Najlepszy kandydat dla rządu

Śmierć prezesa Narodowego Banku Polskiego Sławomira Skrzypka oznacza
konieczność wyboru jego następcy. Nie wiadomo jeszcze, kiedy to nastąpi, ale jak
wynika z nieoficjalnych informacji, Platforma Obywatelska ma już kandydata na to
stanowisko. To Jan Krzysztof Bielecki, były premier i prezes banku Pekao SA, a
obecnie szef Rady Gospodarczej przy premierze.

Konstytucja określa, że prezesa NBP powołuje na sześcioletnią kadencję Sejm
na wniosek prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej. Po śmierci Lecha Kaczyńskiego
obowiązki prezydenta przejął marszałek Sejmu Bronisław Komorowski i tym samym
także uprawnienia do przedstawienia Sejmowi kandydata na nowego szefa banku
centralnego. I choć oficjalnie ani marszałek, ani nikt z rządu czy PO nie
podejmuje tematu wyboru nowego prezesa NBP, to takie sondażowe rozmowy już są
prowadzone. Ta kwestia miała być też podobno poruszana podczas niedzielnego
spotkania w Sejmie premiera Donald Tuska, marszałka Sejmu Bronisława
Komorowskiego i szefa klubu Platformy Obywatelskiej Grzegorza Schetyny. –
Najczęściej pada nazwisko byłego premiera Jana Krzysztofa Bieleckiego – mówi nam
jeden z parlamentarzystów Platformy. – Za Bieleckim ma przemawiać przede
wszystkim to, że jest najbardziej zaufanym współpracownikiem premiera Donalda
Tuska. A ponadto był także przedstawicielem Polski w Europejskim Banku Odbudowy
i Rozwoju, a jeszcze ważniejsze jest to, iż w latach 2003-2010 kierował
największym prywatnym bankiem w Polsce, Pekao SA – dodaje nasz rozmówca.

Kandydat premiera

I właśnie to bankowe doświadczenie ma przemawiać najbardziej na rzecz
Bieleckiego. Nikt nie zarzuci mu przecież w tej sytuacji braku kompetencji i
doświadczenia bankowego niezbędnych do kierowania NBP. Ale jeszcze istotniejsze
jest to, że Jan Krzysztof Bielecki ma poparcie samego Tuska. Ta para
współpracuje od lat, to Bielecki jest uważany za najbliższego doradcę i
powiernika premiera. Z nim Tusk uzgadniał wiele ważnych decyzji rządowych, także
personalnych. I gdy przed rządem stanęło widmo wpędzenia Polski w ogromne
problemy ekonomiczne z powodu rosnącego lawinowo długu publicznego, to Bielecki
stanął na czele Rady Gospodarczej przy premierze, aby już bezpośrednio i
oficjalnie pomagać mu w rządzeniu. Choć członkowie rady pracują społecznie, to
Bielecki nie kryje, że poświęca jej sprawom kilkadziesiąt godzin miesięcznie.
Może sobie pozwolić na działalność charytatywną, bo przez lata prezesowania
Pekao SA zarobił na czysto co najmniej kilkanaście milionów złotych. Ale ta
aktywność Bieleckiego miała przynieść mu owoce w przyszłości, a tragiczna śmierć
prezesa Sławomira Skrzypka takie możliwości właśnie otwiera.
Dla działaczy PO
nominacja dla byłego premiera byłaby czymś naturalnym. Przypomnijmy, że już w
tamtym roku, gdy Jan Krzysztof Bielecki oficjalnie ogłosił, iż odchodzi z fotela
prezesa Pekao SA, czołowi politycy partii rządzącej widzieli go w roli następcy
prezesa Skrzypka. – Rezygnacja Bieleckiego ze stanowiska wiąże się z jego
zamiarem wejścia do Rady Polityki Pieniężnej i objęcia potem stanowiska szefa
NBP – mówił wtedy otwarcie poseł Janusz Palikot (PO). Twierdził on, że Jan
Krzysztof Bielecki nie myśli o objęciu funkcji politycznej, czyli np. stanowiska
ministra lub premiera (wtedy jeszcze wszyscy byli przekonani, że Tusk wystartuje
w wyborach prezydenckich, które wygra i opuści fotel premiera), ale bank
centralny leży już w kręgu jego zainteresowań. Do RPP Bielecki nie wszedł, bo –
jak przekonują posłowie PO – „premier chciał go mieć blisko siebie”.
Ten
scenariusz z NBP w tle potwierdzał wtedy również ówczesny wicepremier Grzegorz
Schetyna. – Rada Polityki Pieniężnej na pewno jest pierwsza w kolejności i na
tym na razie się zatrzymajmy, bo Narodowy Bank Polski jest jeszcze zajęty przez
ponad trzy lata – mówił wtedy Schetyna, mając na myśli fakt, że kadencja
Sławomira Skrzypka miała upłynąć w 2013 roku. Teraz ten scenariusz może ulec
przyspieszeniu.
Niewątpliwie powierzenie Janowi Krzysztofowi Bieleckiemu
funkcji prezesa NBP byłoby bardzo korzystne dla rządu Donalda Tuska. Premier nie
raz próbował wywierać nacisk na Sławomira Skrzypka w kwestii prowadzenia
polityki pieniężnej. Spory dotyczyły głównie przekazywania zysku NBP do budżetu
państwa. Rząd zawsze wyliczał ten zysk na wyższym poziomie, niż prognozował bank
centralny. W tym roku prezes Skrzypek mówił o tym, że NBP wpłaci do budżetu 4
mld zł, a minister finansów Jacek Rostowski i premier Tusk domagali się 8 mld
zł, ograniczając tym samym pieniądze, które miały zasilić rezerwy walutowe
Polski. Tym razem rząd miał w tej sprawie silne poparcie tych członków RPP,
których wybrano z poparciem koalicji rządowej.
Jakie jest w tej sprawie
stanowisko Jana Krzysztofa Bieleckiego? W nielicznych wywiadach starał się on
werbalnie zajmować dość wyważone stanowisko. Nie stawał otwarcie ani po stronie
rządu, ani po stronie NBP. Twierdził, że wojna obu instytucji jest niepotrzebna,
ale jednocześnie przekonywał, że „NBP i rząd muszą współpracować”. Ale trzeba
mieć też świadomość, że z roku na rok problemy budżetu państwa będą narastać, w
2011 r. może już być ciężko spiąć wydatki i dochody państwa i Tuskowi przydałby
się bardziej „prorządowy” prezes NBP, który hojniej wesprze bankowymi pieniędzmi
budżet państwa. Bielecki byłby idealny. – Prawdopodobnie najwcześniej nowy
kandydat na prezesa NBP zostanie przedstawiony w maju – usłyszeliśmy od jednego
z działaczy Platformy.

Marszałek powinien zaczekać

Jednak część prawników, konstytucjonalistów, ale i ekonomistów uważa, że
marszałek Bronisław Komorowski nie musi się spieszyć z przedstawieniem Sejmowi
kandydata na prezesa banku centralnego. Po pierwsze, obowiązki prezesa NBP objął
pierwszy zastępca Sławomira Skrzypka – Piotr Wiesiołek. On na bieżąco zarządza
bankiem. Ustalony jest także harmonogram posiedzeń Rady Polityki Pieniężnej,
która z własnego grona może wybrać nowego przewodniczącego – zwyczajowo jest nim
prezes NBP. Profesor Witold Orłowski, członek zarówno Rady Gospodarczej przy
premierze, jak i powołanej przez Lecha Kaczyńskiego Narodowej Rady Rozwoju,
podkreśla, że nawet kilkumiesięczny wakat na stanowisku prezesa NBP nie powinien
zaszkodzić skuteczności pracy banku centralnego. Nie ma więc powodu, aby w
błyskawicznym tempie szukać nowego prezesa NBP. Ponadto lepiej byłoby, aby
takiego kandydata zgłosił nowo wybrany prezydent, bo wtedy pozycja prezesa banku
narodowego byłaby o wiele mocniejsza. Oczywiście, marszałek Sejmu może
skorzystać z uprawnień, jakie mu daje Konstytucja, i podjąć próbę obsadzenia
wakującego fotela prezesa NBP. Jednak marszałek jest „tylko” osobą pełniącą
obowiązki głowy państwa i gdyby desygnował kogoś na to wysokie stanowisko, to
nowy prezes NBP miałby niejako mniejsze umocowanie, ponieważ powołałby go nie
prezydent, ale osoba p.o. prezydenta. Jeden z parlamentarzystów PO powiedział
nam, że ten argument będzie na pewno brany pod uwagę, choć wiele będzie zależało
od sondaży przedwyborczych. Jeśli z kandydata PO zejdzie powietrze i jego
zwycięstwo nie będzie pewne, to niewykluczone, że jednak jeszcze marszałek Sejmu
skieruje do posłów wniosek o powołanie nowego prezesa NBP, aby zapewnić rządowi
przychylniejszego szefa banku centralnego.
Sam Komorowski powiedział wczoraj,
że nie będzie się spieszył ze wskazaniem kandydata na prezesa NBP, ale według
niego, zależy to od wyników obrad Rady Polityki Pieniężnej. – Nie widzę w tej
chwili powodu do jakiegoś szczególnego pośpiechu, chyba że posiedzenie tej rady
nie przyniosłoby spodziewanych efektów w postaci decyzji koniecznych z punktu
widzenia polityki finansowej państwa polskiego. Jeżeli wszystko dzisiaj będzie
przebiegało pomyślnie, to nie będę chciał specjalnie przyspieszać procedur
związanych z powołaniem nowego prezesa NBP – powiedział Bronisław Komorowski.
Trudno nie zrozumieć tego jak groźby pod adresem RPP, aby ta zagłosowała tak,
jak chce tego rząd.

Krzysztof Losz

drukuj