Nie ma nikogo, kto by mógł ją zastąpić
„Nie ma w Polsce drugiej takiej osoby i to nie tylko w wymiarze
partyjnym, klubowym, ale też w wymiarze narodowym” – tą refleksją podzielił się
ze mną prezes Jarosław Kaczyński po Eucharystii odprawionej w kościele Świętego
Krzyża w Warszawie w intencji tragicznie zmarłej Grażyny Gęsickiej, byłej
minister rozwoju regionalnego i przewodniczącej Klubu Parlamentarnego PiS.
Wydaje się, że nie było i nie ma w Polsce osoby tak dobrze przygotowanej i
zdeterminowanej do zaplanowania i przeprowadzenia strategii rozwoju
regionalnego; maksymalnego wykorzystania środków unijnych; wykorzystania tej
szansy, jaka przed Polską staje w ramach absorpcji tych środków, a co za tym
idzie – gwałtownego rozwoju cywilizacyjnego naszej Ojczyzny.
Grażynę Gęsicką poznałem bliżej dopiero w obecnej kadencji Sejmu, kiedy
trafiła do Klubu Parlamentarnego PiS i ścisłego kierownictwa partii. Byłem dumny
z tego, że zdecydowała się wstąpić do Prawa i Sprawiedliwości i wesprzeć nas w
pracy partyjnej i opozycyjnej. W relacjach interpersonalnych była niezwykle
ciepła, pogodna, a co jeszcze istotne, i chyba mało znane, była człowiekiem o
niesamowitym poczuciu humoru, które sprawiało, że nawet podczas trudnych rozmów
wewnątrzpartyjnych potrafiła rozładować atmosferę celną uwagą czy
dowcipem.
Kiedy po raz pierwszy gościłem panią minister Gęsicką w Szczecinie,
poszliśmy do mojego przyjaciela, który zajmuje się renowacją mebli. Wówczas
Grażyna pokazała swoje drugie oblicze, o którym nie miałem do tej pory pojęcia –
oblicze osoby zakochanej w starociach i doskonale zorientowanej w tej
dziedzinie. Podczas gdy dla mnie zbiór starych mebli przed renowacją nie
przedstawiał większej wartości niż zbiorowisko desek, Grażyna z niesamowitym
wyczuciem smaku i stylu rozmawiała z moim przyjacielem, używając egzotycznie dla
mnie brzmiących, fachowych określeń dotyczących np. faktury drewna i bardzo
biegle poruszała się między „biedermeierami”, „eklektykami” i „ludwikami”.
Opowiadała mi, że urządza dom na Mazurach. Byłem tym zauroczony. Do tamtego
momentu kojarzyła mi się wyłącznie z osobą bardzo poukładaną, przywiązaną do
słupków i liczb: milionów i miliardów euro, które mają napływać do Polski, aby
zmieniać oblicze i stan cywilizacyjny naszego kraju.
Z bólem myślę o tym, że
w miniony wtorek miałem się spotkać w Szczecinie z przewodniczącą Grażyną
Gęsicką i z Markiem Gróbarczykiem, byłym ministrem gospodarki morskiej w naszym
rządzie, na konferencji dotyczącej Gazociągu Północnego. Decyzją Grażyny, już
jako szefowej klubu parlamentarnego, zlecono Stowarzyszeniu Ekspertów Morskich
ekspertyzę dotyczącą skutków ekologicznych i gospodarczych, skutków w zakresie
bezpieczeństwa energetycznego oraz utrudnień, jakie pociąga za sobą ta
inwestycja w dostępie do portów w Szczecinie i Świnoujściu dla statków. Grażyna
bardzo się tym interesowała i obiecała mi, że oczywiście przyleci na tę
konferencję. We wtorek o godzinie 11.00 mieliśmy się spotkać w naszej siedzibie
przy ul. Mickiewicza z dziennikarzami, a następnie z ks. abp. Andrzejem Dzięgą,
metropolitą szczecińsko-kamieńskim, który bardzo Grażynę cenił. Znali się
jeszcze z czasów, gdy był biskupem sandomierskim, a diecezja ta wówczas
obejmowała część województwa podkarpackiego, z którego Grażyna Gęsicka
kandydowała do Sejmu. Cieszyła się na myśl o tej wizycie i rozmowie z księdzem
arcybiskupem. Mieliśmy ponownie odwiedzić mojego przyjaciela zajmującego się
renowacją mebli, bo miała tam coś upatrzonego.
Świadomość, że już nigdy nie
będę gościł pani przewodniczącej u siebie, napełnia mnie głębokim smutkiem. Na
całe życie zapamiętam moment, w którym dowiedziałem się o tragedii. Byłem
wówczas w Sejmie na spotkaniu ze współpracownikami. Mieliśmy omawiać kwestie
związane ze zbliżającą się kampanią wyborczą. Kiedy usłyszałem tę informację,
byłem w kompletnym szoku. Dzwoniłem po kolei do wszystkich osób z kierownictwa
mojej partii, powtarzając w duchu, że może nie było ich na pokładzie…
Zadzwoniłem do Aleksandry Natalli-Świat, do Grażyny, do Krzysia Putry, do
Przemka Gosiewskiego, żadna z tych osób tego telefonu nie odebrała. Pobiegłem do
kaplicy sejmowej i tam przed obrazem naszej Patronki Matki Bożej Trybunalskiej
prosiłem Pana Boga, żeby to nie była prawda, żeby Pan Bóg odwrócił od nas to
nieszczęście, żeby okazało się, że to jakaś monstrualna pomyłka, iż samolot z
prezydentem na pokładzie i najważniejszymi osobami w państwie rozbił się pod
Smoleńskiem. Panu Bogu spodobało się jednak, jak mówił ks. kard. Józef Glemp w
katedrze warszawskiej, rozpisać kolejny akt dramatu dla naszego Narodu. Wierzę w
to głęboko, że ta tragedia i ta ofiara, którą złożyli na ołtarzu Ojczyzny pan
prezydent z towarzyszącymi mu osobami, przyniesie dla naszego Narodu dobro,
którego dziś pogrążeni w żałobie jeszcze nie jesteśmy w stanie dostrzec ani
ocenić.
Joachim Brudziński (PiS), poseł na Sejm
RP
