Dymiący nagan dziennikarzy
Każdy, kto podnosi problem przejęcia przez Polskę śledztwa
dotyczącego katastrofy prezydenckiego Tu-154M, jest przez „salon” odsądzany od
czci i wiary. Przykładem może być czwartkowa „Kropka nad i” w TVN 24, gdy Monika
Olejnik ostro i bezpardonowo zaatakowała eurodeputowanego PiS Pawła Kowala za
to, że jego partyjni koledzy złożyli w Sejmie rezolucję wzywającą premiera, by
wystąpił do Rosjan o przekazanie Polsce postępowania dotyczącego katastrofy pod
Katyniem.
Okazuje się, że stawianie jakichkolwiek pytań, zgłaszanie jakichkolwiek
wątpliwości jest ciężkim przestępstwem, bo próbuje się w ten sposób podważać
znakomitą podobno współpracę polskich i rosyjskich śledczych. Taki wniosek ma
być dowodem na nieufność względem Rosjan. Dla pani Olejnik stawianie przez PiS
pytań o śledztwo było nawet atakiem na minister zdrowia Ewę Kopacz, podważaniem
jej wiarygodności, a przecież pani minister „była niezwykle dzielną osobą”, bo
kilkanaście dni spędziła w Moskwie i Smoleńsku. Zresztą podobne tony
bezgranicznego zaufania do Rosjan można znaleźć w „Gazecie Wyborczej”, w radiu
TOK FM czy innych „sojuszniczych mediach”.
Dla „salonu” sprawa jest
bezdyskusyjna. Dla niego nie istnieją żadne wątpliwości co do postępowania i nie
jest ważne, że Polakom wciąż jeszcze nie przekazano nawet zapisów z czarnych
skrzynek. Według niego podczas tego śledztwa Rosjanie nie popełnili żadnych
błędów, mimo że każdego dnia media donoszą o co najmniej niedbalstwie
tamtejszych śledczych. A przecież szczytem ich niekompetencji jest chociażby to,
że z miejsca katastrofy nie zebrano wszystkich części samolotu, nie wspominając
o ludzkich szczątkach. Jednak nikt nie ma prawa na tej podstawie żądać przejęcia
przez Polskę śledztwa, bo to godziłoby w „polsko-rosyjskie pojednanie”. Tak jak
do niedawna dla „postępowych mediów” jednym z dogmatów była walka z
„antysemityzmem” i „homofobią” Polaków, tak teraz przyświeca im przede wszystkim
troska o pielęgnowanie „pojednania”, nawet jeśli na jego ołtarzu trzeba będzie
złożyć śledztwo w sprawie śmierci prezydenta i 95 innych Polaków. Po upadku ZSRS
Rosja nie potrafiła pogodzić się z utratą swojej strefy wpływów, do której
należała też Polska. I teraz, bez jednego wystrzału, zachowujemy się tak jak
komunistyczni kacykowie udający się do Moskwy w roli petentów. Ale obecnie
przecież budujemy „pojednanie”. A że pachnie ono serwilizmem? Nic nie
szkodzi.
Trudno oprzeć się wrażeniu, że ten sam „salon” zachowywałby się
zupełnie inaczej, gdyby miał naprzeciw siebie rząd PiS, a nie PO. Wystarczy
wziąć pod uwagę fakt, że dezawuowane są świadectwa członków rodzin ofiar
niezadowolonych z postępowania Rosjan. Gdy córka Zbigniewa Wassermanna skarżyła
się na to, że była przesłuchiwana w Moskwie i pod groźbą niewydania ciała ojca
żądano od niej zgody na pobranie krwi, jakoś ani w „GW”, ani z ust pani Olejnik
nie padły słowa oburzenia na tego typu praktyki, które przecież nie miały nic
wspólnego z empatią w stosunku do rodzin ofiar i kłóciły się z relacjami o tym,
jak to Rosjanie nas serdecznie przyjęli i jak dobrze traktują rodziny poległych.
Ale gdy ze szpitala wyprowadzano w kajdankach podejrzanego o łapówkarstwo
doktora G., wyrazom oburzenia nie było końca. Ileż pomyj wylano na
funkcjonariuszy CBA za to „depczące godność człowieka” postępowanie.
A
wracając do samego śledztwa… Zapewne wiele osób pamięta jeszcze nagonkę na PiS
i prokuraturę za sprawę byłej poseł Barbary Blidy i inne śledztwa, które
prowadził „reżim PiS”. Ileż było po wyborach w 2007 r. pretensji do prokuratury,
że jest niekompetentna, bo nie potrafi, a raczej nie chce znaleźć dowodów na
przestępczą działalność rządu Jarosława Kaczyńskiego. Jakoś nie widać było
wówczas nawet najmniejszych przejawów zaufania wobec pracy polskich śledczych.
Kredytu zaufania nie brakuje za to w stosunku do prokuratorów z Rosji. I na
koniec dwie zagadki. Kto jeszcze do niedawna pisał o tym, jak to rosyjska
prokuratura jest niewiarygodna, całkowicie uzależniona od Kremla i robi tylko
to, co nakaże jej Władimir Putin; jak jest sterowana, by zniszczyć politycznych
przeciwników byłego prezydenta, a obecnego premiera? I cóż takiego się stało, że
nagle w kwietniu br. ta sama prokuratura odzyskała
wiarygodność?
Krzysztof Losz
