Strategia to „coś”, co powinno być przemyślane
Z gen. Romanem Polką, byłym dowódcą jednostki specjalnej GROM,
pełniącym też obowiązki szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego, rozmawia
Marta Ziarnik
Jak skomentuje Pan wypowiedź Bronisława
Komorowskiego w sprawie strategii „wyjścia z NATO”?
– Mam
nadzieję, że ta wypowiedź jest jedynie lapsusem słownym pana marszałka,
kolejnym, mówiąc szczerze. Mam bowiem nadzieję, że Polska nie będzie
występowała z NATO. Natomiast już nie chodzi tylko o wypowiedź
Bronisława Komorowskiego, ale także o wypowiedź premiera Donalda Tuska.
Otóż strategia to jest coś, co powinno być przemyślane. Jest to jakieś
konkretne postępowanie. I nie tak dawno – bo kiedy prezydent USA Barack
Obama ogłaszał strategię – ze strony rządowej słyszeliśmy o nowej
strategii działania Polski w Afganistanie. Aktualnie jest ona
realizowana, a polega na zwiększeniu tam naszej obecności poprzez
wysłanie dodatkowych żołnierzy i wzmocnienie ich dodatkowym uzbrojeniem.
To zaś, co obecnie słyszymy, całkowicie temu przeczy.
Należy więc
postawić sobie tutaj pytanie dotyczące tego, po co poszliśmy do
Afganistanu i jakie były nasze cele. Kolejne ważne pytanie jest takie:
czy ta strategia, o której teraz się mówi, jest na poważnie, czy są to
jedynie wypowiedzi na użytek medialny? Moim zdaniem, wiarygodność tych
wypowiedzi byłaby większa, gdyby one padały kilka miesięcy temu, a nie w
kontekście zbliżających się wyborów i w momencie śmierci kolejnego
naszego żołnierza. Przeczą temu, co słyszeliśmy parę miesięcy temu i
podejmowanym obecnie działaniom, które polegają na wzmocnieniu naszej
obecności w Afganistanie.
W czym tkwi, Pana zdaniem, problem i
z czego wynika śmierć kaprala Miłosza Górki?
– Po pierwsze, nie
wiadomo, co my jako NATO robimy w Afganistanie, bo NATO nie ogłosiło
nawet swojej własnej strategii dotyczącej sytuacji w tym kraju. Jedyna
strategia, jaka została ogłoszona, to strategia amerykańska. Natomiast
błąd tkwi przede wszystkim w podejściu. Uważam także tę strategię
amerykańską za skazaną na porażkę, do czego chyba należałoby się
przyznać. Po prostu szukanie wyjścia z tej trudnej sytuacji w
Afganistanie drogą militarną to jest brnięcie w ślepą uliczkę. I kiedy
wiele miesięcy temu o tym mówiłem, rząd twierdził, że trzeba zwiększać
siły. Tymczasem także wielu ekspertów podkreśla, że nie tędy droga. Tej
walki o serca i umysły nie da się wygrać drogą militarną. Niestety, to
myślenie wciąż pokutuje. Myślę, że w tej chwili jest rzeczywiście czas
refleksji, ale też musimy powiedzieć głośno, czy ta śmierć 17 polskich
żołnierzy poszła na marne w tej sytuacji? To jest bardzo trudne pytanie,
jednak w kontekście tej wypowiedzi warto by je panu premierowi zadać.
Warto pytać o to, co myśmy do tej pory robili. Czy cele, które sobie
założyliśmy, rzeczywiście osiągnęliśmy, czy też nie? Brnęliśmy w ślepą
uliczkę? To przyznajmy się do tego i postępujmy w taki sposób, żeby
pomóc ludności Afganistanu żyć tak, jak ona chce, a nie żeby poprzez
wzmacnianie siły militarnej osiągnąć coś, co nie jest możliwe. Wojsko
bowiem jest dobre do wygrywania wojny, ale nie odbuduje gospodarki i nie
jest w stanie zbudować demokratycznej administracji państwowej.
Problem
więc w samej misji?
– Tak. Problem w tym, że wysłaliśmy
żołnierzy, a tak naprawdę nie mamy wizji i zdefiniowanych celów
działania. Jeżeli jednak one są, to chciałbym usłyszeć, jakie te cele
były i czy to, że teraz się wycofujemy, jest następstwem tego, że
zostały one zrealizowane, czy też jest to doraźne działanie, nie do
końca przemyślane – jakim w mojej opinii było wycofanie się z zupełnie
niekontrowersyjnych misji ONZ, gdzie rzeczywiście Polska bardzo dobrze
się w nich zapisywała.
Wróćmy jeszcze do tej nieszczęsnej
wypowiedzi marszałka. Pana zdaniem, o czym ona świadczy?
– Powiem
w ten sposób: wtedy, kiedy mówimy o bardzo poważnej rzeczy, czyli o
naszym zaangażowaniu w Afganistanie, gdy jest to powiązane ze śmiercią
17 naszych żołnierzy, to takie wypowiedzi nie mogą być działaniami ad
hoc. To nie może być działanie doraźne ani działanie pod publiczkę. To
powinno być przemyślane. Ja tego oczekuję – czyli konsekwentnej i
przemyślanej polityki, a nie działania pod presją chwili, pod presją
wyborów i presją śmierci kolejnego żołnierza. Tego typu działanie do
niczego nie prowadzi. Od premiera, ministra, marszałka czy też kandydata
na prezydenta oczekujemy jednak przemyślanej strategii działania. Bo w
tym momencie możemy nawet szukać porównania do tego kazusu
hiszpańskiego, który w istocie oznacza zwycięstwo terrorystów czy
zamachowców. Gdy ginęli hiszpańscy żołnierze, zapadła decyzja o
wycofaniu kontyngentu, i trzeba uczciwie powiedzieć, że ci zamachowcy
odnieśli dzięki temu sukces. Jeszcze raz podkreślam: zapada decyzja o
wzmocnieniu naszego kontyngentu, podpisuje to marszałek, następnie
wysyłamy dodatkowe siły, minister Klich głośno mówi o tym, że nasz
kontyngent będzie wzmocniony, jeśli chodzi o dozbrojenie, i nagle głośno
się mówi o tym, że będziemy robić wszystko, aby z tej misji jak
najszybciej się wycofać.
Dziękuję za rozmowę.
