To nie jest wybór między Platformą a PiS

Z Joachimem Brudzińskim, posłem Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia
Artur Kowalski

W stosunku do swoich kontrkandydatów w wyborach prezydenckich
Jarosław Kaczyński był ostatnio mało widoczny. Jak będzie wyglądała kampania
prezesa Prawa i Sprawiedliwości po dzisiejszej inauguracji?
– Nie
traktujemy spotkania na placu Teatralnym jako oficjalnego startu kampanii.
Kampania rozpoczęła się z chwilą złożenia bez mała dwóch milionów głosów w
Państwowej Komisji Wyborczej i rejestracji Jarosława Kaczyńskiego. Dzisiaj nie
jest on kandydatem Prawa i Sprawiedliwości, tylko kandydatem tych milionów
Polaków, którzy go już poparli bezpośrednio, składając podpis na liście
poparcia, ale też tych, którzy cały czas w tę kampanię się angażują. Natomiast
sobotnia impreza, z powodu tej tragedii, która dotknęła całe południe Polski,
nie będzie miała charakteru oficjalnego wiecu kampanijnego czy inauguracji
kampanii. To impreza, która de facto będzie akcją charytatywną na rzecz
powodzian. Zapraszamy wszystkich, którzy pierwotnie byli zaproszeni i czują się
zaproszeni przez Jarosława Kaczyńskiego, żeby przyszli na plac Teatralny, aby
przyszli z dziećmi, by zamanifestować swoją obecnością, że dla nas Polska jest
najważniejsza i że jesteśmy razem. I aby nie tylko swoją postawą, ale też swoją
hojnością wsparli tych, którzy teraz są w największej potrzebie. Dziś kampania
ma mniejsze znaczenie, a znaczenie ma przede wszystkim to, by mieszkańcy
Sandomierza, mieszkańcy Zatora w Małopolsce, mieszkańcy wszystkich miasteczek i
gmin dotkniętych klęską powodzi na Śląsku, Podkarpaciu czy w Małopolsce mieli
poczucie, że w ramach wspólnoty narodowej mogą dziś liczyć na mieszkańców
Warszawy, a jutro mieszkańców innych miast, i aby wiedzieli, że na pewno nie
zostaną sami.

Jak będzie wyglądała ta akcja charytatywna, chcecie zorganizować
jakąś zbiórkę?
– Chcemy odwołać się do tych instytucji, które
zajmują się pomocą charytatywną na co dzień – na przykład do Caritas. Chcemy
prosić warszawiaków, żeby niezależnie małą czy dużą kwotę przeznaczyli na
wsparcie potrzebujących.
Cały czas pracujemy jeszcze nad formułą imprezy.
Chcielibyśmy, żeby pojawili się artyści, którzy zagrają dla powodzian. Chcemy
zorganizować akcję charytatywną z jak najliczniejszym udziałem mieszkańców
Warszawy, Mazowsza, aby dać jasny sygnał, że dzisiaj dobrem najważniejszym jest
Polska i to, że jesteśmy razem.

W poprzednich kampaniach wyborczych padało hasło o Polsce solidarnej.
W jaki sposób popierany przez Prawo i Sprawiedliwość kandydat na prezydenta
będzie teraz przekonywał do głosowania na siebie?

– Dzisiaj to nie
jest wybór między Prawem i Sprawiedliwością a Platformą Obywatelską. To jest
wybór pierwszego obywatela Rzeczypospolitej, który będzie łączył. Jarosław
Kaczyński nie jest teraz kandydatem Prawa i Sprawiedliwości. Oczywiście, ja,
jako działacz tej partii, Jarosława Kaczyńskiego popieram, ale wiem jedno: Prawo
i Sprawiedliwość liczy kilkadziesiąt tysięcy członków, natomiast Jarosława
Kaczyńskiego w pięć dni od decyzji o kandydowaniu do złożenia dokumentów w
Państwowej Komisji Wyborczej poparło bez mała dwa miliony osób. Jest więc
dzisiaj kandydatem tej części Polski, której wyrazem był pan prezydent RP śp.
Lech Kaczyński, jest reprezentantem tej części naszego Narodu, która po tej
tragedii z 10 kwietnia stanęła solidarnie pod Pałacem Prezydenckim, czekając
czasami po kilkanaście godzin, żeby oddać hołd głowie państwa i wszystkim,
którzy w tej tragedii stracili życie. Dzisiaj Jarosław Kaczyński jest tym, który
będzie podtrzymywał i budował to wielkie dziedzictwo pozostawione nam przez tych
wielkich Polaków, którzy 10 kwietnia w Smoleńsku, nieopodal Katynia, oddali
życie.

Polityczni rywale Prawa i Sprawiedliwości przekonują, że Jarosław
Kaczyński zmienił swoją postawę, złagodniał, ale tylko na czas i na potrzeby
kampanii wyborczej…

– Gdyby spór był między Prawem i
Sprawiedliwością a Platformą Obywatelską, chętnie bym w ten spór wchodził,
wykazując miałkość tego typu zarzutów. Ale ponieważ rzecz idzie o sprawy
najważniejsze, proszę mnie zwolnić z komentarza do słów tych osób, dla których –
jak widać – miesiąc to wystarczający okres, aby próbować wrócić do retoryki
agresji, do retoryki nienawiści, do retoryki dzielenia Polaków na lepszych i
gorszych i próby budowania na powrót takiego napięcia między obywatelami, z
jakim mieliśmy do czynienia przed tragedią z 10 kwietnia. Do takiego stanu
pustych emocji, z których nic dobrego dla Polski nie wyniknęło, wracać nie mam
zamiaru i na pewno nie będę wchodził w polemikę ani z panem Stefanem
Niesiołowskim, ani z panem Kazimierzem Kutzem, ani z panem Januszem Palikotem,
ani z nikim, kto przez język agresji, pogardy i nienawiści będzie chciał
prowadzić dyskusję.

Uważa Pan, iż naprawdę ten ostry konflikt polityczny między Platformą
a PiS, da się wyciszyć?

– Nie chcę niczego wyciszać, ja chcę robić
swoje. Dzisiaj staję u boku Jarosława Kaczyńskiego, mówiąc: „Polska jest
najważniejsza”, i wiem, że nie jestem tylko w gronie tych kilkudziesięciu
tysięcy członków Prawa i Sprawiedliwości, lecz w gronie wielomilionowego ruchu
społecznego, który mówi: „Nie chcemy takiej Polski, którą zaserwowali nam ci,
którzy od dwóch lat rządzą”.

Ze strony polityków czy też zwolenników PO słyszymy co kilka dni
ostre słowa atakujące opozycję. Można odnieść wrażenie, iż Platforma jest
zdezorientowana, bo konkurent nie reaguje na słowne prowokacje…


Jestem ostatnim, który chciałby w sposób naiwny i infantylny traktować politykę.
Uważam się za osobę na tyle dojrzałą i zorientowaną w polityce, aby nie mieć
złudzeń co do podejmowania prób ze strony naszych przeciwników do wywoływania
kolejnych konfliktów. Ale byłbym naiwny, skrajnie nieodpowiedzialny i miałbym
olbrzymi dyskomfort psychiczny i moralny wobec tych, którzy 10 kwietnia zginęli,
gdybym tak lekko dał się tym, którzy na to liczą, sprowokować i wrócił do
takiego dyskursu, który próbują narzucić.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj