Rosja nigdy nie weźmie odpowiedzialności za Katyń

Z dr. Zaurem Gasimovem, gruzińskim historykiem z Instytutu Historii
Europy na Uniwersytecie w Moguncji (Instytut fur Europäische Geschichte, Mainz),
rozmawia Waldemar Maszewski

Tuż po katastrofie prezydenckiego samolotu pod Katyniem wielu
zachodnich publicystów z euforią daleką od rzeczywistości pisało o
polsko-rosyjskim pojednaniu i ten właśnie ton utrzymuje się do
teraz.
– Faktycznie, prasa niemiecka wyjątkowo dużo pisała o
polsko-rosyjskim pojednaniu. Trzeba powiedzieć, że w Niemczech oczekuje się
polepszenia stosunków między Warszawą a Moskwą. Podstawowym powodem niemieckich
nacisków na tę poprawę jest kierunek polityki Unii Europejskiej i jej dążenie do
ścisłego dialogu z Rosją, a także – choć może raczej przede wszystkim – kwestie
dostaw gazu i ropy naftowej do Europy. Jednocześnie wielu dziennikarzy nie jest
tak naprawdę zorientowanych w prawdziwej historii Polski. A przecież tu nie
chodzi tylko o zgodę na eksport polskiego mięsa do Rosji czy o Gazociąg
Północny. Dlatego w Niemczech tak łatwo mówi się o konieczności poprawy
stosunków na linii Rosja – Polska i często są to teorie bardzo na wyrost, w
oderwaniu od rzeczywistości.

Twierdzi Pan, że probierzem rosyjskich intencji będzie pełne
wyjaśnienie okoliczności katastrofy prezydenckiego samolotu?


Powiedzmy tak: obecna sytuacja mogłaby się stać dobrym początkiem dla poprawy
wzajemnych stosunków i prowadzenia otwartego dialogu. Dialog taki musi zostać
kiedyś podjęty. Jednak o podjęciu szczerego dialogu, moim zdaniem, będziemy
mogli ewentualnie mówić dopiero po ujawnieniu oficjalnych wyników śledztwa
dotyczącego katastrofy pod Katyniem, a o ile wiem, to śledztwo jeszcze nie
zostało zakończone.
W kwestii wzajemnych stosunków polsko-rosyjskich chcę
jasno powiedzieć, że są to stosunki pomiędzy europejskim demokratycznym,
praworządnym krajem (jakim jest Polska) a krajem autorytarnym, leżącym na
europejskich peryferiach. Polska jest historycznie związana z Białorusią,
Ukrainą i republikami kaukaskimi, walczy o ich demokratyzację i jest tym żywo
zainteresowana. Natomiast rosyjskie elity w ogóle nie mają na celu
demokratyzacji ani własnego kraju, ani republik, które nazywają „bliską
zagranicą”. Dlatego też polskie zaangażowanie w byłych republikach radzieckich
jest w Moskwie odbierane bardzo podejrzliwie. W rosyjskim społeczeństwie do dziś
pokutuje przeświadczenie, że zarówno Polska, jak i Zachód są głównymi wrogami.
Do tego dochodzi jeszcze rosyjska fobia związana z Kaukazem, NATO itd. Ujmę to w
ten sposób: dzisiejsza polityczna pozycja Rosji na arenie międzynarodowej (o
czym kilka dni temu dokładnie pisała także Sonja Zekri w „Sueddeutsche Zeitung”)
jest taka, że twarz Putina nie powinna być smutna. Kirgiski prezydent, który
wpuścił do kraju amerykańskich żołnierzy, odszedł; Juszczenko nie jest już
prezydentem, a Janukowicz stopniowo ubezwłasnowolnia Ukrainę. Kraje bałtyckie i
pozostałe państwa europejskie znajdują się w kryzysie, natomiast Rosja wyjątkowo
w tym czasie korzysta dzięki dolarom za ropę i gaz w całym obszarze
postsowieckich republik. Lech Kaczyński należał do znanych krytyków łamania praw
człowieka w Rosji oraz wielkich imperialnych ambicji tego kraju w Europie. Jego
śmierć zatem oznacza przede wszystkim zanik tej krytyki.

Pana zdaniem, gesty Władimira Putina i Dimitrija Miedwiediewa w
stosunku do Polski to gra pozorów?

– Rosyjska elita już dawno
pożegnała się z gorbaczowską krytyką sowieckiej przeszłości, ponieważ Moskwa nie
jest już zainteresowana dewizami z Zachodu. Gorbaczow grał człowieka z Zachodu,
aby tymi pieniędzmi załatać finansowy kryzys. W samym Związku Sowieckim był
postrzegany inaczej: w 1989 r. wysłał wojsko do Tbilisi (19 ludzi zginęło), w
styczniu 1990 r. skierował oddziały do Baku (zginęło 130 ludzi), a w 1991 r. do
Wilna. Obecnie pod okiem Putina dochodzi do rewitalizacji kultu Stalina. Wzięcie
na siebie odpowiedzialności za Katyń dla Rosjan oznaczałoby podważanie własnej
historii, dlatego też jestem zdania, że ani rosyjskie elity, ani społeczeństwo
wciąż nie są na to gotowi. W tym wypadku jestem realistą.
Ani o pakcie Hitler
– Stalin, ani o inwazji Rosji na Polskę, ani tym bardziej o Katyniu do dzisiaj
nie ma w Rosji żadnych obiektywnych badań historycznych. Jest to związane z tym,
że w tak autorytarnym kraju historycy są całkowicie pozbawieni obiektywizmu i
uzależnieni od władzy, szczególnie wtedy, gdy chodzi o historię współczesną.
Pomimo to jestem zdania, że polscy historycy muszą poszukiwać dialogu z
rosyjskimi kolegami. Jeśli chodzi o przemarsz polskich żołnierzy na placu
Czerwonym, to nie przeceniałbym tego wydarzenia.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj