Ciągle żył nowymi inicjatywami
Z dr. Tadeuszem Krawczakiem, dyrektorem Archiwum Akt Nowych w
Warszawie, rozmawia Piotr Czartoryski-Sziler
Z panem Stefanem Melakiem, prezesem Komitetu Katyńskiego, tragicznie
zmarłym w katastrofie lotniczej koło Katynia, znał się Pan od dawna. Jakim
pozostanie w Pana pamięci?
– Znałem Stefana praktycznie od
dzieciństwa, bo mieszkaliśmy obok siebie w podwarszawskim Kawęczynie. Był trochę
starszy ode mnie, z jego braćmi chodziłem do jednej klasy w szkole. Mogliśmy się
nieraz rok czy dwa nie widzieć, a jak się spotkaliśmy, rozmawialiśmy tak,
jakbyśmy się wczoraj rozstali. Ciągle żył nowymi inicjatywami. Mało kto wie, że
Stefan kapitalnie mówił, był świetnym przewodnikiem po Warszawie oraz że
posiadał wyjątkową bibliotekę dotyczącą Powstania Listopadowego. Jest to chyba
najlepsza biblioteka tego typu w Polsce, w której znajduje się wiele pozycji,
jakich nie ma nawet Biblioteka Narodowa. Gdy po raz ostatni rozmawiałem ze
Stefanem dwa dni przed jego odlotem do Katynia, chwalił się, że zdobył kolejną
książkę do swojej biblioteki, która nie figuruje w zbiorach BN.
To zbieranie książek dotyczących Powstania Listopadowego zapewne
miało ścisły związek z Olszynką Grochowską, której pamięć z takim zaangażowaniem
przywracał w Polsce Stefan Melak…
– Oczywiście. Stefan należał do
uczniów i ścisłych współpracowników ks. prałata Wacława Karłowicza, twórcy
parafii św. Wacława na warszawskim Gocławku, jednej z trzech najciężej nękanych
przez Służbę Bezpieczeństwa. Ich drogi zeszły się już w latach 70. XX wieku.
Ksiądz Karłowicz, były kapelan Armii Krajowej, mówił w swoich kazaniach o
prawdziwej historii Polski, nie takiej, która wówczas obowiązywała. To ściągało
do niego rzesze ludzi, zarówno starszych, jak i młodszych. Stefan, który od
zawsze w sposób szczególny interesował się historią, należał do tego młodszego
pokolenia, które wspierało księdza Karłowicza w walce o Olszynkę Grochowską.
Takie miejsca pamięci narodowej jak Olszynka Grochowska chyba w
sposób szczególny przeszkadzały komunistom?
– Za Gierka, w latach
70. XX wieku, był pomysł, by Olszynkę całkowicie zlikwidować, na miejscu, gdzie
stoi skromny pomniczek, miał powstać szalet. Dwie trzecie terenu zostało zajęte
pod pretekstem budowy zajezdni dla PKP, ponadto celowo poprowadzono z Kawęczyna,
ze zbudowanej elektrociepłowni Kawęczyn, rurociąg. Nagle wyrósł problem ocalenia
tego skrawka Olszynki z krzyżem z 1916 roku i pomnikiem. Istniała groźba, że
Olszynka podzieli los innych miejsc tego typu, jak np. dewastowanego w tamtym
czasie cmentarza Orląt czy cmentarza 1920 roku w Dyneburgu, który zamieniono w
wielkie śmietnisko. Więc tutaj rola braci Melaków jako strażników Olszynki
Grochowskiej była bardzo duża, a Stefan był motorem wszelkich spraw, opiekował
się tym miejscem, czuwał nad nim.
W 1979 roku z inicjatywy jego i księdza prałata Wacława Karłowicza
zawiązał się Konspiracyjny Komitet Katyński…
– Zaczęły się wtedy
patriotyczne akcje w Dolince Katyńskiej na wojskowych Powązkach, a później
konspiracyjne przygotowanie budowy w tym miejscu Pomnika Katyńskiego. Przecież w
okresie „Solidarności”, kiedy pomnik został wzniesiony [31 lipca 1981 r. –
przyp. red.], SB wzywała Stefana na rozmowy do pałacu Mostowskich pod pozorem,
że nie ma pozwolenia, straszono go etc. Krzyż katyński szykowany był w garażu
brata Stefana – Arkadiusza Melaka, przewożono go w dużych elementach, by szybko
złożyć. Niestety, zaraz po ustawieniu krzyż został błyskawicznie zabrany przez
SB.
Przez całe lata istniała walka Komitetu Katyńskiego o trwanie pamięci
katyńskiej. Stefan znalazł oparcie w okresie „Solidarności” nie tylko w osobie
księdza Karłowicza, ks. bp. Władysława Miziołka, ks. Stefana Niedzielaka czy ks.
prałata Tadeusza Uszyńskiego, który użyczył wieżę kościoła św. Anny na spotkania
Komitetu Katyńskiego, ale również w niektórych osobach z władz regionu Mazowsze
„Solidarności”. Z inicjatywy Stefana powstała aleja chwały w Olszynce
Grochowskiej, trwa budowa w tym miejscu kaplicy. Podczas uroczystości w lutym
tego roku został poświęcony dzwon, który miał stanąć przy kaplicy.
Z inicjatywy Stefana Melaka postawiono również krzyże w Miednoje i
Charkowie…
– To była cała akcja. Stefan porozumiał się wówczas z
wojskowymi niższego szczebla, którzy pomogli mu przygotować ogromny krzyż do
Miednoje. Choć były to już lata 90. XX wieku, ta akcja była torpedowana w
Ministerstwie Obrony Narodowej. Nagany udzielono pułkownikowi, który wydał
polecenie zespawania krzyża… Całe życie Stefan był bardzo aktywny, jednak
lepiej czuł się w takim działaniu, powiedziałbym, partyzanckim niż
zorganizowanym. Skupił się na szerzeniu wśród Polaków w kraju i za granicą
świadomości historycznej. W ostatnich latach jeździł m.in. do Polonii
francuskiej. Aktywnie pomagał przy organizowaniu uroczystości 3 Maja, był
wiceprzewodniczącym komitetu obchodów 200-lecia Orderu Wojennego Virtuti
Militari, angażował się przy budowie pomnika Henryka Sienkiewicza w warszawskich
Łazienkach. Można mnożyć bez końca inicjatywy, w których brał udział.
Jaką cenę zapłacił za to swoje zaangażowanie w czasach
komuny?
– Internowanie po 13 grudnia 1981 r. odbiło się na jego
życiu rodzinnym. Wtedy jednak wiele osób, w tym Stefan, nie zdawało sobie sprawy
z tego, że cena może być dużo wyższa, niż się nam wydało. Z perspektywy
dzisiejszej wiemy, jakie działania podjęła SB i jaką cenę zapłacił m.in. ksiądz
Stefan Niedzielak… Stefan o tym wielokrotnie mówił. Natomiast w zachowaniach
był bezkompromisowy, o swoich przekonaniach, swoich poglądach, o Katyniu zawsze
mówił wyraźnie, dobitnie. Z zainteresowaniem opowiadał o tych sprawach
młodzieży. Walczył o to, by jak najwięcej ludzi z kręgu Rodzin Katyńskich mogło
pojechać do Katynia w 1989 roku, gdy była pierwsza pielgrzymka archidiecezji
warszawskiej. Jego inicjatywą była reaktywacja w stanie wojennym konspiracyjnej
kapituły Gwiazdy Wytrwałości, wykonywanie krzyżyków katyńskich. Ukoronowaniem –
niejako symbolicznym – pracy Stefana miało być wyróżnienie w tych dniach jego
Komitetu Katyńskiego Nagrodą Kustosza Pamięci Narodowej przyznawaną przez
prezesa IPN.
Dziękuję Panu za rozmowę.
