Zgadzałam się z wolą Bożą

Z Marianną Popiełuszko, mamą ks. Jerzego, rozmawiają ks. Piotr
Burgoński i ks. Cezary Smuniewski

Ks. Piotr Burgoński: Chciałbym zapytać o znaczenie cierpienia. Jak
Pani myśli, jaki sens miała śmierć ks. Jerzego?

– W Podkowie Leśnej
już powiedziałam: „Oni nie uderzyli w ks. Popiełuszkę, oni uderzyli w Kościół”.
Jak uderzyli w księży, to sami się rozsypali. Każde cierpienie ma sens. Gdyby
ks. Jerzy nie chciał tego cierpienia znosić, to by wybrał inną drogę. Ale jeśli
on tam widział swoje spotkanie z Bogiem, to i liczył się z tym, że będzie
cierpieć.

P.B.: Cierpienie było jego drogą do świętości?
– On już
był cierpliwy, jak był malutki. Nigdy nie zapłakał na swoje boleści. Nigdy! Tak
cierpliwy był, że nigdy nie zapłakał.

P.B.: Jak Pani sądzi, czy ks. Jerzy ofiarował swoje cierpienia w
jakiejś intencji?
– Swoje cierpienia na pewno ofiarował za wolność
Kościoła, za wolność Ojczyzny i za to poniósł śmierć męczeńską. Byłam ostatnio w
Łodzi, dostałam piękną Matkę Boską Częstochowską. Jeden człowiek powiedział mi:
„Moim pragnieniem było się spotkać, powiedzieć Mamie, jakiego cudu doznałem za
przyczyną ks. Jerzego”. Był alkoholikiem. Nigdy nie spodziewał się, że może się
wyzwolić z tego pijaństwa. Przy grobie ks. Jerzego złożył ślubowanie, że nie
będzie pić, i do dziś dnia wytrwał. Dużo jest takich. Jedna siostra zakonna
opowiadała, że jej bratowa miała mieć operację i przed operacją udała się do
grobu ks. Jerzego, potem pojechała do szpitala i okazało się, że żadnej operacji
nie trzeba było robić.

Ks. Cezary Smuniewski: Jak Pani przeżywała to, co działo się z ks.
Jerzym?
– Zgadzałam się z wolą Bożą.

P.B.: Słynne już i wielokrotnie cytowane są Pani słowa: „Dałam go
Kościołowi i nie zabiorę”…

– Tak, pamiętam. Pytali mnie, czemu go
tutaj nie pochowałam, byłoby cicho, nie byłoby tego wszystkiego. A ja mówiłam:
„Dałam go Kościołowi. Tam, w Warszawie, służył ludziom. Jak Bóg chciał, tak
pokierował jego losem. Bez woli Boga i włos człowiekowi z głowy nie
spadnie”.

C.S.: Ksiądz Jerzy był du szpasterzem w Warszawie, związał się z
„Solidarnością”…

– …związał się, bo prosili. Kilku innych księży
proszono, ale nie poszli do Huty Warszawa, żeby Mszę Świętą odprawić, to on
poszedł. Żeby podnieść wiarę, krzyż…

P.B.: Kiedy ks. Jerzy został kapelanem w Hucie Warszawa i
duszpasterzem robotników, Służba Bezpieczeństwa zaczęła go szykanować. Czy
rozmawiał o tym z Panią?

– Cóż on mógł mówić? Stał na posterunku
swojej wiary i głosił to, co przyrzekł głosić. Przecież on zginął za krzyż,
poniósł męczeństwo za wiarę.
P.B.: Ksiądz Jerzy przez długi czas był
szykanowany, zorganizowano na niego medialną nagonkę…

C.S.: …ubecy go prześladowali…
– A on im kawę nosił.
Jeden człowiek po pogrzebie przyjechał do Augustowa i przyszedł do mnie skarżyć,
że Chrostowski znał się z ubekami i kawą ich częstował. Ja mówię: „Przepraszam,
to nie tak. Ksiądz Jerzy mówił mi, że on widział, jak ubecy stoją zmarznięci na
służbie, i poprosił Chrostowskiego, żeby wyniósł im ciepłą kawę”. Ale ostatnim
razem już nie wzięli. Pomyślał wtedy, że coś się szykuje.

C.S.: Kiedy głosił kazania, odprawiał Msze Święte za Ojczyznę – czy
Pani jeździła go wtedy odwiedzać?

– Raz byłam. On nie chciał, żebym
przejmowała się tym wszystkim, tak mnie żałował. Potem, po wszystkim, uśmiechnął
się: „Mamo, ile ja przeżyłem. Mama będzie widziała to wszystko”. Ale akurat w tę
niedzielę nie było milicji i armatek. Spokojnie było.

P.B.: Kiedy się Pani widziała z synem po raz ostatni?

To było po Siewnej albo przed Siewną. Myślę sobie: Kartofle wykopane, nic nie
mówiąc, pojadę na Mszę za Ojczyznę do niego. Chciałam jechać do niego, ale on
przyjechał tu. Poleciał na pole, wszystko obszedł. Odprowadziłam go do
Suchowoli, pożegnałam się.

C.S.: Jak Pani wspomina czas, kiedy miał miejsce proces zabójców ks.
Jerzego?
– Nie chcę wspominać.

C.S.: Jak Pani przyjęła wiadomość, że Kościół może syna ogłosić
świętym? Czeka Pani na tę chwilę?

– Pewno, że chciałabym spokojniej
umrzeć, ale to wszystko w ręku Boga. Jeśli będę godna tego czasu dożyć, to
dożyję, jak nie, to tam go spotkam.

P.B.: Jednym z owoców męczeństwa ks. Jerzego jest to, że Polska jest
wolna…
– …tylko nie o taką Polskę chodziło. O prawdziwą Polskę, więcej
religijną, ale trudno. Od razu chory człowiek nie wyzdrowieje, tylko musi leki
pić. Trzeba modlitwy, modlitwy i jeszcze raz modlitwy.

Dziękujemy za rozmowę.

Fragmenty książki przygotowywanej przez Wydawnictwo Sióstr
Loretanek

drukuj