„Polskę prawdziwą racz nam wrócić, Panie…”

Obserwatorzy życia politycznego w Polsce stwierdzają, że po krótkim
okresie oficjalnej żałoby należy oczekiwać zaostrzenia walki politycznej i że
symptomy tego procesu są już widoczne. Obóz Platformy spieszy się nerwowo, aby
zdobyć możliwie pełną władzę. Widać to zwłaszcza w poczynaniach Donalda Tuska i
Bronisława Komorowskiego
.

Ta niespokojna nadgorliwość robi wrażenie złodziejskiego pośpiechu, jaki
zdarza się komuś, kto nagle znalazł się w domu, którego właściciel właśnie
zaginął lub zmarł, co daje szansę doskonałego spenetrowania jego własności. Ta
pełna pośpiechu nadgorliwość dziwnie kontrastuje z licznymi dowodami na
zaniedbania i niedopatrzenia występujące w czasie poprzedzającym katastrofę
smoleńską. Rząd nie wywiązał się wtedy z podstawowych swoich obowiązków w
zakresie zabezpieczenia istotnych praw i kompetencji państwa. Zaistniały fakty,
które zmuszają do postawienia pytań o możliwość zdrady suwerenności państwowej,
zwłaszcza wtedy, kiedy całe śledztwo po katastrofie prowadzone jest przez służby
obcego państwa. To była niesłychana kompromitacja władz polskich, która
dyskwalifikuje jej reprezentantów z punktu widzenia piastowania najwyższych
urzędów w państwie.

Kampania w nietypowych warunkach
Żałoba przerwała passę
kpin, szyderstw i „mowy nienawiści”, jakiej używali politycy pod adresem
prezydenta Lecha Kaczyńskiego. W perspektywie czekających nas wyborów pojawiły
się jednak wrogie wypowiedzi pod adresem PiS, ojca Tadeusza Rydzyka i całego
obozu – nie waham się powiedzieć – niepodległościowego, zatroskanego o moralną,
duchową i kulturową tożsamość Polski. Jest to nieco dziwne, bo skoro główny
przeciwnik został usunięty ze sceny politycznej, powinien zapanować spokój: już
nie ma z kim walczyć. Tymczasem obserwuje się zaskakujące zjawisko: obóz
Platformy i tzw. salon wyborczy przeżywają dziwne podniecenie, lęk graniczący z
przerażeniem i patologiczną obawę o swoją przyszłość.
Nastrój panujący dziś w
kręgach liberalno-platformowych przypomina do złudzenia psychozę strachu, jaka
opanowała komunistów w roku 1980, kiedy okazało się, że „lud pracujący miast i
wsi” nie kłania się już Leninowi, lecz czuje się zjednoczony wokół Chrystusa i
Madonny Częstochowskiej oraz widzialnej Głowy Kościoła katolickiego, czyli
Papieża. Komuniści musieli wówczas przeżyć trwogę duchową, skoro niezafałszowany
głos sumienia mówił im, że nie są prawowitymi władcami Polski i rządzą jedynie
jako banda zbirów nasłanych przez „przewodnią siłę rewolucyjną”, czyli Armię
Czerwoną. Mogą więc być pociągnięci do odpowiedzialności przez Naród, który
wyszedł z podziemia i ujawnił swoją świadomość polityczną. Ich głosy wyrażały
wtedy głęboki strach złodzieja przyłapanego w cudzym ogrodzie.
Pomimo że ruch
„Solidarności” absolutnie nie planował odwetu i karania przestępców wywodzących
się z kręgu sowieckich agentów, zaczęto wówczas opowiadać, a właściwie
podpowiadać Polakom, co mogliby zrobić tym, którzy stali się najemnikami
sowieckiego aparatu wyniszczenia Polski. Mówiono np., jak to Polacy będą wieszać
komunistów na wszystkich słupach (widocznie mieli te słupy dobrze policzone),
jak będą się mścić i surowo karać zbrodniarzy, którzy mieli sporo na sumieniu; a
to sumienie pomimo zastosowania „naukowych” metod jego zagłuszania potrafiło
mówić prawdę jasno i otwarcie. „Solidarność” tymczasem walczyła jedynie o prawa
należne każdemu człowiekowi i Narodowi; natomiast komuniści (których „Gazeta
Wyborcza” niezmiennie uważa za „ludzi honoru”) urządzili w Polsce stan wojenny,
prawdziwą zbrodnię przeciw Polsce, zbrodnię, która do dziś nie została nazwana
po imieniu i nie została ukarana. A autorzy, organizatorzy i wykonawcy tej wojny
przeciwko Narodowi mają się dziś dobrze i pobierają wysokie emerytury.
Dziwna
rzecz, że tę samą psychozę strachu przeżywają dzisiejsi wyznawcy oswojonego
socjalizmu ubranego w kostium liberalizmu, marzący o totalitarnej władzy
maskowanej pozorami demokracji. Mówią: „Nie wolno dopuścić do wyboru Jarosława
Kaczyńskiego, bo on będzie się mścił za brata!”. Boją się i dają temu wyraz w
niezliczonych gestach i wypowiedziach medialnych. Ośmielam się twierdzić, że
boją się nie dlatego, iż odezwało się w nich sumienie, ale dlatego, że obudził
się Naród i pokazał, co myśli o obłudzie i hipokryzji panującej partii
politycznej, o zakłamaniu medialnym, o podłych posunięciach legislacyjnych
niszczących polską tradycję i kulturę. Naród obudził się i wypowiedział to w
milczącym i uroczystym hołdzie złożonym prezydentowi Polski.

Wskrzeszony patriotyzm
Alina Czerniakowska pisze:
„Czołowi politycy, medialni kreatorzy życia publicznego, powinni teraz
zamilczeć. Niestety, wszystkie media, dziennikarze, politycy, działacze tak
wrogo nastawieni do Prezydenta Kaczyńskiego, krytykujący wszystko, naśmiewający
się, obrażający głowę Państwa i nas, wyborców, dzisiaj przybrali inne maski.
Udają wzruszenie, zachwycają się prezydenturą, patriotyzmem Prezydenta
profesora, pokazują w telewizji ładne zdjęcia prezydenckiej pary i wypowiadają
mnóstwo wielkich, pięknych słów”. Obserwując żałobny tłum rodaków spieszących
oddać hołd prezydentowi, Czerniakowska stwierdziła: „To jest właśnie ta inna
Polska, której dotąd jakby nie było”. Stojąc w szeregu, notowała niektóre
wypowiedzi znajdujących się tam osób. Na przykład pewna studentka Uniwersytetu
Warszawskiego powiedziała: „Mam żal do mediów, dziennikarzy. Ogłupiali nas.
Teraz stoję przed Pałacem i nie mogę powstrzymać łez”. Ktoś drogą internetową
przekazał taki list: „Wreszcie pokazano nam prawdziwy naród. Nie wiedzieliśmy,
jakie mamy wspaniałe dzieci, harcerki, nie wiedzieliśmy o dobrych ludziach
naszego narodu. Pokazywano nam jakiś inny kraj, do którego chcieli nas
sprowadzić. Nie dajmy się, bądźmy dzisiaj i zawsze dumni z naszego języka, z
naszej tradycji, z naszej wiary, z naszych harcerzy, z naszych dzieci. Będąc
przed Pałacem, nie słyszałem żadnej infantylnej wypowiedzi. Żądamy pokazywania
zdrowej większości narodu, a nie chorej tkanki. Polska choruje, ma „wirusa
medialnego” wprowadzonego w celu zniszczenia narodu, z tym trzeba
walczyć”.
Należałoby walczyć z zakłamaniem i hipokryzją w mediach, bo głównie
na tym terenie toczy się walka. Nie możemy się jednak łudzić, że liberalne media
się „nawrócą”. Niedawno pewien dziennikarz „zabłysnął” powiedzonkiem: „Jeśli
ktoś chce być orłem, nie powinien latać z kaczkami”. Tłumaczył się potem, że to
tylko coś w rodzaju przysłowia, bez aluzji. Może to świadczyć, jak głęboko w
jego świadomość i podświadomość przeniknęła trucizna „antykaczyzmu”. Taki
człowiek powinien często rozmyślać nad inną złotą myślą: „Kto chce być orłem,
powinien przestać być szczurem”.

Uczyć się Polski
Niezależnie od potrzeby wybrania
właściwego człowieka na urząd Prezydenta RP, obecna sytuacja Polski skłania do
wysunięcia uniwersalnego i nader naglącego postulatu moralnego, który formułuje
w swoim felietonie prof. Piotr Jaroszyński. Pisze on mianowicie: „Obudził się w
nas patriotyzm, poszedł szerokim zakosem przez Polskę i odbił się potężnym echem
wśród naszych rodaków-emigrantów. Oni też odczuli, zobaczyli i zrozumieli, że
Polska jest i że jest to wielka rzecz, której nie można zapomnieć ani zmarnować.
Że każdy Polak musi jej służyć, ale musi też jej się uczyć. Stąd przed nami
wielka praca na polu edukacji i kultury narodowej, by patriotyzm nie był tylko
przelotnym uczuciem”. W homilii wygłoszonej na Jasnej Górze w III niedzielę
wielkanocną ks. Stanisław Małkowski przypomniał kilka zdań z kazania
wygłoszonego przez księdza Antoniego Szlagowskiego na pogrzebie księdza Ignacego
Skorupki, w sierpniu 1920 roku. Ksiądz Szlagowski powiedział: „Gdy ważą się losy
Polski, losy Europy się ważą, pytamy: „czy Polska będzie? Czy Europa będzie?” –
gdyż bój to z pogaństwem nowożytnym, bój to z szatanem samym”.

Polska „Westerplatte” Europy
Także w świetle nauczania
Jana Pawła II skierowanego do Polski widać jasno, że właśnie Polska jest jakby
duchowym Westerplatte Europy. Bo na terenie Polski rozstrzygają się losy
chrześcijańskiego dziedzictwa Europy, tutaj rozstrzyga się to, czy narody dzięki
przyjęciu (ponownemu) Ewangelii uzyskają prawdziwą wolność życia w prawdzie i
godności, tutaj rozstrzygnie się, czy Chrystus Ukrzyżowany i Zmartwychwstały
zakróluje nad sercami i sumieniami Europejczyków, czy też narody europejskie
pogrążą się w nowoczesnym pogaństwie, które coraz wyraźniej pokazuje, że jest
religią szatana. Tylko w Polsce – nie gdzie indziej – rozstrzygnie się, czy
życie ludzkie jest święte, ponieważ spoczywa na nim pieczęć Stwórcy i
Zbawiciela. Tutaj i nie gdzie indziej ma się rozstrzygnąć, czy związek małżeński
mężczyzny i kobiety będzie szanowany i uważany za świętość na forum prawa,
kultury i obyczaju, czy też będziemy świadkami ostatecznej degradacji
człowieczeństwa zepchniętego do poziomu biologicznego. Tutaj ma się
rozstrzygnąć, czy dom rodzinny będzie królestwem życia i miłości, czy tylko
przechowalnią rozbitków oczekujących na eutanazję. W Polsce musi się
rozstrzygnąć, czy osoba ludzka namaszczona przez Ducha Świętego będzie szanowana
jako suwerenny podmiot praw i powołania do uczestnictwa w życiu samego Boga, czy
też będzie poniżana przez niekompetentne trybunały, które zmuszają ludzi do
niemoralnego postępowania. W Polsce musi się rozstrzygnąć, czy w polityce będzie
obowiązywało prawo i sprawiedliwość oparte na prawie Bożym, a w mediach będzie
obowiązywała prawda i poszanowanie dla tego, co święte w życiu człowieka, w
życiu rodziny, w życiu Kościoła. W Polsce musi się to wszystko rozstrzygnąć! W
Polsce prawda musi dojść do głosu, bo inne narody Europy wrażliwość na nią już
zatraciły. Zachód wciąż żyje w historycznych miazmatach wydzielanych przez
rozkładającego się trupa socjalizmu.

Tylko Chrystus
Pan Bóg przemawia do nas przez wydarzenia
historyczne, które mają głęboki sens. W przemówieniu pożegnalnym na Okęciu Jan
Paweł II powiedział: „W dniu inauguracji mego pontyfikatu na placu św. Piotra
wypowiedziałem słowa, które pragnę tu dzisiaj powtórzyć: „Nie obawiajcie się
przyjąć Chrystusa. Otwórzcie, a nawet otwórzcie na oścież drzwi Chrystusowi.
Jego zbawczej władzy otwórzcie granice państw, ustrojów ekonomicznych i
politycznych, rozległych dziedzin kultury, cywilizacji, postępu. Nie lękajcie
się, Chrystus wie, co jest w człowieku. Tylko On to wie”” (9 czerwca 1991 r.).
Na placu Zwycięstwa w Warszawie 2 czerwca 1979 r. mówił zaś m.in.: „Chrystusa
nie można wyłączać z dziejów człowieka w jakimkolwiek miejscu na ziemi”. W
Rzymie 6 lipca 2000 r. Papież zwrócił się do Polaków: „Potrzeba dzisiaj bardzo
światu, a także naszej Ojczyźnie, ludzi dojrzałej wiary, którzy z odwagą wyznają
Chrystusa w każdym miejscu i w każdej sytuacji. Potrzeba prawdziwych heroldów
Ewangelii i zwiastunów prawdy”.
Wszystko, cokolwiek wcześniej Jan Paweł II
powiedział do Polaków, jest teraz bardzo aktualne. Nie możemy zatrzymać się na
fali przemijających uczuć. Trzeba zdecydowanie oprzeć swoje życie, także życie
społeczne i życie narodowe, na gruncie Ewangelii. Należy między innymi tak
sformułować prawo konstytucyjne i każde inne, aby przeciwstawiło się wszelkim
wrogim zakusom i roszczeniom jakichkolwiek trybunałów europejskich czy
ponadeuropejskich. Po to mamy rozum i prawo naturalne, po to mamy otrzymaną od
Boga wrodzoną suwerenność, aby wiedzieć, jak kierować życiem społecznym, nauką,
kulturą, ekonomią, bez oglądania się na jakieś wyroki czy ekspertyzy
„specjalistów” z Brukseli. Wymaga to zrewidowania całości relacji łączących nas
z Unią Europejską, by nie dopuścić do tego, co podobno jest ich (Unii)
zamierzeniem, by sprowadzić Polskę do regionu turystyczno-rekreacyjnego między
dwoma mocarstwami: byłym Związkiem Sowieckim i przyszłym Związkiem
Socjalistycznych Republik Europy – takim terytorium nieszkodliwym, bez armii,
bez floty, bez lotnictwa, bez stoczni, bez hut i kopalni, bez własnego
rolnictwa, bez przemysłu. Dotychczasową politykę polską trzeba ocenić
negatywnie. Jest rzeczą konieczną, aby w Polsce prowadzili politykę ludzie
naprawdę mądrzy i odpowiedzialni.

Ks. prof. Jerzy Bajda

drukuj