Naród jest sobą, kiedy żyje prawdą

Z ks. bp. Antonim Pacyfikiem Dydyczem, ordynariuszem drohiczyńskim,
rozmawia Małgorzata Pabis

Ekscelencjo, czas żałoby, ostatnich pożegnań i pogrzebu… Jak Ksiądz
Biskup postrzega to, co w ostatnich dniach dzieje się w Polsce?


Muszę powiedzieć, że byliśmy świadkami bardzo wzruszających scen – czy to małego
dziecka, które mówi, że jest głodne, śpiące, zmęczone, że mu zimno, ale chce
złożyć hołd Parze Prezydenckiej, czy to młodych ludzi, którzy ze łzami w oczach
wyznawali ze szczerością, że nie dostrzegli tego wszystkiego, co się wokół nich
działo, że dali się zmanipulować, zwłaszcza jeśli chodzi o osobę Prezydenta RP
Lecha Kaczyńskiego. I tak też było w czasie uroczystości w Warszawie, kiedy
ofiary tej strasznej katastrofy były żegnane przez całą Polskę.
Na placu
Piłsudskiego usłyszeliśmy pokrzepiające słowa o jedności Narodu. Jednocześnie
dają się też słyszeć głosy zapytujące, czy ta solidarność serc potężnych rzesz
spokojnie podążających, aby złożyć ostatni hołd, przetrwa. Niemniej należy
podkreślić, że tę przedziwną harmonię, poczucie jedności w Narodzie dało się
wyraźnie odczuć. Sam byłem świadkiem, jak w czasie jednej z Mszy św. jakiś
kapłan płakał podczas homilii. Bo to naprawdę ogromna tragedia – 96 osób
zginęło. I doszło do niej w Europie w czasach, kiedy szczycimy się osiągnięciami
techniki, wielkimi możliwościami.

Odeszli… A my pozostaliśmy i z ich śmierci powinniśmy chyba
wyciągnąć dla siebie jakąś naukę…

– Zastanówmy się wszyscy nad
tym, co to wydarzenie niesie dla każdego z nas… Blisko 100 osób zginęło w tak
okropny sposób. Kiedy ogląda się zdjęcia z tej katastrofy, ogarnia człowieka
groza. Ale bardzo istotne jest to, by na to najważniejsze pytanie: „Dlaczego tak
się stało?”, znaleźć odpowiedź nie w oderwaniu od rzeczywistości, ale by
pamiętać – jak przypomniał nam ks. kard. Sodano – że człowiek tylko w świetle
zmartwychwstania może znaleźć dla siebie drogę. I myślę, że trzeba to odnieść
również do ostatnich wydarzeń i dołożyć wszelkich starań, by ofiara blisko 100
Polaków nie została zmarnowana.
W ostatnich dniach podkreślano, że u podstaw
mordu w Katyniu leżała nienawiść. 10 kwietnia 2010 r. Polacy oddali życie z
miłości. Oni nie chcieli dopuścić do tego, by ta pierwsza ofiara została
zapomniana. A my dziś nie możemy pozwolić na to, by te dwie ofiary zostały
wykorzystane do celów politycznych. Jeśli by do tego doszło, byłoby to nikczemne
i Polaków niegodne.
Trzeba się nam bardzo modlić i szukać duchowego
umocnienia, żebyśmy nie zmarnowali kolejnej przelanej męczeńskiej polskiej krwi,
żebyśmy Polsce coś z siebie dali, wnieśli coś do Polski, tak by nasza Ojczyzna
się odrodziła.

W przemówieniu na placu Piłsudskiego ks. abp Michalik powiedział, że
po tej katastrofie popłynęły łzy z wielu oczy, nawet z tych, z których nikt się
ich nie spodziewał…

– Jeżeli te łzy pojawiły się u tych, którzy
wcześniej nie rozumieli postawy Pana Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, treści i
wartości, które on reprezentował, i jeśli pojawiły się one szczerze, to bardzo
dobrze. Chodzi o to, by nawracać się poprzez różne wydarzenia. Ale jeśli to jest
tylko przejściowe uczucie, to mamy do czynienia z nieporozumieniem i niewiele
nam to wszystkim da.
Puste słowa, nawet jeśli piękne, nic nie znaczą.
Chrześcijaństwo mówi nam, że najważniejsze jest nawrócenie człowieka,
uświadomienie sobie zła, potem żal za grzechy, postanowienie poprawy. To dopiero
coś daje. Nie możemy dać się zmanipulować pustym słowom… Takie podejście, gdy
mówi się np. słowo „przepraszam”, a jednocześnie wciąż obraża się człowieka,
jest nieszczere, fałszywe, kłamliwe. Mam nadzieję, że ludzie to zobaczą,
zrozumieją i będą kładli większy nacisk na wartości, a nie na pozory. To będzie
bardzo istotne już w najbliższym czasie, choćby podczas najbliższej kampanii i
czekających nas wyborów.
Pamiętajmy, człowiek jest sobą wtedy, kiedy mówi
prawdę. Naród jest sobą, kiedy żyje prawdą, kiedy pamięta o swoich
korzeniach.

Nie może w tym zabraknąć naszej głębszej refleksji…

Dobrze byłoby, żebyśmy to wszystko sobie przemyśleli i zastanowili się, co do
naszego życia wnosi ofiara Prezydenta Kaczyńskiego, Prezydenta Kaczorowskiego i
wielu innych tragicznie zmarłych – Parlamentarzystów, Kapłanów, Przedstawicieli
różnych organizacji. Oni jechali złożyć hołd tym, którzy nie ponosząc żadnej
winy, zostali zamęczeni, zamęczeni za Polskę. Musimy to odczytać i tak układać
nasze życie, by wszystkie intrygi, partyjniactwo ustąpiły miejsca autentycznej
służbie Polsce.
Dziś nie mówi się o dobru Ojczyzny, ale na pierwszym miejscu
stawia się interes partii. Widać to było choćby w czasie ostatnich prawyborów.
Wtedy ciągle zastanawiano się nad tym, ile na tym zyska partia. Gdzie my
jesteśmy? Ci, którzy tak mówią, to jakby cofnęli się o 50 lat. Trzeba to
oczyścić i myślę, że to właściwy moment ku temu, by dokonać autorefleksji. Niech
więc ta krew, te ogromne cierpienia dopomogą nam w tym, byśmy odzyskali swoją
tożsamość, swoje prawdziwe oblicze. Tego z całego serca Polsce życzę.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj