana WiN, po śmieci dowództwo
armii podziemnej podniosło jego wojskową rangę do stopnia majora. Ten wysoki
awans może świadczyć o tym, jak wysoko go ceniono i jak poważną akcją do chwili
śmierci kierował.
Do dziś nie ma pewności, co uczyniono z ciałami zabitych. Światło na tę
tajemnicę rzucają słowa nieżyjącego już Faustyna Grzybowskiego, ochroniarza
Bolesława Bieruta (który odrzucił prośbę Antoniego Wiszowatego o ułaskawienie).
Faustyn Grzybowski m.in. towarzyszył Bierutowi w jego drodze do Moskwy, skąd
przywiózł już tylko jego ciało. Był więc świadkiem wielu tajnych akcji bezpieki.
Kiedy Stalin kazał zamordować wszystkich ochroniarzy Bieruta, Grzybowski znalazł
bezpieczny azyl w Białymstoku. Po śmierci Stalina i odwilży mianowano go
dyrektorem Ceramiki Budowlanej Białystok. Tu właśnie w latach 70. pracował
Ryszard Wiszowaty, krewny kpt. "Korzenia". – Któregoś razu Grzybowski wezwał
mnie do siebie i spytał, kim dla mnie był Antoni Wiszowaty. Powiedziałem, że
kuzynem. Wówczas ściszonym głosem powiedział mi: "Nie szukajcie go. Jego ciało
rozpuszczono w sodzie kaustycznej i wylano do Wisły" – relacjonuje Ryszard
Wiszowaty.
Proces organizatorów zamachu na członków Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej,
wykonanie na nich wyroków śmierci zostały przez bezpiekę szczególnie mocno
utajnione. Udało się to jej tak dobrze, iż do dziś niewiele jest dokumentów
dotyczących tej sprawy i świadków, którzy nie boją się o niej mówić. W
materiałach złożonych do sądu przez wnuka mjr. "Korzenia" w celu jego
rehabilitacji mamy dokumenty pozyskane przez białostocki oddział IPN. Są to
m.in. wyrok Sądu Wojskowego KBW na uczestnikach spisku i protokół z wykonania
wyroku śmierci na Antonim Wiszowatym. Według relacji członków rodziny
Wiszowatych, którzy przez kilkadziesiąt lat szukali śladów po zaginionym
Antonim, bezpieka bardzo wstydziła się faktu, iż dopuściła do zorganizowania
siatki AK pod swoim nosem, w Pułku Ochrony Rządu. – Sprawę tuszowano, jak można
było najdokładniej, bo wstydzono się i obawiano reakcji Moskwy na takie
zaniedbanie – powiedział nam Wiesław Wiszowaty. Dodatkowo zasłonę tajemnicy
spuszcza na te historyczne wydarzenia bardzo ścisła konspiracja, w której
prowadziła tę akcję AK. Najpewniej wiedzieli o niej jedynie najwyżsi dowódcy
armii podziemnej. Dziś, jak sprawdzaliśmy, na jej temat nawet IPN ma tylko
znikome informacje. Najwięcej o tej jednej z najśmielszych akcji AK
przeprowadzonych po zakończeniu wojny wiedzą potomkowie Antoniego Wiszowatego,
szczególnie jego wnuk Wiesław oraz krewny Ryszard Wiszowaty, którzy od wielu lat
z wielką pasją badają losy swojego bohaterskiego przodka oraz zbierają
informacje i relacje świadków na temat niezwykłej akcji, którą on kierował.
Adam Białous
