Ostatni moment na zdecydowaną interwencję
Z posłem Arturem Górskim (PiS), wiceprzewodniczącym Polsko-Litewskiej
Grupy Parlamentarnej, rozmawia Jacek Dytkowski
Litewscy konserwatyści domagają się od władz litewskich przyjęcia
siedmiu postulatów o wymowie stricte antypolskiej.
– Mamy do czynienia z kolejnym etapem walki z polskością. Postulaty
antypolskie wysuwane przez litewskich nacjonalistów są coraz bardziej śmiałe
i groźne. Nie bagatelizowałbym tych niebezpiecznych sygnałów, tego języka
nienawiści wobec Polaków na Litwie. MSZ powinno zażądać od władz
litewskich stanowczego odcięcia się od tych postulatów. Wystąpiłem do szefa
naszej dyplomacji Radosława Sikorskiego o zajęcie stanowiska w tej sprawie.
Mam nadzieję, że polskie MSZ dostrzega narastający problem i że podejmie
stosowną interwencję u władz litewskich, a może i na arenie międzynarodowej.
Nie można udawać, że nic się nie dzieje, a gdy poseł interweniuje, wyrażać
zdziwienie i przyznawać się do braku wiedzy, bo niestety tak wyglądają niektóre
odpowiedzi na moje wcześniejsze interwencje.
Jak Pan ocenia te tezy?
– Kwestie historyczne są ważne, ale mają wymiar symboliczny. Natomiast
niezwykle groźny jest postulat odebrania wpływu samorządów na oświatę. Co
do innych postulatów, proszę zwrócić uwagę na przebiegłość i bezwzględność
ich autorów. Domagają się, aby służby specjalne inwigilowały Polaków z
Wileńszczyzny, w tym internautów, a wszystkich, którzy krytycznie wypowiedzą
się o polityce litewskiej, oskarżać o podżeganie do waśni narodowościowych
i karać z tego tytułu. Domagają się więc ukrócenia wolności słowa i prześladowań
Polaków. Myślę, że autorzy tych postulatów mogliby ograniczyć się do żądania
likwidacji praw obywatelskich i praw człowieka, bo do tego zmierza ich
polityka. A postulat, by na drodze dyplomatycznej wmawiać Europie, iż Litwa
przestrzega praw i swobód mniejszości, a nawet wyprzedza standardy
europejskie, jest bezczelnym namawianiem do wielkiego kłamstwa i manipulacji. I
jeśli tego nie będziemy dementować, Europa uwierzy Litwinom. Myślę, że to
jest ostatni moment na zdecydowaną interwencję polskiego MSZ.
Jakie będą konsekwencje odebrania spraw oświaty samorządom lokalnym na
Wileńszczyźnie, gdzie Polacy mają większość, i przekazania ich w gestię
ministerstwa oświaty?
– To jest też pytanie o monitorowanie polskich księży i zamykanie im ust, do
czego dążą litewscy nacjonaliści. Wiadomo, że modlitwa po polsku i
nauczanie w naszym języku to fundament trwania polskości na Wileńszczyźnie.
Nacjonaliści chcą zniszczyć ten fundament, wykorzenić nasze wartości
kulturowe i narzucić normy narodu litewskiego jako narodu panującego. To ma
przyspieszyć pełną asymilację Polaków i ostateczną likwidację polskości.
Jeśli szkoły z polskim językiem nauczania zostaną przejęte przez państwo,
to nikt nie będzie dbał o polską oświatę, i ta zacznie się gwałtownie
kurczyć i karleć. Już dziś na Wileńszczyźnie – w procesie przymusowej
reorganizacji szkół – toczy się ciężka walka o utrzymanie każdej polskiej
klasy i każdego nauczyciela Polaka. Ale tę walkę toczy samorząd, który
doskonale wie, jak ważne są szkoły w utrzymywaniu polskości w kolejnych
pokoleniach naszych rodaków żyjących na Litwie. Gdy zabraknie tego parasola
ochronnego, mogą ziścić się najgorsze scenariusze i nawet najbardziej
zdecydowane interwencje z Polski nic nie pomogą. Jeszcze raz powtarzam, to jest
ostatni moment na zdecydowane działanie.
Dziękuję za rozmowę.
